Najnowsze wpisy

23.6.19

Bezglutenowe muffinki z rabarbarem

Wróciłam do biegania. Wystarczyły 2 tygodnie przerwy żeby organizm odzwyczaił się od aktywności i jedyne na co mi pozwolił to 3,5 km. Chociaż tak po prawdzie to już wcześniej miałam ochotę zrezygnować. Bieganie to ciągła walka ze sobą, po pierwsze zdecydować się wyjść z domu; czasami to trwa u mnie całą dobę i ciągle wynajduję pretekst, żeby nie iść, a czasami jest tak, że przebieram się w sportowy strój i wychodzę. A jak już wyjdę to walczę żeby nie przebiec mniej niż zaplanowałam - i tutaj zbawienną rolę odgrywa muzyka (bez niej nie przebiegłabym chyba 100m), a jak nie muzyka to analizowanie swojego życia, rozwiązywanie problemów i wewnętrzne dialogi (to drugie jest nawet lepsze niż muzyka, bardziej pochłania myśli i meta zdaje się nadejść niespodziewanie szybko). W takim razie dlaczego biegam skoro nie do końca to czuję?  Bo bieganie ma strasznie dużo plusów, a trzy z nich do mnie szczególnie przemawiają. Numer jeden to pogromca cellulitu, dwa -  przedłuża życie i co najważniejsze spala dużo kalorii, dzięki czemu można więcej zjeść. Dla takiego miłośnika jedzenia jak ja to dobry układ, a poza tym kto powiedział, że istnieje miłość tylko od pierwszego wejrzenia ? nadal może nadejść dzień, w którym pokocham albo chociaż mocno polubię ten sport. Sam fakt, że wróciłam do niego po takiej przerwie o czymś znaczy 🙂


22.6.19

Chłodnik ogórkowy

Pisałam, że na urlopie witam męża ciepłym obiadem, otóż raz przywitałam go obiadem na zimno - ogórkowym chłodnikiem. Uważam, że chłodnik to jedyna słuszna zupa w lato, chociaż uwielbiam wszystkie inne i gdyby ktoś mi ugotował to oczywiście bym zjadła, ale samej nie chciałoby mi się stać przy palnikach i dodatkowo dogrzewać tego już i tak nagrzanego mieszkania na poddaszu. Są jeszcze co najmniej dwa plusy chłodników, mianowicie ich przygotowanie zajmuje dosłownie 5 minut a kalorii mają tyle co kot napłakał (dlatego po obiedzie można się uraczyć dobrym deserem). To co, po miseczce ?

21.6.19

Zapiekana kasza jaglana z czereśniami

Tyle mamy teraz możliwości, żeby przygotowywać zdrowe desery. Tyle zamienników cukru, zdrowsze mąki. Łatwo i szybko możemy pogłębiać swoją wiedzę w tym zakresie, a i tak stojąc w sklepie przed półką z batonikami przegrywamy. Dlaczego tak jest ? czyżby miłość do cukru nigdy nie przemijała, to takie silne uczucie, którego nie da się odrzucić, mimo, że przez większość czasu staramy się udawać, że go nie ma ? Cukrze, syropie fruktozowy i oleju palmowy co w Was jest, że stojąc przed Wami miękną nam kolana?! A może to kwestia czasu ? Niby nurt slow life jest taki fajny, ale mam wrażenie, że mogą sobie na niego pozwolić tylko nieliczne grupy społeczne. Pieczenie własnego chleba, uprawianie ogródka, plewienie grządek, codziennie obiad a co drugi dzień z deserem. Hmm widzicie, żeby matka z dwójką albo trójką małych dzieci to ogarniała ? a po godzinach jeszcze znalazła czas na pranie, sprzątanie i co najważniejsze chwilę dla siebie ? Łatwiej iść do sklepu, kupić batonik czy czekoladę i deser zapewniony, a co najważniejsze szybko i wszystkim będzie smakował. Ja nie krytykuję - sama tak robię, mimo, że nie mam dzieci. Mi samej uginają się kolana przed tymi czekoladkami i batonikami i ni cholery nie umiem znaleźć przyczyny. I przecież często piekę i smakuje a i tak drożdżówka z lukrem w supermarkecie mnie woła, krzyczy do mnie. Żeby jej dziś nie słyszeć zrobiłam ultra zdrowy deser jaglany. Początki z tą jaglaną byly trudne, bo wszędzie piszą, ze wystarczy przepłukać wodą, żeby pozbyć się goryczy, a dopiero odkąd zaczęłam przelewać ją wrzątkiem to przestałam czuć tą okropną gorycz. I teraz ją uwielbiam, gotuję ją zawsze w wodzie z mlekiem, lekko dosładzam i najważniejsze dodaję trochę masła - pachnie obłędnie i smakuje zdecydowanie lepiej.  Dzisiaj łączę ją z czereśniami.


