Najnowsze wpisy

26.5.17

Bulgur na słodko

Chciałam napisać, że to idealne śniadanie na weekend. Bo w weekend jest zawsze bardziej kolorowo, zdrowo i powoli. Ale ta propozycja jest tak szybka, że idealna również na inne dni tygodnia. Tak jak owsianka. Wystarczy wstać dosłownie kwadrans wcześniej, wstawić kaszę do gotowania, w tym czasie nastawić kawę, zrobić make-up a może i uda się podjąć decyzję co do stroju. Ugotowaną kaszę przełożyć do miseczki, dodać owoce czy inne, ukochane dodatki i już. Bez większej sztuki, bez pilnowania, mieszania czy studzenia. 

24.5.17

Lemoniada rabarbarowa

Mogę się zabawić we wróżkę i przewidzieć, że dziś w Polsce jest piękna, słoneczna pogoda. Przynajmniej w okolicach Katowic czy Krakowa. Jeżeli u mnie, na północy Niemiec jest słonecznie, to taka sama pogoda jest dwa dni później właśnie w tych rejonach. Sprawdzone wielokrotnie, skuteczność 90%. Jeżeli faktycznie jest pięknie i słonecznie od rana to zróbcie sobie lemoniadę. Najlepiej rabarbarową, bo idealnie gasi pragnienie. Z nutą wanilii, lekko cierpka, nie za słodka i o takim pięknym, intensywnym kolorze. 

22.5.17

Sorbet bananowo-borówkowy

Wiosna 2017 poddała się totalnie. Przytłoczyła ją zima, a póżniej lato. I tylko nazywamy ten maj wiosną, ale przybrał on letnie szaty. Temperatury +20, bezchmurne niebo. O jak cudownie jest jeździć rowerem kiedy słońce otula twarz, a włosy rozwiewa lekki wiatr. I nawet podoba mi się ten upał panujący w mieszkaniu na poddaszu. Później będę go przeklinać, ale teraz jeszcze nie, teraz na to za wcześnie. Teraz po powrocie do tego mieszkania szukam sposobu na ochłodzenie, a nic tak nie ochładza jak lody. Najlepsze zaś są te domowe, ale domowe bez śmietanki to takie sobie, a bez maszyny do lodów to pełne kryształków. Więc jak nie lody to sorbety. Sto procent owoców, sto procent smaku i zero dodatku cukru. A na cukier muszę teraz uważać jeżeli chcę w te wakacje ubrać chociaż raz szorty. Póki co wygrywa cellulit, ale jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa...

21.5.17

Fit ciasto kokosowe

W niedzielę, chwilę po 5 słońce próbowało zbudzić mnie ze snu rzucając swoje promienie prosto w moją twarz. I chociaż to takie piękne być zbudzonym przez słońce, to w niedzielę o 5 piękność tej chwili pryska. Budzę się 2,5 godziny później kiedy nie mogę się swobodnie wyprostować, bo coś leży w nogach łóżka. Podnoszę tylko głowę a to COŚ zaczyna merdać ogonkiem i przeciskać się obok mnie, żeby się poprzytulać i przypomnieć, że pora wyjść na spacer. Leżymy tak chwilkę, on ściśnięty jak sardynka, ja z jego głową na piersi. Koniec amorów i koniec snu, pora na spacer. 
Poranny spacer traktuję jak przerwę w śnie, pozwalam nieco schłodzić się ciału, odpocząć pościeli, żeby po powrocie móc się szczelnie opatulić kołdrą i ponownie zasnąć. Dzisiaj jednak było inaczej. Wróciłam z psem,, mąż nadal śpi, co jest do niego bardzo niepodobne. Z reguły wita mnie z kubkiem kawy w ręce, albo z padem od playstation. Idealnie się więc składa, bo mam czas, żeby w ciszy najpierw pomyśleć, a póżniej napisać. Mam dla Was przepis, który nie może czekać do jutra, ani nawet do popołudnia. Bo w niedzielę rano zdążycie jeszcze upiec to ciasto do kawy. 

