Najnowsze wpisy

6.10.19

Jabłka w cieście, bezglutenowe

Jesień, zresztą podobnie jak każda pora roku ma swoje dwa oblicza. Pierwsze to piękne, kolorowe liście szumiące pod stopami, garściami zbierane kasztany, wełniane swetry, eleganckie botki, promienie słońca oświetlajace piegowatą twarz. Grube zakolanówki, światełka i gorąca czekolada spijana z pięknych kubków. Druga strona medalu to szalejące wiatry, nieustający deszcz, wilgoć, śliskie jak cholera te kolorowe liście na chodnikach. Zmrok o dziewiętnastej i popołudnia pod ciepłym kocem. Czy lubię jesień ? Nie i nie przekonuje mnie nawet ta jej romantyczna strona, bo jesień to dla mnie przedsionek do zimy, a zima to już kropka nad "i" kolejnego zatoczonego kręgu. Kolejnego minionego roku, ulecianych na zawsze chwil. Nie lubię uczucia przemijania, zdecydowanie bliżej mi do tego co tu i teraz. A tu i teraz to lato i lato darzę swoją sympatią szczególnie. Czy istnieje jakiś most, który łączy lato z jesienią ? dla mnie tym mostem są jabłka. Zjadane do ogryzka w sierpniowym słońcu i wyjadane łyżeczką ze słoika końcem października. A to ukradkowe wyjadanie przenosi nas w ciepłe dni lata. Obok zapachów to smaki są idealnym nośnikiem wspomnień, swego rodzaju furtką do tego co miłego już przeżyliśmy. 

3.10.19

Placki z figą, bez glutenu i jajek

Ograniczone życie w Internecie jest takie fajne i spokojne. Rozładowany telefon to nie problem, podobnie jak fakt, że nie jestem na bieżąco ze wszystkimi zdjęciami na Insta. Przed snem nie nadrabiam instastories, co miałam w zwyczaju robić, a zamiast tego czytam książki. I tak po prawdzie to kiedy biorę telefon do ręki nie wiem co mogłabym na nim sprawdzać. Z przyzwyczajenia więc przewijam kilka pierwszych zdjęć, oglądam kilka filmików i odkładam go, bo już mnie to nie wciąga. Nie czuję potrzeby być częścią czyjegoś życia, śledzenia go, czy komentowania jego zachowań. Nie lubię osądzania ludzi i jestem ostatnia do wygłaszania swoich opinii w świecie gdzie na prawo i lewo rzuca się epitetami "głupi", "pojebany", "nienormalny" do każdego. Nawet do tego, z którym dwie minuty wcześniej spijało się z dziubków. Mam wrażenie, że otaczający mnie świat jest coraz bardziej sztuczny, napompowany i fałszywie słodki. Nie szukam w nim swojego miejsca, bo nie chcę być współczesnym człowiekiem, jeśli ta współczesność to wylewająca się ze środka frustracja, gniew i silna potrzeba uczestniczenia w nie swoim życiu. 

Współczesna mogę być kulinarnie. Szukać zamienników, poznawać nowe smaki, łączyć i rozdzielać według upodobań. Tak jak w przypadku dzisiejszego śniadania, które jest odpowiedzią na często powtarzające się pytanie "czym mogę zastąpić jajko?". Poniżej, bezglutenowe placki śniadaniowe ze świeżą figą, bez jajka i laktozy, a jeśli chcecie to i bez nabiału bo mleko można użyć roślinne, a jogurt sojowy. Życzę smacznego! 

