2.5.18

Mój post według dr Dąbrowskiej

Zapowiada się na to, że to będzie długi wpis. Najgorzej jednak jest zacząć, jaką kwestię poruszyć najpierw, żeby wszystko trzymało się kupy i było zrozumiałe ? 

Czym jest post dr Dąbrowskiej 
Człowiek mediów społeczniościowych z pewnością nie raz zetknął się z tą nazwą i zdjęciami pięknych warzywnych bukietów na talerzu. W skrócie jest to właśnie warzywno-owocowy (chociaż człon owocowy to dla mnie duże nadużycie) post oczyszczający, który jednorazowo trwa maksymalnie 42 dni. Zalecany przy wielu chorobach i schorzeniach, dobry punkt odniesienia do rozpoczęcia zdrowego stylu życia. Post jest bardzo restrykcyjny i nie pozwala na żadne odstępstwa, które mogą doprowadzić do opłakanych skutków!! Tylko stosując się do wytycznych możemy włączyć OW (odżywianie wewnętrzne), każde odstępstwo skutkuje jego wyłączeniem, a nasz organizm po prostu zaczynamy głodzić i wyniszczać. Jeżeli więc chcecie zacząć to trzeba mocno powalczyć ze swoją silną wolą. A im głębiej w las tym będzie trudniej, bo warzywa przestają wystarczać a nawet i smakować. Odsyłam do źródła, po więcej informacji ewadabrowska.pl 

Po co mi to ?
Czasami też się zastanawiam ;) Niby łatwiej byłoby wprowadzić racjonalną dietę, dużo ruchu i też człowiek schudnie i się oczyści. Ale ja nie chudnę, przy mojej niedoczynności tarczycy walka z kilogramami to jak walka z wiatrakami. Niby coś lepiej, a wałki tłuszczu na plecach nadal są (przeraził mnie ten widok kiedy robiłam sobie dla wizualizacji efektów zdjęcie w bikini). Do pozowanego zdjęcia ustawisz się korzystnie, nawet jak przegląda się człowiek w lustrze to przybiera inny, według niego korzystny wyraz twarzy, a zdjęcie w bikini lub nago nie ukryje nic, pokaże prawdę, w moim przypadku najgorszą. Teraz myślę, że może dobrze się stało, bo utrzymywało to moją motywację na wysokich obrotach, nawet w czasie PMS, kiedy z ogromnej potrzeby cukru oglądałam zdjęcia słodkich babeczek, ciast i wszelakich innych wypieków popijając tylko wodę lub ziołową herbatkę. 
Dobrze się składa, bo po zakończeniu postu będę miała wizytę u endokrynologa i sprawdzę jak post wpłynął na moje wyniki. Innych dolegliwości prócz tych tarczycowych jak łuszcząca się brew czy napuchnięte nad ranem powieki nie mam. Więc nie będę hipokrytką i powiem otwarcie, że robię ten post po to, żeby schudnąć, a przy okazji się oczyścić. W takiej kolejności, nie odwrotnie. Aaa i jeszcze z ciekawości czy faktycznie człowiek na tym poście taki energiczny.

Samopoczucie na poście 
Głodna byłam tylko pierwszego dnia i tylko pierwszego dnia bolała mnie trochę głowa. Winę jednak zrzucam na za długą przerwę między posiłkami. W pozostałe dni czułam się dobrze. Musicie wiedzieć, że pracuję fizycznie, naprawdę ciężko. Dostarczam sobie może po 500 kcal dziennie a mimo to energia w pracy mnie nie opuszcza. Nie jestem też padnięta po pracy. Owszem czasami zrobiłam sobie drzemkę, ale to dlatego, że lubię spać, a nie dlatego, że już same zamykały mi się oczy. W nocy spałam po 5-6 godzin i nie miałam problemu z poranną pobudką o 4.40.
Pierwszy raz na wadze stanęłam 4 dnia i pożałowałam, bo pokazała więcej niż kiedy zaczynałam. Strasznie zatrzymała mi się woda, miałam ogromne wzdęcia i napuchnięte powieki jak jeszcze nigdy. Później wyliczyłam, że to może być właśnie związane z nadchodzącym okresem. Teraz wzdęć brak, waga spada, a rano napuchnięta jest już tylko prawa powieka :) 
Jednego dnia, czułam się w pracy słabiej, ale trwało to może pół godziny i wszystko wróciło do normy. Nie mam kataru, ale ciągle leje mi się z nosa, więc nie wiem czy to kwestia oczyszczania dróg oddechowych. 
Wiecie te wszystkie symptomy ciężko powiązać z postem, bo zawsze są jeszcze jakieś oddziaływujące czynniki. Mówią, że na poście jest strasznie zimno, ja nie wiem, bo pracuję w chłodzie, faktycznie jest mi tam ciut zimniej niż wcześniej, ale może dlatego, że od tygodnia tam mocniej wieje, a może to przez post. 
Podsumowując nie miałam póki co gorszego dnia, słabsze chwile owszem, ale nie na tyle długie, żeby zdążyły mnie zdemotywować. Żadnych zawrotów głowy, mdłości, mroczków przed oczami, omdlęć, czy migren (podobno to też się zdarza, więc trzeba być przygotowanym na wszystko). Może to też kwestia tego, że przed postem nie karmiliśmy się od dawna chemią, nie kupujemy prawie wcale gotowców, nie używamy cukru, a może to kwestia nastawienia i tego co ma się w głowie podejmując post.