20.6.19

Sałatka z halloumi, szparagami i truskawkami

Jak to mówią wysoko postawieni influenserzy - TOTALNIE odnajduję się w roli kobiety nie pracującej. Wysypiam się znakomicie, jestem na bieżąco zarówno z domowym rozgardiaszem jak i wirtualnymi ploteczkami, męża wracającego z pracy witam obiadem na stole a mój blog codziennie ma nowy wpis. Zyskuje też pies, że w te upały nie musi siedzieć sam w domu, tylko może schłodzić się przy wiatraku a wody pić do woli bo wyjdziemy na spacer kiedy tylko będzie chciał. Niestety ta idealna dla wszystkich domowników sytuacja ma się ku końcowi, bo zostały mi ostatnie dni urlopu. I to co teraz robię mogę nazwać urlopem i odpoczynkiem, czyli od 1,5 roku to mój pierwszy raz. Gdybym nie tęskniła za Polską i nie miała kogo tam odwiedzać robiłabym sobie takie urlopy częściej, bo to jest odpoczynek - żadnych terminów, biegania, jeżdżenia, załatwiania. I można do południa w piżamie i można iść na zakupy ale przymusu nie ma i można zjadać ciepły obiad i próbować nowych smaków. A i człowiek z dala od pracy, od tego skupiska ploteczek i koperkowych afer jakiś spokojniejszy i radośniejszy i taki bardziej swój.

19.6.19

Lemoniada pomarańczowa

Napomknęlam wczoraj, że mam ogromny problem z nawadnianiem organizmu. Generalnie ja nie czuję pragnienia, muszę się naprawdę mocno zmęczyć, żeby zachciało mi się pić. Kawę piję dla smaku, uwielbiam go, herbatę piję kiedy chcę się rozgrzać. W lecie jeszcze nie zdarzyło mi się napić gorącej herbaty, chyba, że byłam chora. Bywają takie okresy, że w ciągu całego dnia wypiję 2 kawy i na tym koniec. Ja wiem, ze sama wbijam sobie gwóźdź do własnej trumny, że to jest jeden z winowajców nie opuszczającego mnie cellulitu i pewnie też powód ostatnio puchnących nóg. Zainstalowałam sobie nawet aplikację, która miała mi przypominać o piciu wody, ale znudziła mi się po kilku tygodniach i znów zapomniałam jakie woda przynosi zbawienne skutki dla organizmu. Zrobiłam sobie dziś lemoniadę i mam nadzieję, że ten pomarańczowy kolor skusi mnie na tyle, że dziś będę nawodniona po sam korek. Czy Wy też macie taki problem z napojami ? 

18.6.19

Domowe lody z 3 składników

Wróciłam z wakacji w Polsce i miałam nadzieję, że w Niemczech zaznam trochę chłodu, cienia czy przyjemnego letniego deszczyku, ale nic takiego nie miało tutaj miejsca (nie licząc ciut chłodniejszej niedzieli, którą i tak niemal całą spędziliśmy w drodze). Szukam więc sposobów na ochłodzenie i to takich, które przy okazji będą mocno fit, bo jak stali czytelnicy doskonale wiedzą co zawsze odbywa się po moich wizytach w Polsce - odchudzanie, redukcja, dieta - jak zwał tak zwał, w każdym razie nie ma zmiłuj. Wakacje się jeszcze tak naprawdę nie zaczęły a ja mam piękną, brązowa opaleniznę i... 10 kg do zrzucenia. Sukcesywnie sama do tego doprowadziłam i teraz sukcesywnie sama to odkręcę. Tylko muszę znaleźć silne, odstraszające radary antysłodyczowe i czipa, który będzie mi wlewał w usta odpowiednią ilość wody - to moje dwie największe zmory utrudniające mi utrzymanie wagi w ryzach. I to przez nie całe moje życie to jedna wielka dieta! 

13.6.19

Pierogi leniwe bezglutenowe

Spędzać teraz urlop w Polsce to jak spędzać go w Chorwacji, Grecji czy innym ekstra ciepłym kraju. Pogoda oszalała i po fali ulew, jakie przeszły przez nasz kraj w maju teraz słońce praży jak szalone. Lepszego terminu na urlop nie mogliśmy wybrać, a z drugiej strony lato w mieście to katorga. Człowiek ucieka przed tym słońcem gdzie się da, robi co może żeby lepiej mu się oddychało, najmniejsze skrawki cienia są licznie oblegane a przy miejskich fontannach gromadzą się dzieci a staruszki chłodzą stopy. Mój pies nie chce wychodzić na spacery, leży tylko na zimnych płytkach, pod drzwiami albo wiatrakiem. I szczerze to chętnie bym do niego dołączyła, ale skończyły się obowiązki, zaczynamy odpoczynek, więc jezioro i tylko jezioro. A obiady tylko lekkie, z minimalnym wkładem własnym i jak najmniej gotowania, leniwe są jak znalazł 🙂

