Kto by pomyślał, że tak się publikacje zawieszą na tym jedynym Wielkanocnym przepisie a później ani widu ani słychu. Ale to głównie dlatego, że moje dziecko weszło w fazę wtulenia w moją nogę ilekroć usiądę na krześle albo kibelku tudzież stanę przy kuchennym blacie, oczekując, że jak najprędzej wezmę je na ręce. Sami rozumiecie, że przez to gotowanie najpierw w ogóle odeszło w zapomnienie i jadalismy kanapki na obiad , a teraz wróciło ale jest w wersji ekspres. W ogóle bajka jak uda mi się wszystko przygotować podczas jego drzemki, ale to niestety nie zawsze się udaje. Tak było i w tym przypadku i kotlety formowałam przy akompaniamencie zniecierpliwionego berbecia, który uczepiony mej nogi domagał się uwagi.
Te pieczone kotlety są super. Po pierwsze idealna opcja dla najmłodszych dzieci, ale też tych starszych, które niekoniecznie lubią warzywa (wtedy podajemy je z jakimś sosikiem i myślę, że to dobrze zagra). No i w końcu rodzice też nie pogardą. Ja jak już gotuję obiad to dla całej rodziny to samo. Po pierwsze gdybym miała dziecku gotować coś innego, to ja zostałabym przy kanapkach dla siebie na obiad, a po drugie on wyjada z mojego talerza (nie rozumiem dlaczego to ode mnie jest smaczniejsze).

