Najnowsze wpisy

27.4.17

Odwrócone ciasto pomarańczowe

Kiedy spod moich rąk wyjdzie zakalec, muszę natychmiast się podbudować i udowodnić sobie, że to tylko taki mały wyjątek, każdemu się zdarzy i że nie straciłam umiejętności. Żeby jednak mieć więcej pewności, że nie będzie powtórki z rozrywki, albo raczej z rozpaczy szukam jakiegoś sprawdzonego przepisu. Najlepiej takiego, który będzie miał mało składników, w którym można dodać czegoś mniej, można coś delikatnie pozamieniać, żeby było ciut bardziej fit, albo ciut bardziej zdrowo. Wtedy swoje kroki kieruję najczęśćiej na mojewypieki.com. Tak też było w przypadku tego pomarańczowego ciasta, które nawet po moich zmianach, po sporym ograniczeniu cukru smakuje wspaniale


Odwrócone ciasto pomarańczowe
inspiracja: mojewypieki.com

Składniki (tortownica 22 cm):

Pomarańcze w sosie:

  • 2 pomarańcze
  • 100 ml wody
  • 100 g brązowego cukru
Ciasto:

  • 180 ml kefiru
  • 3 jajka
  • 100 g masła
  • 120 g mąki orkiszowej
  • 50 g mąki kukurydzianej
  • 50 g otrębów owsianych lub mąki owsianej
  • 50 g cukru
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
Przygotowanie:

  1. POMARAŃCZE: Wodę i cukier wymieszać ze sobą na dużej patelni lub w niskim garnku. Wstawić na gaz. Pomarańcze dokładnie umyć i pokroić na plasterki, kiedy cukier się rozpuści dodać na patelnię. Gotować ok 10 minut, aż skórka pomarańczy zmięknie. UWAGA: Jeżeli woda z cukrem nie przykryje całych pomarańczy, po połowie czasu gotowania obrócić je na drugą stronę.  
  1. CIASTO: Masło roztopić. Kiedy trochę ostygnie, dodać kefir, jajka, cukier i zmiksować do połączenia się składników.
  2. W osobnym naczyniu wymieszać ze sobą wszystkie rodzaje mąk i proszek do pieczenia. 
  3. Suche składniki dodać do mokrych i znów zmiksować, ale tylko do momentu aż składniki się ze sobą połączą. 
  4. Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia i ułożyć na niej szczelnie plasterki pomarańczy (zachować sos, który został). Przelać masę i piec w 180* przez około 30 minut, do suchego patyczka. 
  5. Po upieczeniu ciasto przełożyć na talerz lub paterę, pomarańczami do góry. Pozostały sos podgrzać, a następnie wysmarować nim pomarańcze, żeby nadać im blasku. 


26.4.17

Omlet ze szparagami

Kolejną zaletą bycia bezrobotnym jest to, że leniwe śniadanie można mieć codziennie a nie tylko w weekendy. Już nie muszę dokarmiać się na szybko jogurtem i pić małą kawę (bo po dużej mój pęcherz odzywał się zanim jeszcze dojechałam do pracy). Teraz piję kawę w największym kubku, mogę zjeść na co mam tylko ochotę a do tego śniadanie to, jadam w okolicach godziny 10. Wcześniej nie chce mi się wychodzić z łóżka. Przejście z fazu snu do fazy "codzienność" jest dla mnie katuszem. Nie potrafię się wybudzić, a jak już jestem na dobrej drodze to przychodzi do łóżka mój najwspanialszy czworonożny przyjaciel, kładzie się obok mnie...no i sami rozumiecie, jak tu wyjść. 

