Najnowsze wpisy

21.2.17

Mini donaty bez smażenia

Tłusty czwartek wisi w powietrzu. Przyznam, że to jedno z moich ulubionych dni w roku. Na co dzień starałam się omijać pączki szerokim łukiem, nawet nie patrzeć na nie w witrynach cukierni, żeby nie kusić losu. Ale jak już przyszedł ten właśnie czwartek, to minimum cztery wjeżdżały. Przy czym 2 od razu do porannej kawki, na dzień dobry, co by słodko zacząć dzień. Oczywiście pączki z cukrem pudrem to dla mnie nie pączki, więc one były ewentualnie już na dobitkę. Pączek tylko z lukrem, w środku dżem, marmolada, ale nadzieniem różanym też nie pogardziłam. 
W tym roku wszystkie pyszne, lukrowane pączki są co najmniej 600 km ode mnie, po polskiej granicy. Niemieckie pączki nie dorastają im nawet do pięt, nie godne pączkami się nazywać. Są jeszcze polskie sklepy, ale one też nie są mi po drodze, tzn jeden był, ale odkąd remontują most to droga do niego wydłużyła się o jakieś 100 jak nie 150% i odwiedziny go przestały być opłacalne. No więc chyba będzie bez prawdziwego pączka, nooo może od biedy zjem tego niemieckiego. 
Oczywiście mogłabym sobie sama usmażyć pączki, ale ten tłuszcz, który trzeba zużyć do ich smażenia. Wiecie "czego oczy nie widzą..." to dla psychiki lepsze. 
Żeby nie zostać z ręką w nocniku znalazłam alternatywę. Ale wiadomo jak to jest z alternatywami, nigdy nie zastąpią oryginału. Jak sojowy schabowy nigdy nie będzie smakował jak mięsny, prawdziwy schabowy tak pieczone pączki, a właściwie donaty nigdy nie będą smakowały jak poczciwy smażony pączek. Mimo to jak ktoś na diecie to zapraszam na mini wersję. Trzeba im przyznać, że są szybkie do zrobienia, przy tym bardzo łatwe i jak się nie myśli o tym, że to zamiast tłuściutkiego pączusia to też pyszne :) 

18.2.17

Kokosowy pudding ryżowy

Cierpię znów na brak weny. Przy każdym dodawanym wpisie zastanawiam się jaką historią go okraszyć. Kończy się na tym, że siedzę pół godziny nad pustą "kartką", a wszystko dookoła jest w stanie mnie rozproszyć i zaciekawić. Wtedy kończy się to tak jak kilka ostatnich wpisów, po prostu kilka słów o przepisie, zdjęcia, wykonanie i gotowe. Ale to jest wtedy takie bez duszy i w sumie nijakie. Chociaż zdaję sobie sprawę, że jednak dla większości z nas liczy się przede wszystkim obraz a nie treść. Jednak nawet dla siebie samej, kiedy wracam do archiwalnych wpisów, przeczytać coś ciekawego jest miło. Cóż, pozostaje mi wierzyć (i wierzę w to z całych sił), że jest to sytuacja przejściowa, może spowodowana zachodzącymi zmianami, albo wiosennym przesileniem. A może po prostu powinnam bardziej się postarać, skupić i zapisywać wszystkie swoje pomysły. Przecież tak bardzo lubię "odhaczać" zrealizowane cele. Trzymajcie kciuki! 

Lubicie popularny ryż na mleku ? jeżeli tak to mam dla Was domową wersję. Lepszą niż ze sklepu. Na ciepło smakuje wspaniale. Jest kremowa, kokosowa, waniliowa, pyszna! ale i kaloryczna niestety. W ramach lekkiego odstępstwa można zjeść :)

14.2.17

Domowa czekolada 100%

W dzień pizzy instagram opanowały pizze, w dzień psa jest mnóstwo kochaniutkich piesków, a w dzień zakochanych w internecie jest pełno słodkości. Nie będę odstawała i też mam dla Was coś słodkiego. Brakuje tylko serduszek i cudownego różu. 
Osobiście nie świętujemy specjalnie tego dnia, tak jak nie świętujemy dnia pizzy, czy dnia psa. Równocześnie nie potępiam walentynek i nie wyrzucam wszystkim naokoło jak bardzo tego dnia nie znoszę. Czy byłam singielką, czy w związku było tak samo. Nasze życie, nasze wybory i tym powinien się kierować każdy.
A teraz chodźcie się zasłodzić 100% domową czekoladą. Oczywiście, że smak znacznie odbiega od sklepowej czekolady, ale skład domowej ma 3 pozycje+dodatki a sklepowej ? długą listę. Nie odchudzasz się, nie musisz zwracać uwagi na to co jesz, kup sobie milkę i delektuj się słodkimi kosteczkami. Jesteś na diecie, ale "chodzi" za tobą coś czekoladowego, jesteś uczulona na orzechy, mleko lub cokolwiek spróbuj tej domowej wersji. Już kilka kęsów jest w stanie zaspokoić prawdziwy czekoladowy głód.