19.5.17

Fit deser kokosowo-borówkowy

Z wiekiem nie tylko zmienia się charakter człowieka, ale i jego kubki smakowe. Mam z dzieciństwa i okresu szkolno-licealnego wspomnienia całej, długiej listy tego, czego nie jadłam. Niektóre mi nie smakowały, a inne były w odstawce "bo tak". 

Na pierwszym miejscu oczywiście wątróbka. Nie dość, że jej smak był okropny, to jeszcze sos, który zalewał ziemniaki psuł również ich smak. Jak byłam bardzo głodna, brałam kęs do buzi, popijałam dużą ilością wody i jakoś przechodziło. Jak byłam mniej głodna, to wyjadałam suche ziemniaki, których nie dosięgł sos, bo oczywiście nie tknąć obiadu ani trochę nie można było. W sumie po latach to rozumiem, bo to nawet nie chodzi o marnowanie jedzenia, ale o zwykłą przykrość. Poświęcony czas i radość z jaką się gotowało nagle pryska i każdy ma jakieś "ale". I właśnie tego "ale" boję się najbardziej dlatego u nas gotuje mąż. Przepraszam, gotował mąż, bo obecnie jako kura domowa nie mam się jak z tego zajęcia wymigać. Na szczęście mu smakuje, a jak jemu smakuje to mnie się nawet to gotowanie obiadków zaczyna podobać. 

Zaraz po wątróbce była feta, a fetę jednak często dodaje się do sałatek, tak więc nie lubiłam sałatek w ogóle. Nie lubiłam też groszku, ale w tym wypadku miłość do jarzynowej (sałatki) była silniejsza. Groszek zawsze można było oddzielić i zostawić ładnie z boku talerzyka i tak też robiłam. Należałoby też wspomnieć niemal o większości warzyw, rodzynkach (do nich to się chyba już nigdy nie przekonam), bezach, tortach, zupach krem czy kokosie. 

I właśnie o tym kokosie dzisiaj chciałam. Bo teraz jestem w nim zakochana! a kokosowe kremy i desery mogłabym zjadać codziennie. Pytanie tylko czy tak nagle zaczął mi smakować kokos, czy to presja tłumu. Zadziałała podświadomość i jak wszyscy kokos to ja też będę kokos uwielbiała. Pierwszy raz krem kokosowy zrobiłam do ciasta przepis i już wtedy zapowiedziałam, że wykorzystam go nie raz, bo jest obłędnie pyszny i delikatny jak chmurka. Później był krem kokosowy w wersji bardziej klasycznej, z dodatkiem pokruszonego, czekoladowego ciasteczka i musu truskawkowego przepis a teraz jest kolejna, borówkowa wersja. I to z pewnością nie jest ostatnie wcielenie tego kremu. Czy już mówiłam, że oszalałam na jego punkcie ?

17.5.17

Pesto z natki marchewki

Kiedy marchewka z natką jest droższa od tej zwykłej, pakowanej o 20 centów, to lepiej wydać kilka groszy więcej, zwłaszcza, że te liście wcale nie muszą iść na stracenie. Nie jestem dobra w wykorzystywaniu resztek, ale ten trend mi się podoba. A nawet nie tylko podoba, ale też smakuje. Domowe pesto jest cudowne, nawet jeżeli nie jest idealnie gładkie, a moje nigdy nie jest. Próbowałam kiedyś sklepowego. Nie dość, że to koszmarnie drogie to smak taki se W domowej wersji sama sobie dozuję ilość czosnku i daję go tyle, żeby wyróżniał się smakiem i aromatem. Przede wszystkim aromatem. Dozuję olej, tak żeby było tłusto, ale nie nazbyt no i sól. Według mnie smak pesto zawdzięcza właśnie czosnkowi i soli, a reszta to kwestia wyboru, albo tego co mamy w lodówce. 