Wczoraj udało mi się być bardziej stanowczą i po porannym spacerze z psem, nie przebrałam się w piżamkę i nie wskoczyłam w tą jeszcze ciepłą kołdrę, ale za to przepadłam na kilka godzin z książką w ręku. Kto by pomyślał, że thrillery potrafią być tak wciągające. Cztery dni, dwie książki, prawie dziewięćset stron. Nie zaniedbuję przy tym mojej codziennej listy "to do" , za dużego mam na jej punkcie hopla. Żeby dorosłego człowieka cieszyło wykreślanie rzeczy, które już zrobił...a może my jednak nie jesteśmy wcale tacy dorośli jak nam się wydaje :) 

25.4.17

Drugie życie zakalca - słodkie kulki

Zabierając się za pieczenie ciasta nikt z nas nie skazuje go na porażkę i czeka aż z pieca wyjdzie zakalec. Do ostatniej chwili mamy nadzieję, że ciasto będzie najpyszniejsze z pyszniejszych. Ja dodatkowo od razu myślę nad scenerią zdjęcia, jakie tło czy mam jakieś fajne dodatki. A później nadchodzi czas końca pieczenia i...całą scenerię trzeba spakować do szafy, bo to co wyszło z pieca nie można nazwać ciastem, a czasami nawet nie zasługuje na miano zakalca. U mnie jeszcze jest tak ogromne podekscytowanie, że zepsuję ciasto zanim zdąży wystygnąć, bo przekroiłam za szybko chcący się upewnić, że wyszło dobre. Nauczona na błędach, każde ciasto studzę przy otwartym piekarniku, a jak już je stamtąd wyciągam na kuchenny blat, to wychodzę z kuchni, żeby mnie nic nie kusiło. Zamieniając mąkę pszenną na orkiszową nie ryzykuję zakalca, bo ciężkość ich obu jest podobna, ale jak już zacznę dodawać jaglaną, owsianą, kukurydzianą, kokosową to bywa różnie. 

Takiego zakalca jaki zrobiłam w weekend to nie zrobiłam jeszcze nigdy wcześniej. Tak zbity, tak twardy a przy tym nadal dobry. To było ciasto bananowe z kombinacją czterech rodzajów mąk, jednym słowem klapa. Ale właśnie tego smaku było mi szkoda, więc go po części przemyciłam do innej słodkości- mojej nieco ubogiej i uproszczonej wersji bajaderek (wiem, z daleka wyglądają jak pulpety, ten kolor to z jagodowego dżemu). 
Przepis jest prosty, chociaż trzeba obserwować konsystencję i dostosowywać do siebie. Po połączeniu i wymieszaniu masa musi dać się ulepić. Nie musi być niewiadomo jak zbita, ale kulki nie mogą pękać i się rozpadać.
Kiedy jakieś ciasto znów mi nie wyjdzie otworzę bajaderkowy cykl i będę je robić na dziesiątki sposobów. 



Słodkie kulki z zakalca

Składniki (na 12-15 dużych sztuk):
  • 400 g zakalca, albo zleżanego już, twardego ciasta (najlepiej użyć ciasta bez masy)
  • 3 łyżki łuskanego słonecznika
  • 2 łyżki maku
  • 130 g dżemu 
  • 40 g masła - rozpuścić.
Przygotowanie:
  1. Ciasto rozdrobnić, zmielić np w malakserze. Słonecznik można zmielić razem z ciastem, lub dodać ziarenka w całości
  2. Dodać pozostałę składniki i dokładnie wymieszać. Formować kulki, wstawić do lodówki na minimum 2 godziny. 


