Najnowsze wpisy

21.2.19

Wege kotlety gryczane bez glutenu

Owszem, mam w domu męża kucharza, ale kiedy chcę ograniczyć mięso w naszej kuchni, obiady wolę przygotowywać sama. A po drugie kontroluję ilość użytego oleju. Odkąd liczę kalorie, chociaż teraz już nie liczę tak skrupulatnie...więc inaczej - kiedy liczyłam kalorie olej do smażenia odmierzałam łyżką. Byłam w prawdziwym szoku jak jedna łyżka to wizualnie mało, a to przecież tyle kalorii, które mogą zrujnować fit posiłek. Do smażenia tych kotletów użyłam czterech łyżek oleju, to naprawdę niewiele, jak nie wierzycie odmierzcie łyżką a zdziwicie się tak jak ja kiedyś. 


19.2.19

Omlet twarogowy

Ten omlet robiłam w zeszłym tygodniu na zmianę z tym bananowym PRZEPIS. A później nie wiedząc już na który mam większą ochotę połączyłam oba te smaki w jeden. I tak każdego wieczora, po pracy stałam w kuchni przy garach. Smażąc nam najpierw omlety a później szykując pudełka do pracy. Czekając aż się upiecze, usmaży i dojdzie czytałam książkę. I tak każdy dzień, w ciągłym ruchu. Od rana do wieczora. I chciałabym zrobić wiecej i wiecej, pogodzić to wszystko ze sobą, wykorzystać każdą wolną chwilkę na coś jeszcze. To chyba kwestia wieku, 20-latkowie w pracy tylko czekają aż skończy się tydzień pracy, odliczają godziny do przerwy, skreślają kolejne dni i ożywiają się w piątki na myśl o weekendzie. A mi jest po prostu żal, że tak szybko i bezpowrotnie minął kolejny tydzień, miesiąc i rok. Czas z wiekiem nabiera tempa i mam wrażenie, że już nigdy nie zwolni. 

17.2.19

Bezglutenowe ciasteczka z makiem

Kiedy nie piszę nic na bloga tematy same się znajdują. Tworzę wtedy pełne zdania, które układają się w spójną historię. Płynnie przechodzę od jednego wątku do drugiego, to zabieg podobny do tego kiedy w myślach się z kimś kłócimy lub prowadzimy ożywioną rozmowę, pełną gestykulacji i wartkiej akcji, a w realnym świecie mówimy tylko "yhy, okej" albo zbywamy coś milczeniem udając  że jest wszystko w porządku. W realnym świecie kiedy chcę coś napisać najpierw gapię się w pusty ekran, później przychodzą pomysły, ale okazują się być plagiatem, już kiedyś o tym pisałam, a nawet nie raz a wiele razy. Wtedy jest jeszcze gorzej, bo myśli zamiast skupić się na pisaniu uciekają w nieznane rejony. Zastanawiam się co zrobić jutro na obiad, albo co będzie w dalszej części książki, którą akurat czytam, albo rozbijam na czynniki pierwsze sytuację, która rozgrywa się właśnie w serialu. Później zaczynam rozmawiać z kimś w myślach, a na koniec odkładam tableta i idę zrobić sobie kawę. Stojąc przy czajniku znów układają mi się w głowie pierwsze zdania tekstu, znów się rozwijają, układają w jedną historię. Zalewam kawę, wracam do tableta i znów gapię się w pusty ekran. Czy to już jest starość, czy tylko niezdolność pisania ? 

15.2.19

Bezglutenowe ciasto drożdżowe

Drożdże i ja niespecjalnie się lubimy, dlatego to jest bodajże mój drugi drożdżowy  udany wypiek, a do tego bezglutenowy. Cieszę się jak dziecko mimo że drożdżowe ciasta do tych najmniej kalorycznych nie należą, ale kojarzą się z domem, z leniwą niedzielą przy filiżance kawy i Familiadzie. Chociaż użyłam tylko 50 g cukru pudru i w przepisie nie  ma oleju. Nie taka straszna ta bezglutenowa dieta. 