22.9.19

Placuszki z płatków jaglanych

Brutalnie skończyło się lato. Tak brutalnie, że nie dało mi szansy na założenie wszystkich nowych letnich ubrań. A jesień, która nadeszła nie daje szans na noszenie jesiennych swetrów i sukienek, tylko bluzy. Te czarne i najgrubsze z kapturem na głowie, albo nawet z kurtką w duecie. Jeszcze nie tak dawno spałam niemal nago ciesząc się z każdego, chociaż lekkiego powieu wiatru, który dawał ukojenie w te upalne noce. Teraz wieczorami przebieram się w długą piżamę i robię to tak szybko, że nie ma nawet mowy o żadnym balsamie. Byle jak najszybciej było ciepło. Dwadzieścia stopni w sierpniu to nie to samo co szesnaście czy osiemnaście końcem września. Na domiar złego tegoroczną jesień witamy z bolącymi gardłami i zasmarkani. Mój organizm jeszcze walczy, organizm mojego męża już się poddał i leczymy go, mam nadzieję skutecznymi, domowymi sposobami (ciepłe mleko z czosnkiem, miodem i masłem to pozycja obowiązkowa przed snem). Dzisiaj będę musiała stanowczo pożegać moją ukochaną porę roku i wymienić garderobę w szafie. Ale dla Was mam jeszcze zdjęcia śniadania z okresu pełni lata. Jaglane, chrupiące placuszki, które jadłam z borówkami i słodkimi czereśniami. Tylko trzy składniki i super śniadanie gotowe.

UWAGA: proponuję dodać do ciasta trochę sody oczyszczonej, co bardziej spulchni placuszki.

27.8.19

Jaglane knedle ze śliwkami

Kobiety to mają ciężkie życie. Co najmniej raz w miesiącu do głosu dochodzi nasze ukryte alter ego. Każe nam się kłócić, pokazywać swoje racje, buntować się. Pokazuje, że to ono panuje nad naszym ciałem kładąc nam kłody pod nogi, przez, które się potykamy, spadamy ze schodów, nie mamy siły i wszystko leci nam z rąk, a do tego jest cały czas głodne. Każe nam jeść bez względu na to, czy czujemy głód czy nie. Każe nam jeść to czego na co dzień unikamy, im słodsze tym lepiej, im bardziej zakazane tym bardziej mu smakuje. Później każe nam patrzeć w swoje lustrzane odbicie i tłucze nam do głowy, że jesteśmy grube i brzydkie, że włosy nie układają się tak jak zawsze, a na czole wyrósł wielki pryszcz. Brzuch wystaje, uda znów są większe a cycki tak bolą, że chciałoby się ich nie mieć. Nie jesteśmy sobą, nasze prawdziwe JA jest stłamszone i nawet nie ma odwagi walczyć. I w końcu nadchodzi TEN wielki dzień- dzień walki, zaciętej i krwawej (dosłownie) a każdy jej cios czujemy w podbrzuszu, każdy wymierzony policzek liczony jest skurczami macicy i tak cały dzień, aż do wieczora, kiedy wymęczone jak koń po westernie oddajemy się w objęcia Morfeusza. A on przytula nas mocno i łagodzi objawy tej trwającej na dole wojenki. Następnego dnia jest już lepiej, a każdy kolejny przynosi ulgę i poprawę. Alter ego się wycofało, ale to nie jego ostatnie słowo, bo już knuje kolejną rewolucję. Ale to teraz nie istotne, ważne że znów jesteśmy sobą. Chociaż na te kilkanaście dni. 

24.8.19

Owsiane placuszki jogurtowe

Za dużo i za często narzekam. Jestem ciągle zmęczona i brakuje mi doby. Chciałabym zrobić tak wiele, a nie robię nic. Jestem w ciągłym biegu i wszędzie się gdzieś śpieszę. Z utęsknieniem czekam na weekend, który mija tak szybko, że nie zdążę się porządnie zregenerować i nacieszyć chwilą spokoju a już wszystko zaczyna się od nowa. Szybkie, zaspane poranki z kawą i możliwie jak najszybszym i najbardziej pożywnym śniadaniem, praca, dom, spacery z psem, obiad na następny dzień i wieczorne dylematy - co zrobić z tą chwilą dla siebie. Poczytać, pouczyć się, pograć czy zainwestować więcej godzin w sen. Schyłek lata w tym roku to zdecydowanie mój najgorszy czas, nawet zima nie działa na mnie tak demotywujaco. Na całe szczęście ten okres narzekań nie zabrał mi przyjemności z weekendowych, słodkich śniadań. Nadal uwielbiam sobotnie poranki, kiedy po przebudzeniu, leżąc jeszcze w chłodnej pościeli zastanawiam się na co mam ochotę. Po czym sennym krokiem idę do kuchni, zaparzam kawę i przygotowuję to co wybrały dla mnie dziś moje kubki smakowe. Przy takim śniadaniu czas zwalnia na chwilę, pozwala się cieszyć każdym kęsem, daje czas na zaplanowanie reszty dnia. To jak filmowe slow moution, gdzie dopiero po ostatnim okruszku wszystko wraca do normalnego tempa. 