22.4.17

Krajanka z batata bez tłuszczu

Żeby mi się w domu nie nudziło, żartuję mnie się nigdy nie nudzi. To jeszcze raz...żeby nie stracić całego swojego wolnego czasu na oglądaniu filmików na youtubie, przeglądaniu facebooka i instagrama, głupim gdybaniu i rozmyślaniu o tym co było, codziennie robię sobie listę zadań na dany dzień. Nie zawsze mi wychodzi, bo na przykład paznokcie miałam pomalować już w święta, ale wtedy jeszcze nie wpisywałam nic na listę. Paznokcie "wisiały" jako do zrobienia od środy i dopiero wczoraj udało mi się w końcu je zrobić. Mają piękny intensywny różowy kolor żeby zaczarować rzeczywistość. Na liście oczywiście króluje pranie, sprzątanie i gotowanie, ale do tej pory nie zapisałam na niej żeby zrobić coś nowego na bloga. Zatem moje postanowienie dodawania przepisów codziennie zweryfikowało się samo, po prostu mi ich zabrakło. Tak więc piątek był dniem nadrobienia przepisów, no dobra przepisu, bo udało mi się zrobić tylko jeden a sobota będzie dniem krajanki z batata. 
To wyszło pyszne! trochę jak brownie, ale zdecydowanie bardziej lekkie w konsystencji. A z polewą z masła orzechowego tworzy naprawdę duet godny uwagi. 

20.4.17

Pudding chia z truskawkami

Zostałam osobą bezrobotną. Ale dzięki temu stałam się lepszą panią domu i bardziej twórczą blogerką (bo wyraźenie płodną blogerką to nadużycie, a poza tym to brzydkie słowo). W mieszkaniu w końcu panuje jaki taki porządek. Bóg nie stworzyl mnie estetką, więc i w bałaganie żyć umiem, a nawet nie specjalnie go zauważam. Zdecydowanie wolę swój czas "marnotrawić" na czytaniu książek aniżeli sprzątaniu. Ale teraz czasu mam tyle, że i na książki i na delikatne sprzątanie starcza. Co najważniejsze, moja sytuacja zawodowa sprawiła, że teraz codziennie jemy obiady. Niby oczywista oczywistość ale przez ostatni miesiąc mój mąż miał najbardziej wyczerpującą pracę na ziemi, a ja ? ja tak naprawdę nigdy nie gotowałam obiadów. To nie byłą moja działka, poza tym obranie cebuli zajmuje mi tyle co mojemu mężowi jej pokrojenie... razy trzy... w drobną kosteczkę. Więc ruchy raczej ślimaka, byłam dobra na zmywak. 
Zaczęłam też jeździć na rowerze. Nie dla przyjemności, sportu i umięśnionych łydek, ale z przymusu i potrzeby szybszego przemieszczania się. Mamy jeden samochód, mąż jeździ do pracy 20 km, so tut mir leid Karolina ale padło na mnie, że to ja muszę pedałować. Są też autobusy, ale hmm nie kursują zbyt często. W tym momencie cieszę się, że mieszkamy w małym miasteczku. Cieszę się też, że po drugiej stronie ulicy mam Lidla, z którego jestem w stanie przynieść, przyciągnąć ? najcięższe zakupy. Cieszę się, że nie muszę wstawać skoro świt, że wylali mnie z pracy, w której traktowali pracowników jak roboty i na koniec cieszę się, kiedy mój mąż wraca po pracy do domu i smakuje mu obiad, który dla niego zrobiłam. Po obiedzie czasami jest też deser, wczoraj był taki.

19.4.17

Lekka zupa szparagowa

Uwielbiam zupy, kocham wręcz. Często namawiałam męża na taki właśnie obiad. Czasami się zgadzał, czasami nie, bo wiadomo facet to lubi dużo, a najlepiej jeszcze z mięsem (o ile nie jest vege, wtedy lubi tylko dużo). Dlaczego sama nie robiłam zup ? Bo cholera jasna, moje zupy nigdy nie miały smaku! W przepisie podane: szczypta soli, jak szczypta soli może nadać smak litrowej zupie ? co innego kostki rosołowe, te to mają w sobie magiczną moc. Głębia smaku w małej kosteczce i wszystko jest pyszne. Tyle, że ja nie chcę używać kostki rosołowej. Podpatrywałam więc jak mój cudowny mąż robi zupy. Muszę przyznać, że jego pomidorowa wygrywa nawet z pomidorową mojej mamy, a gdybyście widziały wykonanie: trochę tego, trochę tego, wlejemy to, dodamy tamto i już! a ja później robię 3 dokładki, bo taki to wspaniały smak. 
Podstawą każdej zupy mojego męża jest podsmażenie cebuli na maśle, a później to już leci. W tamtym tygodniu zrobiłam pieczarkową, którą pochwalił, wczoraj zrobiłam szparagową, której zjadł całą miseczkę i też chwalił. Chwała niebiosom! umiem robić conajmniej dwie zupy! 