Robiłam też pesto z liści rzodkiewki - przepis, które również polecam. Swoją drogą właśnie przeczytałam, że cztery lata temu (!!), bo właśnie wtedy robiłam rzodkiewkowe pesto mój mąż gardził makaronem na obiad. Wydaje mi się, że to brednie, ale nie umiem tego zweryfikować, moja pamięć tam nie sięga. Gdyby się tak zastanowić to ten blog skrywa nie jedną tajemnicę, nie jedną zdezaktualizowaną informację i dziesiątki zwrotów akcji naszej diety. Dobry pomysł na urodzinowy wpis, do przemyślenia przy makaronie z pesto.

15.5.17

Pieczona rzodkiewka

W połowie miesiąca maj w końcu zrozumiał, że nie jest częścią zimy, tylko zapowiedzią lata i zaczął się zachowywać jak należy. Piękne, ciepłe słońce w końcu otula moje zziębłe, wybladłe ciało. W sobotę nawet maj dał lekki popis burzowy i pierwszy, ciepły deszcz. Wybaczam mu oczywiście jego niezdecydowanie, w wyniku którego kupiłam sobie landrynkowo różową kurtkę, która do jesieni będzie widziała tylko drzwi szafy. I dziękuję mu, że w końcu zrozumiał swoją rolę bo kto tak zmotywuje jak nie on i jego pierwsze promienie słońca. 
W wyniku euforii, tym razem już ostatecznie (ile razy w swoim życiu już tak mówiłam) postanowiłam odtłuścić swoje ciało. Wiedziałam, że nie jest najlepiej, ale kiedy zrobiłam sobie kontrolne zdjęcia...szok, szok, szok co ta zima ze mną zrobiła (no dobra...co ja w tą zimę ze sobą zrobiłam). Definitywny koniec żelek, ciasteczek i chipsów. Totalny odwyk bo się kurczę do lata nie wyrobię. A po co mi tatuaż na bułeczkowatych plecach. U każdego tłuszczyk ma inne ulubione miejsce, mój zdecydowanie przypodobał sobie plecy, brzuch oczywiście też i cycki - wbrew pozorom z tych cycków również nie jestem zadowolona, bo to tylko problem ze stanikami jest. 
Więc zwalczam problemy wypływającego ze stanika biustu, wrzynającego się zapięcia i dwóch plecowych bułeczek! Do boju dziewczyno! Uczcijmy tą "męską" decyzję podwójnie czekoladowym ciasteczkiem...żartowałam. Uczcijmy ją pieczoną rzodkiewką!

13.5.17

Fit babeczki kokosowe bez pieczenia

Standardowo już powrót z urlopu w Polsce niesie za sobą początki depresji. Nie ważne jak krótki czy długi pobyt mam za sobą. Nagle przestają podobać mi się te całe Niemcy, jeszcze bardziej denerwuje mnie dzieląca nas bariera językowa i równocześnie nie mam chęci na naukę. W emigracji najgorsze jest to, że 1000 km stąd zostało moje życie, rodzina, przyjaciele, znajomi. A najbardziej za nimi tęsknię wtedy kiedy się z nimi realnie spotkam. I może te spotkania i ten czas, który spędzam wtedy w Polsce jest wyidealizowany, ale nikt nie zabroni mi tych tęsknot. Tak jak nikt nie zabroni mi ich osładzania, zwłaszcza, że babeczki są bardzo legalne. Ubogie w składniki ale pyszne, a dla wielbicieli kokosa są idealne. Poza tym to babeczki, do których niepotrzebny jest piekarnik.