11.2.19

Jaglano-jabłkowy deser

Pod blokiem zakwitły przebiśniegi a temperatura jest coraz wyższa. Nie, żeby w ogóle
tutaj były w tym roku zimowe temperatury. Ani razu nie zmarzły mi stopy, a palce w dłoniach nie zrobiły się niebezpiecznie czerwone. Jak już spadł śnieg, to poleżał kilka godzin i stopniał a i tak byliśmy wtedy w Polsce. Nie narzekam, ale wiecie jak to jest. Jak się czegoś nie ma to się to bardzo chce mieć i odwrotnie. Więc ja, jako antyfanka zimy mówię, że brakowało mi w tym roku śniegu. A przez to, że go nie było można powiedzieć, że nie odnotowałam obecności zimy. Nie zrobiłam przez to tych wszystkich zimowych deserów, które zaplanowałam. Nie upiekłam ciasta, które pasowało by do gorącego kakao lub czekolady, gorzej...od początku grudnia wypiłam tylko raz kakao i ani razu nie zrobiłam gorącej czekolady. Ale najbardziej chciałam zrobić jaglany budyń czekoladowy. Typowy, zimowy deser, zamiast tego udało mi się chociaż zrobić ten jaglano-jabłkowy deser. Powiedzmy, że to budyniowa namiastka. Chociaż na budyń nadal mam chrapkę. 

9.2.19

Fit Michałki

Zrobiłam je po raz drugi. Od premiery minął chyba rok jak nie więcej. Wtedy nie opublikowałam przepisu  bo nie zdążyłam zrobić zdjęć - tak szybko je zjadłam. Teraz zrobiłam zdjęcia, ale nie są tak ostre i wyraźne jak być powinny żeby zachęcić oko i pobudzić odpowiednio kubki smakowe. Ale oczywiście cukierków już nie ma, żeby zdjęcia poprawić, a kolejny raz już ich nie robię. Nie robię bo mimo, że to zdrowsza wersja niż sklepowa to jednak trochę kaloryczne są, a nie ma się co oszukiwać że na dwóch cukierkach do kawy się skończy. To jest tak dobre  że chce się tego jeść więcej i więcej. I mimo  że to małe cholery to i tak w ogólnym rozliczeniu wychodzi na to, że trochę tych kalorii do dziennego menu trzeba doliczyć. Jak tylko macie silniejszą wolę niż ja to ogromnie zachęcam, bo to jest obłędne. 



8.2.19

Pieczony naleśnik bezglutenowy

Na diecie bezglutenowej nie jest tak źle, o ile samemu się piecze i gotuje. Do smaku nowych mąk można się przyzwyczaić i szczerze mówiąc dla mnie nie ma już różnicy w smaku. Dziwne wydaje mi się, że ktoś wyczuwa w naleśniku czy cieście mąkę gryczaną, owsianą czy jakąkolwiek inną. Dla mnie to codzienność więc i normalny, codzienny smak. Są jednak takie smakołyki, które z pszenną mąką są po prostu łatwiejsze do wykonania, nie wspominając już o zwykłej pszennej bułce z masłem, która smakuje jak złoto. Podobnie rzecz ma się z chałką (Na bezglutenową wersję mam kilka przepisów, ale jakoś nie mogę się do niej zebrać), śniadaniowymi plackami czy pieczonym naleśnikiem. Ten ostatni w wersji z glutenem wygląda spektakularnie, pięknie wyrośnięty placek, który później opada robiąc miejsce na cukier puder i owoce. Odwzorowałam to w wersji bezglutenowej, chociaż bez tego spektakularnego wklęśnięcia. Jednak to co wyszło zasługuje na to, żeby ujrzeć światło dziennie, zatem voilà - podano śniadanie. 