WSKAZÓWKI: 
  • Zupę można ugotować bez mięsa, a nawet bez wcześniej przygotowanego bulionu. 
  • Nie wierzcie, że szczypta soli nada zupie smaku. Trzeba dodawać soli po trosze i próbować czy smak jest już wyraźny. Tylko nie przesadźcie w drugą stronę, lepiej zupę dosolić na talerzu niż ratować cały gar przesolonej :)
  • Żadnych kostek rosołowych i innych ulepszaczy
  • Dla podkręcenia smaku warto dodać do zupy troszkę słodkiej, tłustej śmietanki lub mleka

Lekka zupa szparagowa

Składniki (2 porcje):
  • 1 cebula
  • 3-4 średniej wielkości ziemniaki
  • 3/4 pęczka zielonych szparagów
  • 1 pełna łyżka masła
  • sól, pieprz
Przygotowanie:
  1. Ziemniaki obrać i pokroić w kostkę
  2. Cebulę pokroić w drobną kosteczkę. Podsmażać na maśle, oprószyć solą. Dodać ziemniaki i znów lekko posolić. Chwilę podsmażać, od czasu do czasu zamieszać, żeby cebula nie zaczęła przywierać do dna garnka. 
  3. Całość zalać 1l zimnej wody. Dodać sól i pieprz i sprawdzać smak, aż zupa będzie odpowiednio słona. Gotować do miękkości ziemniaków.
  4. Ze szparagów odciąć końcówki. Łodygi pokroić w mniejsze części, główki zostawić całe i wrzucić do gotującej się zupy. Trzymać na ogniu jeszcze około 5 minut, aż szparagi będą miękkie. 
  5. Opcjonalnie dodać trochę śmietanki lub mleka. 

18.4.17

Klasyczna mięciutka babka cytrynowa

Dogorywając po świętach karmię się resztkami babki cytrynowej. Ciast w święta miało być więcej, ale nie wyszły i nie miałam już czasu ich powtarzać. Sernik, ktory nie wyszedł był mojego autorstwa, ale jak się później okazało, po prostu zrujnowała go moja ciekawość - za szybko go przekroiłam. Drugie to ciasto cytrynowe z poczytnego myślę bloga kulinarnego - siadło i powstał istny zakalec, którego nawet ja nie byłam w stanie zjeść, a jestem fanką zakalców. Już rozumiecie jak to jest z pieczeniem ? czasami powodzenie lub nie zależy od błachostki. To, że ciasto nie wyszło nie znaczy, że przepis jest zły, po prostu coś poszło nie tak i nie zawsze wiadomo co to było.
Babkę piękłam tak naprawdę w niedzielny poranek, więc na stole była istną świeżynką, a że nie mieliśmy standardowych świąt to była można powiedzieć jedną z nielicznych atrybutów świąt Wielkanocnych. 

13.4.17

Fit pralinki

Pmiętam, że gdzieś wspominałam, najpewniej na blogu, że zabrałam się za zrobienie domowych pralinek, ale dałam za mało czekolady i te małe cholery nie chciały wyjść z silikonowej foremki. Obiecałam, że przepis powtórzę, bo pralinki są naprawdę godne uwagi i końcu nie rzuciłam słów na wiatr bo oto są! 
Słuszna warstwa czekolady na dnie foremek sprawiła, że wszystko super zastygło. No dobra zdarzyło się kilka potknięć, albo po prostu czekolada z brzegów troszkę spłynęła i zrobił się lekki prześwit, ale prócz tego rewelacja! W środku jest najprostsze a przy tym zdrowe i fit nadzienie bananowo-orzechowe! Zróbcie w domu, polecam!