11.5.17

Jak rozhulać motywację

Jak się odpowiednio to jest skutecznie zmotywować do ćwiczeń  i diety? Metod tyle co autorów i autorów tylu co metod tzn każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Ja nie umiem motywować nawet siebie a mój mąż mówi, że odkąd zaczęłam z nim biegać motywuję go jedynie do tego, żeby nie iść biegać. Bo zamiast mówić „kochanie, ubieraj się, idziemy pobiegać” mówię: „kotuś, jestem taka zmęczona, ja muszę zrobić małą drzemkę”… a po drzemce wstaję taka zła i jeszcze bardziej zmęczona, że w zasadzie na dziś pobiegane. Wracając jednak do tej właściwej motywacji – żadne zdania, że robię to dla siebie do mnie nie przemawiają, dopóki dopisuje mi też zdrowie nie pomaga mi informacja, że robię to dla zdrowia właśnie, a tym bardziej dla ducha. Moja motywacja jest jak amplituda i dokładnie tak skacze. Góra, dół, góra, dół, przy czym zdecydowanie woli utrzymywać się w rejonach dołu. Później długo, bardzo długo dojrzewa, żeby na kilka dni wystrzelić na samą górę wykresu. Ostatnio jednak zaskakująco długo trzyma się góry, z czego jestem cholernie szczęśliwa i dumna. Moje podniesione pośladki również zdają się być szczęśliwe a nie wylewający się brzuch ze spodni osiągnął apogeum w swym zadowoleniu. Nigdy nie byłam, nie jestem i raczej nie będę specjalistą od ćwiczeń, psychologii sportu czy psychologii w ogóle, ale przedstawiam (z większym lub mniejszym przymrużeniem oka) działające na mnie motywacje.





ZNAJDŹ SOBIE KOGOŚ Z KIM MOŻESZ RYWALIZOWAĆ
Podpatrzyłam na facebooku, że moja znajoma (zauważcie znajoma – nie przyjaciółka i nie bliska koleżanka) ćwiczy z Chodakowską. No aż się we mnie zagotowało! To jak, teraz ona będzie chuda  i będzie mi tu swoim zgrabnym tyłkiem kręciła przed nosem ? a w życiu! Wyzwałam ją na pojedynek (oczywiście bez jej wiedzy). Teraz kiedy mam ochotę uciąć sobie po pracy drzemkę myślę o tym, że ona pewnie zrezygnowała z drzemki na rzecz Chodakowskiej a ja nie mogę być w tyle, nie mogę być gorsza! Ja jestem Lwem (zodiakalnym) ja muszę walczyć! A jako lwica (zodiakalna) muszę się podobać, muszę zabiegać o zainteresowanie i podziw. Dużo podziwu – męskiego rzecz jasna!

ZRÓB TO DLA NIEGO!
Opowiem Wam smutną historię z początku naszej znajomości z mym obecnie już mężem. Siedzimy sobie w KFC (sic!) i ja go pytam z uśmiechem na ustach co by we mnie zmienił – wiecie, takie głupie pytanie, na które wydaje Ci się, że znasz odpowiedź. Z każdym jego zdaniem mojego uśmiechu było coraz mniej, żeby na końcu całkiem przerodzić się w prawdziwy wkurw z pytaniem – „to po co Ty ze mną jesteś ?!”  później mnie jakoś udobruchał i temat przepadł, a ja mniej lub bardziej podświadomie zaczęłam się zmieniać . Chciał blondynki z krótkimi włosami – ścięłam więc i przefarbowałam swoje długie, ciemne włosy. Chciał, żebym nie ubierała się tylko na czarno, granatowo, bordowo, fioletowo, po babcinemu – zainwestowałam w bardziej kolorową garderobę. Nie powiedział wtedy, żebym schudła – to był MÓJ krok metamorfozy, żeby jeszcze bardziej mu się podobać. Czy Wy nie chcecie podobać się swoim mężczyznom ? mój chodzi teraz dumny i opowiada, że trafił mu się brylant, który tylko troszkę oszlifował – a niech ma chłop trochę satysfakcji!

NIE RÓB TEGO DLA SIEBIE
Ile razy czytałyście wywiad z jakąś puszystą gwiazdą, która mówi, że dobrze się czuje ze sobą, że kocha swoje ciało ? Ja wiele razy i za każdym razem mówiłam do niej „ale kłamiesz”. Ale jak się dłużej nad tym zastanowić to ja też czuję się dobrze w swoim ciele, czuję się świetnie kiedy jem ciasteczka, czy oblizuję się z tłustego sosu, który wyciekł z kebaba. Nie ważne ile ważę, jakie mam wymiary czuję się dobrze sama ze sobą. No właśnie SAMA ZE SOBĄ. Czuję się dobrze kiedy jestem w domu, chodzę w rozciągniętym dresie, ale nie czuje się dobrze kiedy jako pączek w maśle muszę wystąpić publicznie. Kiedy na imprezie siedzę z założonymi rękoma na brzuchu bo wydaje mi się, że tak ukryję dodatkowe kilogramy, kiedy muszę ciągle poprawiać spódnicę, bo dupa mi przytyła i się ta cholerna spódnica opina albo podnosi. Gdybyś chciała ćwiczyć dla siebie to nie musiałabyś tego robić, bo przecież kochasz siebie, nie ważne w jakim rozmiarze. Ale nie lubisz być najbrzydsza, najgrubsza, nie lubisz porównań. Zrób to więc dla tłumu, zrób na nich wrażenie, spraw, żebyś była gwiazdą wieczor(ów)u!

