Najnowsze wpisy

2.7.20

Fit mleczna kanapka

Zawsze mnie kusiły te wszystkie domowe i oczywiscie fit wersje maxi kingów, monte, oreo i wszystkich innych najpyszniejszych sklepowych słodyczy. Większość z nich patrząc na skład to tylko wizualnie przypomina oryginał, bo ciężko żeby jogurt naturalny nawet z super aromatem zastąpił śmietankę w Monte. No w to nie uwierzę, ale są też dobre rozwiazania i zamienniki. Prócz tej mlecznej kanapki, mam ochotę przetestować jeszcze kilka, ale zobaczymy co mi z tego wyjdzie. 

26.6.20

Naleśniki bananowe

W te gorące dni mam problem z jedzeniem. Z jednej strony powinnam dostarczać dziecku witamin i minerałów z dobrze zbilansowanych produktów, a z drugiej nie mam apetytu. To znaczy ten apetyt to bardziej zawiła kwestia, bo jestem głodna i ciągle bym coś jadła ale to musi być zimne i mieć dużo wody. Więc wybieram owoce, których jem nieco za dużo. Wiadomo, że cukier z owoców lepszy niż z batonika, ale mimo wszystko to cukier. Unikam jednak bananów i winogron, tego drugiego nie zjadłam ani razu od połowy kwietnia a banana może dwa razy, trzeci raz jest dzisiaj w tych naleśnikach. Jak one bosko pachną a i smakują banankiem, naprawdę wow!

21.6.20

Truskawkowy deser w szklance z biszkoptami

W tym roku jestem truskawką. Pożarłam ich już naprawdę sporo i wcale mi się nie nudzą. Wymieniam je czasami na czereśnie, a najczęściej wygląda to tak, że truskawkowy koktajl przegryzam słodkimi czereśniami. I te dwa owoce to 'must have' w mojej lodówce. Pewnie za chwilę zacznę wymieniać je na morele i porzeczki, ale to jeszcze chwilka. Póki co na salony wjeżdża truskawkowy deser. 
UWAGA: Miała być z tego bardziej pianka, a wyszła taka prawie galaretka, więc jeśli chcecie mus, proponuję dać 2g żelatyny i 1 łyżkę wody mniej. 

18.6.20

Placuszki jabłkowe, bez cukru i zamienników

Przyszło lato i wywindowało mocno temperatury. U mnie, ciężarnej oznacza to, że zaczynam mieć opuchnięte nogi i niewidoczne kostki, większą zadyszkę po krótkim spacerze z psem, a bardziej to nie po spacerze a po wyjściu na trzecie piętro po tym spacerze. Od 15 kiedy w mieszkaniu już się porządnie nagrzeje, męczy mnie samo siedzenie na kanapie i czytanie książki. A do tego wszystkiego straciłam niemal całkowicie apetyt i pomysły na posiłki. Jem więc w zasadzie tylko to co mam w lodówce, żeby się schłodzić i najlepiej coś co nie wymaga żadnej obróbki. Więc można śmiało powiedzieć, że w taką pogodę jem w zasadzie tylko przekąski, a truskawki i czereśnie to  niekwestionowani faworyci. Ale żeby zjeść już coś bardziej pożywnego i dostarczyć sobie chociaż trochę kalorii na start usmażyłam placki. Bez cukru, ani zamienników, słodkie od jabłka, idealne na dzieci (bo mnie już świat nie interesuje, tylko dzieci). 

Placuszki jabłkowe, bez cukru i zamienników

13.6.20

Owsiane z truskawkami bez glutenu

Blog, Instagram i jeszcze Facebook to teraz dla mnie zbyt wiele. Zwłaszcza, że w przypadku mediów społecznościowych korzystam z tableta lub telefonu, a żeby napisać notkę na bloga muszę odpalać laptopa. Jest to kłopotliwe z dwóch powodów, po pierwsze muszę faktycznie wygospodarować sobie czas, żeby usiąść przy stole z tym laptopem, czego ostatnimi czasy nie potrafię, a po drugie mój laptop to trup. Włącza się strasznie długo a wyłącza znienacka, nawet w połowie słowa. Po czym znów się długo ładuje i nie ma gwarancji, że zapisane wcześniej słowa nie zniknęły na zawsze. Nowy sprzęt jest daleko, daleko na liscie rzeczy, których niezbędnie potrzebuję, na przykład daleko za nowymi oprawkami, które "wymieniam" już dobre trzy lata. Tak, do wszystkiego mam tak słomiany zapał, na ten przykład od trzech dni zabieram się za upieczenie ciasteczek i zrobienie jakiegoś prawdziwie letniego i orzeźwiającego deseru, bo tylko tego szukam z każdym otwarciem lodówki. Dziwne, że z tym ciastem poszło mi tak łatwo. Weszłam do kuchni, przygotowałam składniki, wymieszałam i upiekłam. To musiał być jakiś nadzwyczajny dzień, w którym wszystkie moje algorytmy osiągnęły epicentrum. 