20.8.19

Ciasteczka z morelami i białą czekoladą

Jeśli chodzi o żółte owoce lata kiedyś najczęściej jadałam nektarynki. Nie za twarde, nie za miękkie, z gładką skórką i słodkie. Brzoskwinie były u nas w domu zdecydowanie rzadziej, a moreli z czasów dzieciństwa nie pamiętam w ogóle, nie licząc tych suszonych. Teraz wszystko się odwróciło. Lubuję się w morelach i płaskiej odmianie brzoskwiń. Lubię dodawać je do owsianki, ozdabiać omlety i nadziewać naleśniki, ale szczególnie lubię dodawać je do ciasta. Mam wrażenie, że to jest połączenie idealne - ciasto i świeże morele. Dlatego upiekłam te ciasteczka, które swoją konsystencją mocno przypominają ciasto, są mięciutkie i naszpikowane morelami. 

18.8.19

Ciasto bananowe bez dodatku cukru

Jeszcze niedawno myślałam, że w swoim codziennym życiu jestem w stanie wygenerować czas na wszystko. Albo byłam w błędzie, albo z czasem coś się pozmieniało. Teraz muszę wybierać czy ważniejsze dla mnie jest przeczytać książkę czy przygotować nowy przepis, spędzić miły wieczór w ramionach męża czy być aktywnym na socialmediach. Wreszcie obejrzeć serial czy się wyspać. Niby mówią, że najlepszą metodą na wyłuskanie z dnia dodatkowych chwil jest odłożenie telefonu, ale nie uważam, żebym miała z tym problem. Chociaż te nieszczęsne instastories faktycznie potrafią wciągnąć. Tak jak wszelkie youtubowe filmiki. Z piętnastu minut poświęconych na odcinek, robi się godzina bo albo takie to ciekawe, albo z sugerowanych filmów przeskoczyło się głębiej i głębiej i człowiek utknął. Dlatego Youtube staram się włączać tylko na telewizorze żeby posłuchać muzyki w czasie sprzątania czy innych prac domowych. Nie skupiać się na obrazie, który mnie wciągnie tylko na dźwiękach. Gdzie jeszcze szukać dodatkowych, wolnych minut, chyba, że to już przepadło wraz z podjęciem pracy ?
Dlatego nawet kiedy piekę czy przygotowuję obiad do pracy staram się żeby to szło sprawnie. W przypadku posiłku- pokroić i wrzucić wszystko na patelnię, w przypadku ciasta - połączyć składniki i wymieszać. Najfajniejsze przy tym wszystkim jest to, że przecież prostota broni się sama. Tak jak samo broni się to bananowe, kakaowe ciasto bez grama cukru ani nawet żadnej substancji słodzącej. Pieczcie i zachwycajcie się jak dobre może być naturalnie słodzone fit ciasto.

15.8.19

Kotlety z quinoa (komosy ryżowej):