12.4.17

Lekki sernik czekoladowy

Moje życie w ostatnim czasie przypominało film z jakimś dziwnym scenariuszem. Szybka akcja, aktorzy zmuszeni do odgrywania bardzo różnych i rozbieżnych emocjonalnie scen. Film nie miał szczęśliwego zakończenia, ale w przygotowaniu jest kolejna część i mam nadzieję, że teraz życie będzie dla mnie łaskawsze i doczekam happy endu.
Żyjąc w tej swojej bańce, nieustannie o coś walcząc ledwo zatrzymałam się przed świętami. Przecież nadchodzący weekend to ten świąteczny, a ja zupełnie nic jeszcze nie zaplanowałam. Nie wiem co będzie u nas na stole, nie mam też żadnych świątecznych dekoracji w domu. Jedna wielka niewiadoma. Najważniejsze jest jednak to, że przez cztery świąteczne dni (w Niemczech piątek też jest dniem wolnym od pracy) będę miała męża tylko dla siebie! Mamy do nadrobienia bardzo dużo przytulania!

6.4.17

Egzotyczny koktajl z mleczkiem kokosowym

Od minionego weekendu czyli już w zasadzie 4 a może i 5  dni temu miałam ambitny, wspaniały plan zrobić kilka przepisów świątecznych. Nawet zaczęłam ten plan realizować. Zrobłam domowe pralinki, w smaku super, naprawdę, ale dałam za mało czekolady na spód i nie da się moich czekoladek wyjąć w całości z foremek. Mimo, że foremki są silikonowe. Pewnie to powtórzę, bo przepis jest prosty a przy tym fit, tyle, że nie wiem czy przed świętami się wyrobię. Drugą moją świąteczną propozycją miał być sernik. W poprzednim roku był sernik kawowy, w tym chciałam zrobić czekoladowy. Oczywiście wszystkie składniki do niego mam, ale jakoś nie mogę się zebrać. Winą za taki stan rzeczy obarczam trochę fakt, że mój mąż pracuję ostatnio w nocy. Przychodzi do domu nad ranem, więc śpi do 12-13, a ja mimo, że przespałam całą noc w przeciwieństwie do niego też wstaję grubo po 11, albo i przed 12 no bo co tu robić. Miksera nie włączę, blendera nie włącze, muzyki sobie głośniej nie puszczę. Więc przesypiamy w trójkę, razem z psem pół dnia. Na końcu się okazuje, że właśnie przeżyłam najbardziej bezproduktywny tydzień. 
Na szczęście koktajle robi się szybko! przepis na nie też robi się szybko a w zasadzie się go nie robi tylko podaje składniki. I jest super przekąska. Pewnie nie użyłabym mleczka kokosowego do koktajlu, ale pewnego razu chciałam sobie koktajl zrobić do pracy, na drugie śniadanie a skończyło nam się mleko. Jedyne co można by za mleko uznać to była właśnie otwarta w lodówce puszka mleczka. Szczerze powiem - najpyszniejszy, lekko egzotyczny koktajl. Najpyszniejszy jest dlatego, że tłuszcz z mleczka kokosowego robi robotę. Wszystko co tłuste jest pyszne. Jak do zupy się doda trochę śmietanki też jest pyszniejsza, sosy na śmietanie też o wiele lepiej smakują. Tłuszcze nie takie straszne, a przy tym naprawdę podbijają smak potraw. Spróbujcie koktajlu, zmrożony, w letnie upały będzie idealny!

Top Blogi
TOP