Najnowsze wpisy

28.7.21

Sernik na kruchym spodzie z porzeczkami, bez glutenu

 Upiekłam ciasto, co nie zdarza się ostatnio często bo oboje zrzucamy kilogramy do lata. To znaczy lato już przyszło, zaraz sobie pewnie pójdzie ale my zrzucamy nadal, jak nie do lata to do zimy. Chociaż zrzucać kilogramy na zimę to najgłupsze co może być, no chyba, że traktować to jako trening albo jakieś przedbiegi czy coś. W każdym razie jest ciasto, niemal ostatnie dwa kawałki i udało się zdjęcia zrobić. Bo to też o to się ostatnio rozchodzi, że ciasto jest, znika a zdjęć nie ma, bo nikt nie zrobił. Czasu nie było. Teraz żeby zrobić zdjęcie to dziecko musi mieć drzemkę, bo inaczej wiadomo, jak mama chce coś zrobić, choćby jedną maleńką rzecz w ciągu dnia, która nie dotyczy dziecka to właśnie w tym momencie rozgrywają się wszystkie największe dramaty tego małego człowieka. I stoi on uczepiony mojej nogi, z grymasem na twarzy i coraz większą niecierpliwością w głosie powtarza to na co czekałam prawie 11 miesięcy, odkąd się urodził "mama, mama, mama, mama..." I niby fajnie, że mama ale niefajnie, że akurat teraz. Opcje są dwie, a w zasadzie jedna - biorę dziecko na ręce bo i tak się ruszyć nie mogę, a ręce moje są jak eliksir jakiś bo to prawie płaczące dziecko zaczyna się nagle uśmiechać. Cel osiągnięty, mama jest jego, razem zjadamy ciasto i nie ma rekwizytu. Tym razem byłam sprytna i wymyśliłam tę rzeczoną wcześniej drzemkę. Zrobiłam zdjęcia, chociaż nie są to kadry najpiękniejsze i stylizowane. Ot ciasto na talerzyku, a talerzyk na komodzie. Pstryk, pstryk, dziękuję, można jeść.


14.7.21

Recenzja książki "Potęga obecności"

Recenzja książki "Potęga obecności"  Daniel J. Siegel, Tina Payne Bryson. Wydawnictwo Mamania, 2020

Link do książki: TUTAJ  

Na odwrocie książki jest napis "nie musicie być idealni. Nie musicie nawet dokładnie wiedzieć co robicie. Wystarczy, że będziecie obecni". To brzmi tak łatwo i banalnie. Ale wygląda na to, że są ludzie dla których będzie to proste. To wszyscy Ci szczęściarze, których rodzice stworzyli z nimi w dzieciństwie bezpieczną więź, a teraz tylko kopiują te zachowania, które znają. Cała reszta, obecności musi uczyć się od nowa. Obecności, a więc akceptacji, zrozumienia, rozmowy, dostrzeżenia, że dziecko to człowiek a nie ryba bez głosu, umiejętności przepraszania, bo to przecież nie jest tak, że tylko dzieci popełniają błędy i nie one mają przepraszać za swoje i nasze błędy. Ta książka nie tylko pokazuje czym jest i jak ważna jest, bezpieczna więź, ale też daje strategie dzięki, którym łatwiej można ją wypracować. Pokazuje jak odpowiednie relacje z rodzicami wpływają na dorosłe życie, ale też jakie piętno zostawiają te gorsze. To też naprawdę dobry początek do zrozumienia siebie i pracy nad swoimi słabościami.

7.7.21

Ciasteczka bananowe BLW, 3 składniki

Wsłuchałam się w swoje otoczenie i wynika z niego, że mam szczęście bo moje dziecko lubi jeść. Celowo nie napisałam, że je wszystko bo wszystkiego nie je, mało jest ludzi, którym smakuje absolutnie wszystko. Ale generalnie więcej produktów lubi niż nie. Z jednej strony mnie to cieszy, ale z drugiej boję się nadto okazywać radość bo zaraz zza rogu wyjdzie mi skok rozwojowy razem z jakimś dziecięcym buntem i będziemy jedli na śniadanie, obiad i kolację tylko makaron z truskawkami. Bo nie czarujmy się, może też tak być. Nie chcę też pisać, że ten dobrostan zawdzięczamy BLW i tym, że jemy wszyscy to samo i nie wygrzebujemy z talerzy zieleniny, a my, rodzice - potencjalny autorytet i ktoś kogo fajnie jest naśladować - nie wybrzydzamy. Bo nie wiem czy są jakieś badania, które potwierdziłyby te racje. Na to czy dziecko lubi jeść wpływ ma jednak zbyt wiele czynników, od samego charakteru dziecka zaczynając a to oznacza, że choćbyś się zesrał to nie przewidzisz jak z tą  relacją będzie. Ale kiedy się dziecko z jedzeniem nie lubi to lepiej nie pogarszać tego stanu rzeczy i nie wpychać mu nic do buzi czego zjeść naprawdę nie chce. Godzinne modły nad znienawidzoną owsianką, kotletem czy budyniem nic nie naprawią a mogą w drugą stronę - zaszkodzić. A jeszcze gorzej proponować wtedy ciasteczka, czekoladki czy cukierki - to jak samemu wykopać pod sobą dołek. Jeszcze się nikt, z własnej woli nie zagłodził i dzieci też tego nie zrobią, jak zgłodnieje to da znać.