USTAL KONKRETNY TERMIN
Tylko nie jakaś tam pierwsza lepsza data z kalendarza. To musi być jakieś ważne wydarzenie. Dla przyszłej panny młodej to dzień jej ślubu – chociaż myślałam, że to podziała na mnie trochę bardziej. Ostatecznie uznałam chyba, że tak dobrze wyglądam w swojej sukni ślubnej, że nie muszę specjalnie się do niej odchudzać. Nie miałam gorsetu, plecy zasłaniała koronka, no jedynie ramiona mogłyby być szczuplejsze ale praca nad rękoma jest taka trudna!  (…) to może być wyjazd na wakacje, spotkanie z dawno nie widzianą rodziną czy przyjaciółmi. A najlepiej gdyby jeszcze to spotkanie było zaplanowane na basenie i oczywiście strój kąpielowy obowiązkowy!!

PODZIWIAJ SZCZUPŁE DZIEWCZYNY!
Chociaż to może być złudne! Kiedy ja się napatrzyłam na nie wszystkie ubzdurało mi się w głowie, że też tak wyglądam #śmiechnasali Później sobie pomyślałam, że mogę ubierać się tak samo jak one (wiecie kuse topy, falbaniaste bluzki odsłaniające ramiona, obcisłe jeansy) i lustro – na szczęście już lustro przymierzalni – bardzo drastycznie sprowadzało mnie na ziemię. Załóżmy jednak, że Wasza wyobraźnia nie płata Wam takich figli. Poprawnie jest mówić, że nie porównujemy się z nikim, nie interesuje nas zdanie innych na nasz temat, bla, bla, bla... większość z nas się porównuje z kimkolwiek, pod różnym względem, każda chce wypaść jak najlepiej, tak jak jej ideał, który wisi wydrukowany na lodówce. Nie ważne, że możesz tak nigdy nie wyglądać – bo Twoje biodra od zawsze są szersze, a przecież ich nie spiłujesz, bo masz 3 rozmiary mniejszy biust i zero kasy na operację jego powiększania, no i jesteś całe 20 cm niższa. Gonienie za ideałami, jak bardzo byłoby krytykowane zawsze przyniesie nam coś dobrego. Choćby tyci, tyci.


Jest tylko jedna, bardzo ważna rzecz – nie można się w tym wszystkim zatracić, trzeba znać swój umiar, oceniać szanse realnie, nie realizować celów za wszelką cenę i po trupach. W efekcie to Ty masz być najbardziej zadowolona z tego co osiągnęłaś, wtedy cała te reszta, o której piszę to tylko mało istotny dodatek. 

29.4.17

Placuszki migdałowe

Na dobry początek weekendu dobrze jest zjeść pyszne śniadanie, Ale na początek tak długiego weekendu to śniadanie musi być też bardzo pożywne i te placki mieszczą się w obu tych kategoriach. Ilekroć mam ochotę na śniadanie właśnie w takiej formie wydaje mi się, że wykorzystałam już wiele możliwych kombinacji. Ale wtedy otwieram archiwum swojego bloga i przeglądam te przepisy i zdjęcia zastanawiając się co można pozmieniać, żeby znów powstało coś nowego. Inspiracją dla tych placków były te tutaj ze słonecznikiem bo kiedy natknę się na to zdjęcie przypominam sobie, że one były nie dość, że pyszne to jeszcze zupełnie banalne. Więc zapraszam na ich nową odsłonę!

Top Blogi
TOP