9.2.17

Ciastka z masła orzechowego, bez mąki

Dieta dietą, ale ciasteczko do pracy musi być. Nie da się żyć bez czegoś słodkiego, bez czegoś do podjadania, tzn ja nie umiem. Na całe szczęście można i jeść ciastko i być na diecie. Z dobrych wiadomości; po tygodniu drastycznego ograniczenia cukru, jestem w stanie z pewną dozą spokoju podejść do upieczonych słodkości. Nie rzucam się na wszystkie, tylko spokojnie rozdzielam, po sztuce na dzień. I mam taką przyjemną część dnia, kiedy w kalendarzu zapisuję skrót "bs-bez słodyczy". Pękam z dumy, gorzej że waga ani drgnie, ale jak człowiek w gorącej wodzie kąpany to już po pierwszym dniu diety chciałby widzieć ze 3 kilo mniej. Cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość, mam przecież dużo czasu. 

7.2.17

Lekki omlet kakaowy

Dość rzadko jem omlety, w dzieciństwie nie jadłam ich w zasadzie w ogóle. A to wielka szkoda - bo to szybkie, pożywne śniadanie. Najlepsze w nich jest jednak to, że dają duże pole do popisu jeśli chodzi o smak. Ta sama baza, różne dodatki i 7 różnych śniadań na 7 dni tygodnia

4.2.17

Gofry

Jak wspominałam na facebooku podjęłam kolejną walkę o piękną sylwetkę. Święta, Sylwester i urlop zniweczyły wszystkie moje starania. Tzn tak pośrednio, bo oczywiście cała wina leży po stronie mojej i mojej słabej woli. Wpadłam w słodyczowy cug, co odbiło się i na wadze i w obwodach. Nie ma się co oszukiwać, obtłuściło mnie, no! A przecież ja wcale nie lubię siebie w tej wersji, wcale się sobie nie podobam a moja pewność siebie jest gdzieś na poziomie krawężnika. I to ciągłe naciąganie bluzki, jakby to coś pomagało w zakrywaniu wystającego brzuszka. Koniec i basta, stop! Kupiłam już sobie czerwone szpilki, a najładniej w czerwonych szpilkach prezentują się zgrabne nóżki, więc nie mogę zmarnować tego zakupu. Szykują się cudowne wakacje, a przecież na wakacjach życia muszę mieć formę życia (albo przynajmniej dobrze się prezentować w bikini). A tatuaż na plecach mam nie po to, żeby go chować bo plecy tłuste, tylko żeby go na pięknych plecach prezentować. Wszystko dookoła nakazuje mi zeszczupleć, razem z moim sercem, rozumem i ukrytą, malutką i przestraszoną pewnością siebie. 
Nie mam jeszcze większego planu jak to osiągnąć. Póki co odstawiam słodycze, białą i pełnoziarnistą mąkę pszenną, orkiszową i kukurydzianą też. Włączam mały ale intensywny ruch i do przodu! 

Dzisiaj mam jeszcze dla Was przepis, który zaprzecza temu wszystkiemu, o czym wyżej napisałam. Ale te gofry robiłam jeszcze przed urlopem, więc wybaczcie ale wyszły mi ładne zdjęcia więc muszę je pokazać :) 

25.1.17

Budyń jaglany

Drugi urlopowy wpis dodawany z innego miejsca. Poprzedni pisałam niemal z widokiem na tatry, ten piszę otulona zapachem domowego obiadku. Cieszę się przeogromnie, że mamy w Polsce tylu przyjaciół i znajomych. Dzięki czemu z każdego urlopu wracamy tak bardzo niewypoczęci ale jednocześnie tak bardzo szczęśliwi. Może nawet za bardzo szczęśliwi i dziwnie podnieceni. Przez to też tęsknimy bardziej, ale wolę mieć za kim i za czym tęsknić niż nie znać tego uczucia. Na końcu tęsknoty przecież zawsze jest radość...