19.6.21

Pieczone placki z batatów BLW

 To wręcz niesłychane jakie upały do nas zawitały a my kolejny rok na tym nieszczęsnym poddaszu. W tamtym roku na szczęście większość lata byłam w ciąży, więc męczyłam się ja. W to lato (chociaż oficjalnie lato dopiero przed nami) męczy się również nasz mały człowieczek. A najgorsze, że sposobów na poradzenie sobie z tym skwarem w mieszkaniu bez balkonu (chociaż nawet gdyby był balkon to wiele by to nie zmieniło bo przy 34* i tak byśmy na niego nie wychodzili) zbyt wielu nie ma. W zależności od intensywności słońca otwieramy i zamykamy okna, włączamy wiatrak, nawadniany się i jemy lody. Na spacery zamówiłam już parasol do wózka, tani i uniwersalny (KLIK), chociaż i tak najlepiej rano albo wcale. Poszliśmy ostatnio o 17 i to był błąd, powietrze nadal ciężkie, rażące słońce, po powrocie wszyscy leżeliśmy na macie pod wiatrakiem. Przy takiej pogodzie jeść się niby nie chce, ale jednak fajnie gdyby dziecko zjadło dla odmiany coś co nie jest owocem. Więc w jeden z tych cieplejszych dni odpaliłam piekarnik, żeby upiec placki z batatów. Od razu powiem, że poniższe proporcje NIE nadają się do smażenia, ale pieczone wyszły pico bello więc zapraszam. Aa i zapomniałam o najważniejszym, to przepis dla najmłodszych, rozszerzanie diety metodą BLW jest cudowne! 


Pieczone placki z batatów BLW


12.6.21

Kotlety z kaszy jaglanej BLW

 Odkąd moje dziecko zaczęło jeść jak dorosły, a nie tylko gotowane marchewki, selery, pojedyncze sztuki makaronu czy kawałki niedobrego gotowanego kurczaka na obiad, to w moim menu nastąpiła rewolucja. Bardzo często jemy dokładnie to samo, przekąski też, a nawet gdybym chciała zjeść coś sama to on i tak za chwilę przypełznie i się gapi, a czasami bez pardonu się wgryza w moje jedzenie. Wiadomym więc jest, że nie mogę jeść byle czego, bo byle czego nie chce dawać swojemu dziecku. Sól ograniczyłam do minimum i serio można się do tego smaku przyzwyczaić. Ze słodyczy jemy pasty od Krukam i full owoców. Może to jest właśnie ten czas, w którym zrzucę trochę tej pociążowej oponki, bo w końcu wyjęłam swoje letnie ciuchy i cóż, sporo centymetrów brakuje, żebym mogła się zapiąć 🙄 Przy okazji liczę też na to, że wyrabiam w dziecku dobre nawyki i relacje z jedzeniem i codziennie myślę co tu dziś ugotować. Tym razem padło na kaszę jaglaną i pyszne kotleciki z indykiem (kupujemy indyka z marną nadzieją, że jest mniej nafaszerowany antybiotykami chemią niż kurczak) i warzywami.


7.6.21

Pieczone kotlety dla dzieci BLW

 Kto by pomyślał, że tak się publikacje zawieszą na tym jedynym Wielkanocnym przepisie a później ani widu ani słychu. Ale to głównie dlatego, że moje dziecko weszło w fazę wtulenia w moją nogę ilekroć usiądę na krześle albo kibelku tudzież stanę przy kuchennym blacie, oczekując, że jak najprędzej wezmę je na ręce. Sami rozumiecie, że przez to gotowanie najpierw w ogóle odeszło w zapomnienie i jadalismy kanapki na obiad , a teraz wróciło ale jest w wersji ekspres. W ogóle bajka jak uda mi się wszystko przygotować podczas jego drzemki, ale to niestety nie zawsze się udaje. Tak było i w tym przypadku i kotlety formowałam przy akompaniamencie zniecierpliwionego berbecia, który uczepiony mej nogi domagał się uwagi. 

Te pieczone kotlety są super. Po pierwsze idealna opcja dla najmłodszych dzieci, ale też tych starszych, które niekoniecznie lubią warzywa (wtedy podajemy je z jakimś sosikiem i myślę, że to dobrze zagra). No i w końcu rodzice też nie pogardą. Ja jak już gotuję obiad to dla całej rodziny to samo. Po pierwsze gdybym miała dziecku gotować coś innego, to ja zostałabym przy kanapkach dla siebie na obiad, a po drugie on wyjada z mojego talerza (nie rozumiem dlaczego to ode mnie jest smaczniejsze).  


