Najnowsze wpisy

21.10.18

Racuszki z jabłkiem

Waga na urlopie zachowywała się książkowo, wzorowo wręcz. Kilogram na tydzień, tyle, że nie w dół, a w górę. Ale jadłam tyle dobrych rzeczy, że niczego nie żałuję. Zjadłam tyle pączków z lukrem, że starczy mi do tłustego czwartku, najadłam się na zapas pierogów i hamburgerów. Spełniałam swoje własne zachcianki na makaron, placki ziemniaczane, grillowane oscypki i przypieczony boczek, nie wspominając już o morzu wypitego alkoholu. Przy tym wszystkim porcja ruchu jakby spadła poniżej jakichkolwiek norm. Raz byliśmy na basenie, chyba, że liczą się gorące żródła bo tam też coś popływałam (a jak już popływałam to się znów najadłam) to byłam w wodzie dwa razy. Raz poszliśmy pieszo na zakupy, a później sapiąc i dysząc wspinaliśmy się pod górę, żeby dotrzeć do domu. Raz też były dzikie, weselne tańce, a prócz tego niestety dupy swoje wszędzie woziliśmy. Żołądek rozepchałam koszmarnie, ale i dostarczyłam sobie taką nadwyżkę kalorii, że jak już w końcu znacząco zmniejszyłam swoje racje żywieniowe to organizm nawet nie odnotowywał głodu - bo cały czas jedzie na tym zapasie, który mu przez miesiąc stworzyłam. 
Zważyłam się, pomierzyłam (w obwodach to już w ogóle jest koszmar) i teraz poproszę z wagą w dół. Zobaczymy czy pójdzie tak samo gładko, bo przyjemniej to na pewno nie. Trzymajcie za mnie proszę kciuki! chociaż nie zapeszając motywację mam na naprawdę wysokim poziomie. 


13.10.18

Kaiserschmarrn - omlet cesarski

Jak to możliwe, że miesięczny urlop minął w tak zaskakującym tempie ? Teraz dopiero widzę jakie moje życie (Chociaż myślę, że nie tylko moje) ma zawrotne tempo. Tydzień za tygodniem, miesiącem i rokiem, a wszystko to staje się przeszłością zanim na dobre zorientuje się, że trwa, tu i teraz. To był najdłuższy i najintensywniejszy urlop ze wszystkich od trzech lat. Zaliczyliśmy siedem dobrych imprez, spotkań przy kawie, herbacie, wieczorów przy planszówkach, piwku i drinku. Jedliśmy mnóstwo pysznych rzeczy, od których obrośliśmy oboje w konkretną warstwę tluszczyku. Udało nam się też spędzić kilka dni we dwoje. Śmialiśmy się, bawilismy, klócili i obrażali. Bylismy albo w drodze albo spedzalismy leniwe popoludnia na kanapie. Wydaliśmy kupę kasy, spelniliśmy swoje zachcianki - no dobra, moje zachcianki na tatuaż i drugi kolczyk w uchu. I kiedy zaczęło mi się już wydawać, że jestem tutaj na stałe, kiedy zaczęłam się orientować mniej więcej w tym co aktualnie dzieje się w życiu moich przyjaciół, a kolejne spotkania nie zaczynały się od popularnego "co słychać" trzeba pakować manatki i ruszać w drogę. Po tygodniowym urlopie w Polsce dochodzę do siebie tydzień, ciekawe ile zajmie mi to tym razem...

29.9.18

Mini serniczki z ricotty

Dzisiaj jesteśmy na weselu naszych przyjaciół. Takich ludzi, których życie postawiło na naszej drodze zupełnie przypadkiem. To jest trudna przyjaźń, zresztą jak każda kiedy dzieląca nas odległość przekracza 1000 kilometrów. Bardzo mnie denerwują kiedy nie odpisują, nie odbierają i nie oddzwaniają. Najnowsza piosenka Taco Hemingway'a idealnie odzwierciedla towarzyszący mi wtedy stan. Wiele razy ich wtedy przeklinam, jestem zła i pisze czarne scenariusze o końcu naszej znajomości, ale kiedy przyjeżdżamy na urlop ich dom staje się naszym drugim domem. Zwalamy im się na głowę z nadzieją, że nas nie wyrzucą, razem gotujemy, robimy zakupy, oglądamy filmy a nawet sprzątamy. To jest bardzo specyficzna relacja, bardzo bliska i odległa równocześnie, ale jakże puste byłyby nasze wakacje bez nich. Jakie ubogie wspomnienia, zdecydowanie mniej śmiechu, mniej wypitego piwa i mniej wyjeżdżonych kilometrów. 
Kochani moi (chociaż i tak tego nie przeczytają, chyba, że ich zmuszę) Wam życzę wspaniałego życia po ślubie i tak trwałej i zdrowej (bez zbędnego fochowania) relacji, jaka łączy Was obecnie a nam życzę cudownej zabawy :)