5.6.20

Odwrócone ciasto gryczano-owsiane z rabarbarem

Gdybyście mnie zapytali co wypełnia obecnie moje dni, to bez chwili zastanowienia odpowiedziałabym Wam, że czekanie na kuriera. A wiecie jak to jest na kogoś czekać - najgorsze zajęcie świata! Bo tak, po pierwsze trzeba być przygotowanym, że on zadzwoni do drzwi, więc trzeba być ubranym, a mi jednak najwygodniej, zwłaszcza odkąd temperatury poszybowały w górę, jest w majtkach. Bo drugie trzeba siedzieć w domu, bo wiadomo, że nawet szybkie zakupy albo wyjście z psem na 5-minutowe siku może skończyć się awizem w skrzynce. I w końcu po trzecie, czekanie na kogoś to takie zawieszenie w czasie. Niby coś by można było zrobić, ale jednak nie za wiele. Posprzątać okej, ale już bez odkurzania, prysznic też odpada, jakby przyszedł w połowie ćwiczeń to też krucho. No i tak zostają mi książki, pieczenie i niezawodne skrollowanie Instagrama ;) Co do książki to właśnie skończyłam "Małe życie" - grubas, 800 stron, ale opowieść zawarta w środku też jest mega gruba. Serdecznie polecam bo czyta się naprawdę szybko. Teraz zasiadam do mniej ciekawych lektur, tzn dla mnie ciekawych, bo ciążowych, ale ich już wszystkim nie mogę polecić. 
Co do ciast, to pewnego popołudnia upiekłam ciasto gryczane z resztką rabarbaru, którą miałam na stanie i wyszło z tego całkiem fajnie połączenie. Mówię całkiem tylko dlatego, że mąka gryczana jest specyficzna w smaku, zwłaszcza dla podniebienia, które jest przyzwyczajone do mąki pszennej i nie kązdy może być z takiego ciasta zadowolony. W każdym razie my byliśmy, dlatego przepis ląduje na blogu :)

30.5.20

Makowiec z jabłkami

Przywołałam trochę grudnia w te ciepłe dni. Bo czy zapach makowca nie kojarzy Wam się ze Swiętami Bożegonarodzenia ? ale musiałam już wykorzystać tę puszkę maku, nawet w maju. Zadziwiające jest to, że ja generalnie nie przepadam za makiem, za dzieciaka drożdżówka z makiem to było najgorsze zło tego świata, ciasta z makową warstwą o fuuj. Uważam jednak, że są pewne produkty, do których po prostu trzeba dorosnąć i dla każdego to będzie coś innego. W mojej grupie znajduje się jeszcze zielony groszek i wątróbka. Pewnie coś by się jeszcze znalazło gdybym się dłużej zastanowiła, ale to jest zdecydowanie moja mocna trójka. Teraz ja to wszystko zjem, nie zajadam się tym, ale też nie pluję po ścianach. W każdym razie wracając do sedna, czyli maku; przedstawiam makowiec z jabłkami. Spotkałam się też z nazwą makowiec japoński, ale to nie on; tam szło za dużo masła, a wiadomo, że kostka masła do ciasta to nie u mnie.

23.5.20

Języczki biszkoptowe

Od samego rana siedzę dziś przed laptopem pisząc. Ale pisałam na tematy ciążowe i teraz mam pustkę w głowie co napisać tutaj. Bo kiedy już wydaje mi się, że wymyśliłam jakiś dobry motyw to okazuje się, że to nadal jest ciążowa historia a nie do końca bym tak chciała. Bo wiecie to jest coś na tej zasadzie, że ktoś tworzył jakąś treść, zaszedł w ciążę i już teraz tylko ciąża, albo w przeważającym stopniu ciąża. O ile osoba czytająca też jest w ciąży to jest to dla niej ciekawe, ale jak ktoś jest na zupełnie innym etapie życia to nuda Panie! Miałam tak z moimi koleżankami, mogę to napisać bo nawet jak to przeczytają, to myślę, że wiedziały, że tak to właśnie wygląda :) Spotykamy się rzadko, bo ja za granicą, ale nasze spotkania od trzech lat to temat ciąży i dzieci. Nie za bardzo miałam nawet jak wtrącić dwa zdania do rozmowy, mogłam tylko przytakiwać. I owszem, zdarzało się, że zbaczałyśmy z tego tematu, ale tylko na chwilkę, bo zaraz znów pojawiał się jakiś odnośnik do dziecka i pogadanki zaczynały się od nowa. A ja też nie posiadam tej zdolności, której mistrzem jest mój mąż, że z każdym na każdy temat, więc wyglądało to tak, że po prostu piłam kawę w ich towarzystwie. Teraz, owszem dołączę do ich grona, ale nadal nie będę na ich poziomie, będę żółtodziobem, ale będę mogła opisać przynajmniej swoje a nie cudze doświadczenia. Dlatego to internetowe życie jest takie trudne - nigdy nie wiadomo czego szukają u Ciebie ludzie. Ogólnie rzecz biorąc to można się domyślić, że u mnie przepisów i to najlepiej fit, ale na przestrzeni lat zdarza się, że ktoś odwiedza Cię nie tylko ze względu na przepisy, ale też zdjęcia czy treść. Dlatego tak dużo czasu zajmuje mi napisanie wstępu do przepisu.