6.2.19

Bananowo-owsiany placek śniadaniowy

Wszyscy wkoło są na diecie lub chcą się zdrowo odżywiać. To bardzo dobrze, bo to i mnie motywuje, żeby tych wszystkich chipsów, cukierków i czekolad nie kupować a po drugie można się inspirować. I właśnie dzięki tej inspiracji, powstał dzisiejszy, banalny w swej prostocie omlet. Przepis podsunął mi mój brat, który wszedł w dietę tak, że nawet kiedy my jedliśmy mało zdrowe wietnamskie jedzenie on przyjechał ze swoim twarogiem i bananem. Szacun - ja takie rzeczy tylko na poście byłam w stanie zrobić. Czyli jednak im krótszą mam smycz na diecie tym lepiej na tym wychodzę. Ale już nie chcę się aż tak ograniczać. Robię teraz inny eksperyment na sobie - 3 miesiące po 1800 kalorii, z jak najmniejszą ilością słodyczy i chipsów, dobre duchy tego świata dopomóżcie żebym była twarda i żebym wytrwała w tym niby łatwym a jednocześnie trudnym i ciężkim  postanowieniu. Amen. 

3.2.19

Wege brownie z batatów bez glutenu i tłuszczu 

Jeszcze nie tak dawno żyłam od weekendu do weekendu, od jednego urlopu do drugiego uważając że tylko w tym czasie moje życie staje się ciekawsze i mam czym wypełnić czas. Odkąd postanowiłam organizować sobie dzień również w tygodniu stwierdzam, że tak naprawdę nie mam chwili na nudę i nic nie robienie. Pomijając pracę, dużo czasu zajmują mi sprawy okołoblogowe, a kiedy nie piekę, nie robię zdjęć czy nie piszę, czytam książki i uczę się niemieckiego (moje noworoczne postanowienia). Chociaż  na naukę poświęcam 15-20 minut dziennie, to w skali roku jednak robi swoje i jakąś wiedzę przyswoję. Kiedy wieczorem włączam serial to wykorzystuję ten czas na kolejne 20 minut lekkich ćwiczeń. Mam też czas na przytulanie, czy zrobienie lunchboxów do pracy. A jak się bardzo postaram to wcisnę w swój grafik również godzinę basenu. I każdego dnia kładę się spać z poczuciem, że mijający dzień wykorzystałam godnie. 
Godnie wykorzystałam też sobotnie popołudnie piekąc brownie z batatów. W końcu, bo kupiłam je chyba z miesiąc temu i cud, że jeszcze nadawały się do użytku. 

2.2.19

Placuszki z ricotty z bananem

Kolejny raz muszę przyznać, że życie za granicą jest zupełnie inne niż życie na własnym podwórku. Zachowanie normalne w Twoich kręgach może się nagle okazać dziwne a wręcz niepożądane, przez co naraża nas na groteskowe sytuacje. 
I tak dla przykładu okazuje się, że jednak nie można przyznawać się publicznie do tego, że woli się towarzystwo mężczyzn bo może to zostać mocno nadinterpretowane a takie interpretacje, które podążają w złym kierunku prowadzą do frustracji, zazdrości i w końcu wybuchu gniewu. A kiedy wokół jest cała armia "życzliwych" przyjaciół podsysających całą akcję mamy prawdziwy kryzys. I tak oto w wieku 30 lat stałam się przyczyną zazdrości. Wtf?! Nie przeżyłam takich akcji w gimnazjum, nie przeżyłam w liceum, dopadło mnie teraz. Chociaż to dziwne, bo moje zachowanie względem chłopaków kiedyś a mężczyzn dzisiaj, się nie zmieniło. Od zawsze lepiej się z nimi dogaduję i czuję się swobodnie w ich towarzystwie. I kurczę czuję się skołowana kiedy muszę się z tego tłumaczyć, bo nie pojmuję, że dla kogoś to może być powodem zazdrości. Nie ma na świecie przyjaźni damsko-męskich ? gówno prawda! Jedną z moich przyjaciółek jest facet! Spędzamy naprawdę długie godziny na gadaniu i jestem w stanie zaryzykować i powiedzieć, że jego żona, którą zresztą też uwielbiam i która też jest moją przyjaciółką nigdy nie była o to zazdrosna. I co ? zmieniasz podwórko, masz zmieniać swoje zachowanie? ale dlaczego, skoro ono do tej pory nigdy nie było kością niezgody. 
Ehh, na ukojenie emocji zjedzmy słodkie śniadanie, bo co innego nam zostaje. 

Top Blogi
TOP