6.6.19

Kotlety brokułowe z kaszą jaglaną 

To, że kotlety wcale nie muszą być z mięsem juz wszyscy wiedzą i takie właśnie lubię najbardziej. Bo niby kotlet, ale nie tak ciężko po nim jak po klasycznym schabowym. Kotleciki z brokuła to zaraz obok cukiniowych jedne z najpopularniejszych, dzisiaj pokaże Wam mój pomysł na nie. A jeśli chcecie spróbować innych bezmięsnych kotletów to polecam szczególnie te: gryczane z pieczarkami i te: kotlety z tofu

2.6.19

Omlet biszkoptowy bez glutenu

Wczorajszy dzień zaczął się całkiem dobrze. Wstałam o 8.30, wyszłam z psem. Wróciłam, przebrałam się w biegowy strój i zrobiłam 4 km, dumna z siebie wróciłam do domu, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie, zrobiłam pranie i względnie ogarnęłam mieszkanie. Pomalowałam usta, przeciągnęłam rzęsy tuszem, wyprasowałam czarną lnianą sukienkę - bo ten len to się mnie niemiłosiernie- i pojechałam na zakupy. A upał był straszny i zmęczył mnie okrutnie tak, że po tych zakupach to już nie miałam ochoty na nic więcej. Ostatkiem sił przebrałam tę mnacą się sz(m)atę, zrobiłam sobie obiad (tylko sobie, bo stary w pracy), który wymagał ode mnie tylko przerobienia cukinii na spaghetti, przekrojenia koktajlowych pomidorków i nałożenia na to wszystko pesto (zrobiłam nawet zdjęcia, bo to domowe pesto, więc pojawi się na blogu) i zastygłam na kanapie. Ale to zastygłam tak, że popoludniową kawę wypiłam dopiero o 18, a babeczki z rabarbarem upiekłam o 21.30. Nie miałam żadnego planu na siebie, tzn plan miałam ale chęci realizacji były na poziomie zero, a nawet niżej. Dlatego dziś zamiast wspomnianych babeczek będzie biszkoptowy omlet. A do omleta będzie kilka wskazówek:
  • do smażenia omleta wybierzcie małe patelnie, moja ma 20 cm, a i tak mogłaby być o 2 cm mniejsza.
  • omlet nie wyjdzie na złej patelni. Próbowałam go robić wielokrotnie na swojej starej patelni, ale ciągle przywierał i miałam problemy z obróceniem. Kupiłam więc nową patelnię i teraz wychodzi idealnie.
  • trzeba wyczuć odpowiedni moment do obrotu na drugą stronę. Jest on wtedy kiedy brzegi omleta są już widocznie ścięte a łopatka łatwo wchodzi pod całego omleta.
  • omleta smażymy pod przykryciem, na nie za dużym ogniu, żebym się nie przypalił. 
To chyba tyle: najważniejsza jest patelnia i moment obrotu. A później to już wszystko kwestia wprawy i trzecich mocy, bo mimo, że robię go zawsze tak samo, raz wyjdzie bardziej a raz mniej pulchny. Taki trochę humorzasty ten omlet, ale naprawdę smakuje jak biszkopt wiec warto. 

30.5.19

Czekoladowa owsianka z ciepłymi wiśniami

Wiem, że maj w Polsce wcale maja nie przypomina. Deszcze zalewają kraj a ludzie popadają przez to w depresję. Zresztą wcale się nie dziwię, zamiast łapać pierwsze promienie słońca na spacery trzeba zabierać parasolkę. Zresztą, jakie spacery, kto w taką pogodę myśli o aktywności, kto cieszy się letnimi owocami i kto robi formę do bikini. W Niemczech na szczęście panuje zupełnie inny klimat. Owszem bywało u nas zimno i pochmurnie, ale nie deszczowo. Zresztą odkąd tutaj mieszkam nie pamiętam żeby padało cały dzień, nie pamiętam ulewy dłuższej niż 15 minut. Tak jak nie zaznałam tutaj prawdziwej zimy i to mi się akurat podoba. Śnieg, później ciapa, odśnieżanie samochodu to nie dla mnie :) Jeśli nadal nie wyszło u Was prawdziwe, wiosenne słońca to mam dla Was pyszne śniadanie, właśnie na takie pochmurne dni - czekoladową owsiankę z ciepłymi wiśniami, a wiśnie jeszcze z tamtego roku wyjęłam z zamrażarki. 
Top Blogi
TOP