26.9.18

Babeczki bananowe, bez glutenu, cukru i jajek

Te babeczki to kolejny przykład na to, że nie wszystko udaje się od razu. Miałam ochotę na mały eksperyment. Po pierwsze zachęcona ostatnimi udanymi wypiekami bezglutenowymi chciałam tym razem upiec takowe babeczki. Do tego chciałam, żeby były bez jajek, bo alergii na jajka niestety coraz więcej, a na to wszystko babeczki miały być ze śliwkami i pachnieć cynamonem. Typowo jesienny wypiek. Cynamonem pachniało, z zewnątrz babeczki też były niczego sobie, pięknie odchodziły od foremek, za to w środku - mamałyga. Śliwki po puszczeniu soku zrobiły tam istny armagedon! Nie o takie babeczki walczyłam, ale wiedziałam, że przepis jest dobry i że zrobię go jeszcze raz. Pominęłam śliwki, które uznałam, za sprawczynię mojej klęski, zwiększyłam nieco ilość mąki i...udało się! Mój mąż - przeciwnik wszystkiego co bananowe się nimi zachywcał, a więc warto było. 

21.9.18

Dwukolorowe ptasie mleczko FIT

Zatrzymać lato na dłużej można właśnie tak i ten sposób Wam polecam, zwłaszcza fanom mango. W niemieckim Lidlu ogromne owoce mango kupowałam po promocyjnej cenie 1,29 euro. Prócz sernika na zimno zrobiłam też to ptasie mleczko! 

18.9.18

Pieczone brzoskwinie pod kruszonką

Urlop w Polsce jak zawsze rozpoczęliśmy z przytupem i od razu na największych obrotach. W dwa dni zaliczyliśmy dwie imprezy i wśród niezadowolenia rodziców pojechaliśmy dalej. Trudno nam zagrzać gdzieś miejsce na dłużej, śpimy po znajomych, jeździmy, relaksujemy się, korzystamy ze słonecznej pogody, bo to rarytas w połowie września. Trudno i przykro byłoby spędzać ten czas siedząc na kanapie przed telewizorem. Chociaż to też jest ciekawe doświadczenie, bo na codzień nie oglądamy telewizji a na każdym kroku witają nas nowe programy i seriale. Teraz najbardziej chciałabym żeby czas się zatrzymał, albo chociaż znacząco zwolnił, niech pozwoli mi nacieszyć się ta ciszą przyrody w górach, gwarem w mieście, towarzystwem tych, za którymi tęsknimy zawsze chociaż nie zawsze im o tym mówimy i całym tym polskim pięknem. 

15.9.18

Gryczane ciasto jogurtowe, bezglutenowe

Urlop! Ale to jeszcze nic, miesiąc urlopu! W życiu nie miałam tak długich wakacji. Ile to ubrań trzeba ze sobą zabrać, ile sytuacji przewidzieć, ile hajsu mieć przy sobie, żeby się wszystko zgadzało. To jest urlop pełen imprez, spotkań, relaksu, odpoczynku i wszystkich dobrodziejstw jakie sobie człowiek z urlopem utożsamia. Manicure zrobiony, pedi tez, ten drugi nieco krzywy bo niedowidzę, a do stóp ciężko mi się zbliżyć na satysfakcjonującą mnie odległość. Liczę na to, że nikt moim stopom przyglądał się nie będzie. Włosy odświeżone, odrost zatuszowany. Po drodze jeszcze gdzieś tam schudłam, żeby się dobrze dawno niewidzianym ludziom zaprezentować. Chociaż nie, schudłam bo sukienkę na wesele ( tak, udalo nam sie nawet wesele na tym urlopie zahaczyć, podobnie jak roczek, parapetówkę, pępkówkę, okrągłe urodziny mojej mamy i wiele innych urodzin i okazji do spotkań) miałam taką, do której trzeba było mieć piękne, gładkie plecy, ale odkąd zdecydowałam, że jednak pójdę w innej, a na dodatek zamówiłam ją w rozmiarze większym poluzowałam pasa i jednak za często raczylam swoje podniebienie ciasteczkami i innymi czekoladowymi i cukrowymi pysznosciami. I teraz się zastanawiam jak to cholera jest, że żeby pozbyć się faldek na plecach trzeba dymać na basen niemal codziennie, a żeby je odzyskać wystarczy chwila nieuwagi, chwilka z czekoladą i dosłownie chwilunia z ciasteczkiem w ustach. Przecież to jest tak demotywujące, że czasami się zastanawiam czy nie byłabym szczęśliwsza ważąc te np 10 kg więcej. Ale później dochodzę do wniosku, że to szczęście trwałoby dokładnie tyle ile trwa zjedzenie paczki ciastek, więc znów ubieram strój kąpielowy i idę pływać, albo wymachuję trochę kettlem, noo ewentualnie się poużalam nad sobą i idę spać, najwyżej wstanę gruba. 
Zostało mi jeszcze pakowanie. Najchętniej zabrałabym cała szafę, ale bagażnik Opla Astry tego nie udźwignie, więc czekają mnie godziny selekcji. Tzn chciałabym żeby to były godziny, bo już teraz wiem, że mąż wkroczy do pokoju i oznajmi, że za godzinę albo i pół wyjeżdżamy i mam się pospieszyć. Połowy rzeczy zapomnę, połowy nie zmieszczę ale liczy się to, że w końcu jedziemy! Aaa,  jeszcze kawy do termosa zaparzyć, bo o tym zapominamy notorycznie, podobnie jak o paście do zębów, ręcznikach i piżamie. 
Adijos ;) nie martwcie się, mam przygotowane przepisy dla Was i mam nadzieję, że znajdę czas na ich publikację, a żeby być bardziej na bieżąco z moim urlopowaniem się zapraszam na Instagram 