Moim ogromnym sukcesem ostatnich dni jest wyrzucenie z diety słodyczy. W zasadzie moja walka z cukrem trwa już dwa tygodnie i jedynym odstępstwem  od tego postanowienia był sernik na bananowym spodzie, który upiekłam na swoje urodziny. Więcej grzechów nie pamiętam bo i nie ma czego pamiętać. Równocześnie nie było dnia w ciągu tych dwóch tygodni, żebym nie zjadła czegoś słodkiego a moim ulubionym zestawem jest twaróg, skyr, owoce, musli i kilka orzechów pecan. Mogłabym to jeść na okrętkę, na każdy posiłek, siedem dni w tygodniu. Nadal serwuję sobie słodkie śniadania bo takie lubię najbardziej. Co to oznacza - że między rezygnacją ze słodyczy i cukru a rezygnacją ze słodkiego smaku nie można postawić znaku równości. Jest tyle naturalnych zamienników - daktyle, dojrzałe banany, zresztą owoce w ogóle, jest ksylitol, erytrol, a to oznacza, że owszem rezygnuję z cukru, ale nie rezygnuję z ciast i deserów (i kto jest zwycięzcą?) Po skończonym, planowanym miesiącu (jednak bardzo chętnie to przedłużę) wrócę, żeby opisać Wam tę walkę i zdać relację z efektów.  
Jak już się eliminuje z diety największego wroga, to warto też zwrócić uwagę na resztę tego co dostarczamy swojemu organizmowi, więc równocześnie trzymam się jako tako określonej kaloryki, dziennej porcji warzyw, białka czy węgli. Skoro już przy wartościowym jedzeniu jesteśmy to jest odpowiednia pora na zaprezentowanie kotletów, wegetariańskich, z komosy ryżowej z warzywami - i nie trzeba smażyć na ogromnej ilości tłuszczu.

11.8.19

Sernik na bananowym spodzie

W środę miałam urodziny. I to nie w kij dmuchał bo trzydzieste pierwsze. O ile trzydzieste urodziny jeszcze są do zniesienia i fajne bo jeszcze jest się blisko dwudziestu o tyle każde kolejne od tej dwudziestki oddalają coraz bardziej i robi się nieciekawie. Od razu w czwartek, kiedy byłam już pelnoprawną trzydziestojednolatką zaczęło mnie łupać w krzyżu, zaczęły mnie boleć wszystkie kończyny a na koniec poszłam spać wycieńczona o 22. Zważywszy na fakt, że w domu byłam o 20.30 to trochę wcześnie ten sen mnie dopadł. Jedyne co zdążyłam wcześniej zrobić to zjeść, bo czego jak czego ale jedzenia to ja sobie nigdy nie odmawiam. Prysznic zamiast wieczorem, można wziąć rano, ale kolacji na śniadanie przecież nie zjem. No jeżeli tak teraz ma wyglądać moje życie to muszę poważnie zastanowić się nad podjęciem całej gotówki z kont (tak, mam ich kilka - kto biednemu zabroni żyć bogato) i przeprowadzką na jakąś rajską wyspę żebym w pięknych okolicznościach przyrody te bóle krzyża przeżywała. 

2.8.19

Sałatka z bobem i ziemniakami

Sierpień to mój ulubiony miesiąc. Chyba każdy lubi miesiąc w którym się urodził, a mój dodatkowo jest ciepły, pełen owoców, świeżych warzyw i kiedyś oznaczał dla mnie jeszcze miesiąc wolnego od szkoły. Prócz urodzin to też miesiąc rocznicowy naszego ślubu, więc powodów do uwielbienia sierpnia trochę się znajdzie. W tym roku sierpień jest dla mnie szczególny z jeszcze jednego powodu - wielkiego testu mojej silnej woli. Mianowicie, postanowiłam zmierzyć się że swoim uzależnieniem od cukru. Bo o ile w domowych wypiekach nie używam go wcale (nie pamiętam kiedy kupiłam torebkę cukru), to batoniki i mleczną czekoladę zjadam bardzo chętnie i bardzo szybko. I gdyby nie to, że przekreślam sobie tym efekty diety i biegania (tego też dawno nie robiłam, ze względu na panujące u nas upały) to pewnie bym z tym nic nie zrobiła. Ale, że jest jak jest to trzeba było w końcu podjąć te drastyczne kroki i odciąć się od tego szatańskiego cukru raz a porządnie. I wierzę, że mi się uda i jestem zmotywowana! :-)
Dodałabym przepis na ciasteczka, ale może tak w pierwsze dni detoksu nie wypada. Takie asy będę wyciągać z rękawa później, jak już motywacja zacznie słabnąć, a dziś będzie sałatka z bobem. B A N A L N A  i prosta a połączenie tych kilku składników daje bardzo ciekawy efekt.
Top Blogi
TOP