14.5.20

Budyniowiec, bezglutenowy

Jestem z siebie dumna, mija właśnie miesiąc bez słodyczy. Dla mnie to jest mega wyczyn, zresztą pisałam jak przeżyłam trzy pierwsze dni po odstawieniu cukru. Ciągły głód i wędrówki do kuchni, otwieranie lodówki tylko po to, żeby ją zaraz zamknąć i zaglądanie do szafek, w których były schowane łakocie, a które teraz świeciły pustkami. Zrezygnowałam z moich ukochanych słodkich śniadań, które nakręcały mi chętkę na cukier na resztę dnia. Teraz już nie tęsknię, bo gdybym zjadła takiego snickiera to z poziomu cukru mogłabym wyskoczyć z butów. Lubię się jednak napić "kakałka" do którego daję mleko, gorzkie kakao i pół łyżeczki erytrolu, tyle mi wystarcza to jest dla mnie odpowiednio słodkie, tak jak wcześniej mleko po płatkach czekoladowych, bo nesquik to zawsze był cukrowy ulepek (70/100g cukru) i nie byłam jego super fanką. Lubię też mieć coś dobrego do kawy - to po tatusiu. Niestety wydaje mi się, że w Niemczech jest zdecydowanie mniej bezcukrowych produktów, których widzę nawał w Polsce. Mam jedne ciastka, które mogę sobie od biedy kupić, a poza tym zostaje mi samodzielne pieczenie. I w sumie tak jest najlepiej, wiadomo, że nie najłatwiej, bo to jednak zawsze więcej roboty niż pójście do sklepu i wybranie ciasteczek z półki, ale co zrobić. Mam tylko taki problem z moimi wypiekami, że one dla innych nie są słodkie. Dla mojego męża są, bo on nie jest żadnym fanem słodkości, ale już dla postronnych to tam nie ma cukru w ogóle. Więc nie lubię piec dla kogoś, a kiedy podaję przepis na bloga, muszę pamiętać żeby zaznaczać, że substancji słodzących lepiej dać więcej. To działa też w drugą stronę - upiekłam kiedyś sernik z białą czekoladą, który był boski, ale przy tym tak słodki, że jeden kawałek niemal usypiał. Każdy ma inne kubki smakowe, inaczej wyczulone. Jak w reklamie "po ilu kostkach czekolady Ty się uśmiechniesz"? Obecnie ja bym się uśmiechnęła już po jednej i to na dodatek gorzkiej. 

Z racji chętki na coś słodkiego do kawy i pomysłu męża na budyniowiec, powstało to cudeńko. Przyznam szczerze, że nie przypominam sobie, żebym kiedyś jadła budyniowiec, w każdym razie u mnie w domu takiego ciasta się nie robiło. Zresztą nie wiem czy można go nazwać ciastem czy deserem. Pamiętajcie - ilość erytrolu, ksylitolu czy cukru - cokolwiek używacie zależy od Was. Ja standardowo dałam nie wiele, ale herbatniki były na tyle słodkie, że całość też wydawała się odpowiednio posłodzona. 

9.5.20

Drożdżówki twarogowe na słodko

Nawiązując do wcześniejszego wpisu O, TUTAJ, chciałam powiedzieć, że zdarzają mi się jednak wzloty. Zazwyczaj świeci wtedy słońce, od rana nie miałam telefonu w ręce a przynajmniej nie robiłam na nim nic co pochłonęłoby mnie na kilka godzin, dzień zaczęłam dość wcześnie, czyli w okolicach godziny dziewiątej jestem już po śniadaniu. I wtedy mam w sobie energię, bo powiedzieć, że energia mnie rozpiera to zdecydowanie za dużo, po prostu mam chęci. Żeby jeszcze się szczęśliwie ułożyło, że w lodówce albo w szafkach mam wszystko co potrzebuję do danego przepisu to zaczyna się dziać. Tym razem gotowy przepis podesłał mi mój brat, że podobno sztos i żebym sobie spróbowała. Wiedząc mniej więcej co mam w szafkach zaczęłam robotę. Moja pamięć nie była jednak zbyt dobra i tak zaczęło m brakować dość istotnego składnika, na szczęście zamiennego. Więc od razu tutaj Wam powiem, że mąkę ryżową można zastąpić kaszą manną w tej samej proporcji i podobno też wychodzi. Zanim przejdziemy do konkretów to jeszcze Wam powiem, że ciąży nad tymi bułeczkami trochę fatum, bo owoce w nich wyglądają na warzywa. Mój brat zrobił wersję z jabłkiem i kiwi, a kiedy zobaczyłam zdjęcie byłam przekonana, że to feta i cebula. Natomiast moje są z mascarpone zmiksowanym z borówkami a mój mąż chciał polewać je ketchupem bo wyglądało mu to na pieczarki. Poza tym jednym wizualnym "mankamentem" są naprawdę mega.
Top Blogi
TOP