Co jem 
O tym co jem i jak się czuję każdego dnia piszę w grupie na facebooku, zapraszam tam serdecznie - moja grupa - grupa jest zamknięta. Poniżej przekopiuję Wam 7-dniowe menu razem ze zdjęciami. 
Czasami jest ciężko, ale cieszę się, że od mojego trzeciego dnia dołączył do mnie mąż, który ma lepszy smak, lepszą fantazję w gotowaniu i jakoś to wszystko lepiej smakuje. Moją jedyną bolączką są kiszonki, mimo, że staram się je jeść codziennie i tak odnoszę wrażenie, że powinno być ich jeszcze więcej, bo to również zdecydowanie ważny aspekt postu

Dzień 1:
1 śniadanie: koktajl z rukoli, zielonego ogórka, jabłka i wody+ papryka i pomidor z suszonym koperkiem
2. obiad: zupa krem z kalafiora, cebuli i marchewki
3. podwieczorek: 3 małe marchewki i jabłko
4. kolacja: zupa z obiadu




Dzień 2:
śniadanie: pół pomidora, pół czerwonej papryki, pół grejfruta, 2 małe marcheweczki
II śniadanie: mus z marchewki i jabłka z cynamonem - przeeepyszne
obiad: pieczona marchewka, pietruszka, cukinia z przyprawami + surówka z czerwonej kapusty z cebulką i ogórkiem kiszonym.
kolacja: zupa z cukinii z porem i pietruszką.


Dzień 3:
1 śniadanie: pół grejfruta, zielony ogórek
2. II śniadanie: marchewka z jabłkiem i cynamonem + ogórek zielony
3. obiad: surówka z czerwonej kapusty, cebulki i ogórka kiszonego + puree z kalafiora
4. podwieczorek: zupa z cukinii z porem i pietruszką z puree kalafiorowym
5. potrawka z kapusty słodkiej i kiszonej z cebulą, marchewką, porem i przyprawami.


Dzień 4:
1 śniadanie: pół grejfruta, pomidor, ogórek kiszony, cebulka
2. II śniadanie: marchewka z jabłkiem i cynamonem + 4 rzodkiewki
3. obiad: potrawka z kapusty słodkiej i kiszonej z cebulą, marchewką, porem i przyprawami + 2 ogórki kiszone
4. przekąska: ogórki kiszone i woda spod ogórków
5. kolacja -  zupa krem z pieczonych warzyw (papryka, cebula, marchewka, pietruszka)


Dzień 5:
1. śniadanie: pomidor, ogórki kiszone, 2 plasterki kalarepy, pół grejfruta
2. II śniadanie: pół grejfruta, jabłko
3. obiad: leczo warzywne z pastą pomidorową + surówka z białej kapisty z cebulką i pomidorkami koktajlowymi
4. przekąska: trochę leczo z obiadu, ogórki kiszone, pomidorki
5. kolacja: podrasowana wczorajsza zupa z pieczonych warzyw


Dzień 6:
1. śniadanie: plasterki kalarepy, pomidor, ogóek kiszony, rzodkiewka, pół grejfruta
2. II śniadanie: marchewka z jabłkiem i cynamonem, ogórek zielony
3. obiad: pieczony kalafior, sałatka z gotowanych buraków, cebulki i ogórków kiszonych
4. przekąska: pieczone jabłko z cynamonem - no muuusiałam, dziś musiałam dorzucić sobie tą ekstra dawkę cukru
kolacja: zupa krem z białych warzyw (seler, pietruszka, kalafior)


Dzień 7:
1. śniadanie: pół grejfruta, pomidor, rzodkiewka, zielony i kiszony ogórek
2. II śniadanie: jabłko z machewką i cynamonem, pomidorki koktajlowe
3. obiad: kotlety z kalafiora i kiszonej kapusty, sałatka z gotowanych buraków, jabłka i pora
4. przekąska: pół grejfruta - brak zdjęcia
5. kolacja: zupa z wczoraj z białych warzyw


Efekty
Na prawdziwe efekty przyjdzie jeszcze czas. Mój post planuję prowadzić 3 tygodnie i wtedy może pokażę Wam to okropne zdjęcie w bikini. Na dzień dzisiejszy - 12 dzień diety waga pokazuje około 3,5 kilo mniej. Tyle ważyłam zanim zaczęły się moje problemy z tarczycą. Ale nie o samą wagę tutaj chodzi a o wygląd, a wyglądam zdecydowanie smuklej i to mi się podoba :) Przede mną jeszcze 9 dni postu, chyba, że ja albo mój organizm uzna, że to za dużo, wtedy skrócę

1 komentarz:

  1. Anonimowy5/06/2018

    Witam! Gdzie można otrzymać pełny jadłospis do diety Dąbrowskiej? Kasia1234

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna wszystkim anonimowo komentującym za podanie imienia, albo chociaż pseudonimu. Dziękuję.

Top Blogi
TOP