2.4.21

Mazurek bez pieczenia

 Publikacja wielkanocnych wypieków miała wyglądać trochę inaczej. Nawet same wypieki miały być inne. Ale jest takie fajny tekst, który mega mi się podoba "chcesz rozśmieszyć Boga, powiedz mu o swoich planach" i o moich chyba usłyszał i musiały mu się nie spodobać. Dziecko zaczęło mi ząbkować, ale na pełnym hardcorze. 2 noce wyjęte z życia 2 dni jak zombie, a jak już zęby poskromiliśmy to ja totalnie opadłam z sił. Cały czas mam z tyłu głowy babki, które chcę zrobić na święta ale jak sobie pomyślę ile to pracy i czasu 🙄 a do tego wiadomo jeszcze matczyne obowiązki. Wiec zupełnie nie wiem jak to będzie. Już teraz tego mazurka publikuje z oczami na zapałki i raz po raz tracę sens tego co piszę. Przechodząc do rzeczy: Mazurek bez pieczenia, wiec bez jajek, bez cukru (gdy użyjecie czekolady bez dodatku cukru), bez glutenu i w zasadzie wegański. Nie spodziewajcie się chrupiącego spodu, jest raczej miękki bo orzechy przesiąkły dżemem, a całość można nazwać mazurkiem niestandardowym. 



1.4.21

#lekkipociazy odcinek 4

Nie ma tak dobrze, waga mnie oszukała. I robi to zawsze. W pierwszy dzień, w którym jedną nogą zbaczam z wyznaczonej ścieżki i zjem ciasteczko waga spada w dół. Drugiego dnia albo utrzymuje ten wynik albo nadal ma tendencję spadkową, więc skoro tak, to leci już wszystko i czekolady i drożdżówki i ciasteczka do kawy i po kilku dniach rozpusty jednak wszystko w pizdu. I tak jest zawsze a ja zawsze się na to nabieram, więc tym razem nie było inaczej. 

28.3.21

Bezy z malinowym kremem

 Bezy u mnie to ta sama kategoria co pączki, czyli nie robię bo to cholerstwo jest dobre ale taaaak kaloryczne, że lepiej nie widzieć ile czego jest w środku. I jak już robiłam pączki to te z serka homogenizowanego, czyli takie coś co pączka udaje, chociaż nie powiem bardzo dobrze udaje. A z bezą to próbowałam robić kilka lat temu z aquafarby, wtedy jak wszyscy nagle odkryli jej magiczną moc i nawet to wyszło, ale bez szału bo płaskie takie i lekko brązowe. No to teraz już nie chciałam, żeby mi się białka zmarnowały ( po tym likierze: KLIK ), więc wyklikałam w necie złotą zasadę cukru w bezie i okazało się, że na jedno białko przypada 50g cukru, że trzeba ten cukier odpowiednio sypać, później odpowiednio upiec, a raczej wysuszyć tę bezę i sukces murowany. No i cóż tu się rozpisywać - udało się, więc dzielę się z Wami i przy okazji odsyłam tam skąd i ja się dowiedziałam jak robić, żeby wyszło karointhekitchen


27.3.21

Bezalkoholowy likier kokosowo-waniliowy

 Ze świętami jest zawsze tak, że najpierw nie można się ich doczekać, aż tu nagle "ja pierdziele, to już za tydzień". I to jest jeden z powodów, dla których zawsze mam tak mało świątecznych propozycji na blogu i w tym roku nie będzie inaczej. To będą pewnie dwa wpisy, ten dzisiejszy i jeszcze jeden, o ile zdecyduje się czy robić mazurka czy babkę. 

Słowem wstępu - na poniższy przepis trafiłam na niemieckojęzycznym profilu na Instagramie, na którym są cuda-wianki. Tak mnie zachwycił (i przepis i profil), że od razu zapisałam kilka propozycji a tę, wiedziałam że muszę, po prostu muszę pokazać Wam przed Wielkanocą. Jaka kobieta nie lubi likierków, a spotkania przy świątecznym stole (chociaż wiem, że pandemia) aż się proszą do napitki. Żeby kobiety w ciąży i matki karmiące- ze mną na czele- nie płakały, że nie mogą to mam wersję alkohol frei!! Z mleczka kokosowego, smak określiłaby taki kokos-wanilia, a może nawet bardziej wanilia bo użyłam mleczka light i zrobiłam to serio przez przypadek. Wam polecam to zwykle, będzie bardziej kokosowo. Gęstość likieru kontrolujemy dodatkiem mleka; krowiego, albo kokosowego, jak kto woli. Bo po nocy w lodówce zabieg ten jest zdecydowanie konieczny. No chyba, że chcecie wykorzystać likier jako sos, to też można. To co, przechodzimy do rzeczy! 


Durszlak.pl
zBLOGowani.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Top Blogi
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
TOP