13.9.18

Bezglutenowy chlebek marchewkowy

Miałam nadzieję, że jeżeli jeszcze w Niemczech przygotuję sobie wpisy to na czas urlopu będę je mogła systematycznie dodawać. Oszukałam sama siebie. Bo co z tego, że przygotowałam przepis, jak jeszcze dobrze byłoby kilka słów dopisać, a później ta cała zabawa z wrzucaniem tego na media społecznościowe. Blogowanie to nie tylko 2 minuty pracy i kliknięcie magicznego przycisku "opublikuj" to pisanie, szukanie odpowiednich kadrów, na które nie mam czasu w towarzystwie, to obrabianie zdjęć, udostępnianie , generalnie praca z nosem w telefonie.  A na tym urlopie siedzę raczej z nosem w jedzeniu niż w telefonie 😉

13.9.18

Racuchy drożdżowe klasyczne

Już tyle chodzę na basen ale nadal nie mogę przyzwyczaić się do tych wszystkich nagich kobiet pod prysznicem czy w szatni. Grube, chude, młode czy starsze - wszystkie bezwstydnie namydlają się pod prysznicem. Tylko ja w stroju kąpielowym zmywam z siebie zapach chloru. I to ja jestem ta inna, jestem inna niż tłum, ta, która się wstydzi a nie powinna. Po basenie albo szukam wolnej przebieralni, bo o dziwo takie są, chociaż całe dwie, prywatne, intymne kabiny, albo przebieram się z ogółem gimnastykując się strasznie z tym ręcznikiem, żeby nie spadł, żeby nie odsłonił za dużo. Wycieram się i zasłaniam równocześnie, a one zerkają na mnie z politowaniem. Ja za to nie potrafię patrzeć na nie. Patrzę wszędzie, czyli najczęściej na własne stopy, tylko po to, żeby nie patrzeć na te gołe tyłki, żebym nie została posądzona o bezdotykowe molestowanie. Nie wiem dlaczego tak robię, pewnie dlatego, że w naszej polskiej kulturze nagość to coś intymnego, coś z czym nie afiszujemy się zbytnio a już napewno nie wtedy kiedy mamy za duży brzuch, za duże uda i wałeczki na plecach. Tutaj nawet dziewczynki bez problemu ściągają majtki w szatni. Niby nasi sąsiedzi, tacy bliscy sąsiedzi a tak różni. To jak racuszki drożdżowe, niby każdy z tego samego ciasta, a każdy tak różny. Większy, mniejszy, mniej lub bardziej zarumieniony, ale każdy pyszny. 

11.9.18

Gryczane gofry

Nie od dziś wiadomo, że czas strasznie zapierdziela. Chciałam go oszukać i też przyspieszyłam. Jakby mi było za mało zajęć to znalazłam sobie ich jeszcze trochę i upchałam w ten i tak już napięty harmonogram dnia. Myślałam, że dzięki temu ze wszystkim zdążę zanim nadejdzie mrok, zanim przywitam kolejny dzień, zanim skończy się tydzień i zanim pojadę na urlop. Czas okazał się sprytniejszy, bo ten skurczybyk też zwiększył tempo. Im więcej robię ja, tym szybciej mija on. Idę do pracy w poniedziałek, wracam w piątek. Nim zdąże się ucieszyć z kolejnego weekendu już mamy niedzielny wieczór. Godzina za godziną, dzień za dniem, miesiąc za miesiącem i już mamy końcówkę lata. Zaraz będą święta, Sylwester i kolejny rok. Kolejny pełny obrót, kolejne 360* tego koła, które już chyba nigdy nie zwolni, żeby chociaż zechciało utrzymywać stałe tempo, żeby mi tak życie nie migało przed oczami jak kolorowe obrazki z filmów.

Gryczane gofry

Składniki (2 serduszka, 1 porcja):
  • 50 g mąki gryczanej
  • 70 ml mleka
  • 1 jajko
  • 30 g serka homo naturalnego
  • 1 łyżeczka ksylitolu lub więcej według upodobań
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 0,5 łyżeczki cynamonu
Przygotowanie:
  1. Wszystkie składniki umieścić w misce i wymieszać trzepaczką do powstania jednolitej masy (ciasto będzie dość gęste).
  2. Chochelką nakładać na rozgrzane i natłuszczone płytki gofrownicy. Smażyć około 4-5 minut.

Wartość odżywcza dla 1 porcji, bez dodatków 213 g 
kalorie: 323
B: 17,74
T:  8,39
W: 46,62


Top Blogi
TOP