Kiedyś już wyrażałam swoje zdanie na temat deserów z kaszy jaglanej. Mnie nie przekonują, ale ulegam im od czasu do czasu. Zwłaszcza kiedy ich zdjęcie jest takie czarujące i kiedy widać na nim kremową konsystencję kaszy od razu wyobrażam sobie smak. I tutaj jest największy problem, zawsze jestem rozczarowana i zawiedzona...tzn nigdy do końca nie potrafię pozbyć się goryczy z kaszy. Próbowałam płukać po dziesiątki razy, prażyć i nic. Zawsze z tyłu przebija się gorzki posmak, który psuje mi cały deser. Ten konkretny przepis wzięłam z jednego z moim zdaniem lepszych i profesjonalnych blogów, ale przejrzałam ich jeszcze co najmniej 5, również bardzo wysoka półka. Składniki i proporcje się nie różniły, więc obstawiam,  że one wszystkie muszą smakować identycznie. I tutaj mam problem...czy to z moimi kubkami smakowymi jest coś nie tak, czy ten wielki bum na wegańskie desery sprawił, że ludzie sobie wmawiają, że coś im smakuje ? A może o smakach jak i o gustach się nie dyskutuje. Polecam wypróbować jakiś przepis na jaglany deser i przekonać się samemu :)


20.1.17

Pieczona owsianka z mascarpone

Bez zbędnie długiego wstępu bo jesteśmy na urlopie. Korzystam z chwili "swobody", kiedy mój mąż pojechał uczyć się jeździć na desce, a ja jako nudniejsza połowa naszego związku wybrałam siedzenie na dupie. Dzięki temu mam dla Was przepis. Kolejna wersja pieczonej owsianki. Tym razem bardziej kaloryczna, ale dzięki temu delikatniejsza. Bo jak wiadomo tłuszcz i cukier dodają niesamowitego smaku, który nas tak wspaniale uzależnia. Tym razem mniej cukru, a więcej tłuszczu. 


13.1.17

Ciasto z topinamburem

Warzywne ciasta intrygują mnie zdecydowanie bardziej niż klasyczne, owocowe. Nie mogę się nadziwić, że w cieście można przemycić buraka czy marchewkę. Co najlepsze, smaku warzyw trudno się doszukać, już nie mówiąc o ich rozpoznaniu. Do mojej listy warzywnych ciast: 
ciasto szpinakowe
ciasto marchewkowe 1
ciasto marchewkowe 2
ciasto z awokado
ciasto buraczane
ciasto dyniowe
muffinki marchewkowe
muffinki buraczane
markizy marchewkowe
dodaję dziś ciasto z topinamburem. Mówiąc szczerze nawet nie wiem czy w cieście jego smak jest wyczuwalny, bo to mój pierwszy raz z tym warzywem. Nie miałam na niego innego pomysłu, a gdzieś w zakładkach miałam podlinkowany przepis na topinamburowe ciasto. Moje nie jest tak wyrośniete, bo po pierwsze znow dałam trochę zmielonych płatków owsianych, a nie samej mąki, a po drugie staram się nie używać w ogóle, albo mocno ograniczać proszek do pieczenia. Moje ciasto jest wilgotne, pulchne i ciężkie. Takie warzywne brownie ? :) Mój ulubiony typ. 

11.1.17

Słoneczny koktajl z mango

Wiecie, w Niemczech nie mamy zimy. Bo nasze dwa stopnie na plusie, ewentualnie deszcz nijak ma się do polskiego - 20 albo i -30. Ale nam też się przydaje trochę słońca i ocieplenia. Stąd pomysł na mango. Jeden z owoców przywołujących lato, a do tego wyczytałam dziś o wielu jego zaletach. Wzmacnia system odpornościowy - kiedy jak nie w okresie chłodów, wiatów i prawdziwych mrozów potrzeba nam zadbać o odporność. Spowalnia wzrost komórek nowotworowych - dieta antyrakowa zawsze na propsie. A do tego ma sporą ilość wit C, magnezu, potasu, miedzi, zaś jego żółty kolor jest taki optymistyczny. Do mango dorzuciłam banana, który z owoców całorocznych jest moim ulubionym. Odkąd poznałam jego zastosowanie w kuchni wielbię go jeszcze bardziej. Nie raz ratował mnie z opresji, kiedy np skończyły się jajka, albo chciałam ograniczyć w cieście tłuszcz. Banany to energia, uczucie sytości i antyoksydanty opóźniające procesy starzenia się skóry. Do podkreślenia 'egzotyki' 2 łyżki wiórków kokosowych. Wszystko zalane mlekiem, roślinnym lub zwierzęcym, zmiksowane i śniadanie, drugie śniadanie, przekąska lub nawet obiad gotowy. Naprawdę skutecznie zapełnia żołądek. 
Top Blogi
TOP