Najnowsze wpisy

22.4.18

Deser owocowy z kokosowym kremem i sosem daktylowym

Proszę Państwa! stała się rzecz straszna - przeszłam na dietę. W zasadzie nie dietę, a post, czyli dla bloga jeszcze gorzej. Bo co tu za przepis można wyczarować kiedy do wyboru ma się na oko 20 rodzajów warzyw i zaledwie 2 owoce. A jak już nawet wyczaruje to jedynymi odbiorcami takiej treści będą osoby, które również poszczą, bo "zwykły" człowiek nic ekscytującego tutaj nie ujrzy. Jedynym ratunkiem jest fakt, że mąż mój z postu nie korzysta, więc dla niego mogłabym coś upiec. Póki co ratuję się jednak tym co spisane na kartce, a czego jeszcze nie zdążyłam zamieścić. 
Dziś padło na szybki, bardzo letni deser. 

13.4.18

Pralinki z masła orzechowego

Minęły święta, minął czas na dojadanie resztek po świętach, a u mnie nadal posucha. Powody są zawsze te same, albo wciągnęła mnie rzeczywistość i praca, albo wyjechałam do Polski. Tym razem padło na to drugie. Jak zawsze wielkie oczekiwanie, odliczanie, a później pstryk i smutny powrót. Oj, chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję i nigdy nie pokocham na tyle życia na obczyźnie, żeby traktować ją jak swój prawdziwy dom. Dom jest tam gdzie są ludzie, którzych się kocha. No i okej, mam obok siebie męża, którego kocham, ale w Polsce mam tych ludzi do kochania jeszcze sporą grupkę. A ja mam w sobie tyle miłości, że kipi i muszę jej dawać upust ;) I jestem ogromnie wdzięczna za to grono ludzi do kochania, mimo, że nigdy nie mam dla nich tyle czasu ile bym chciała to odkąd wyjechaliśmy a będzie prawie trzy lata ta grupka nie maleje i mam nadzieję, że nigdy się to nie stanie. Bo jak już kiedyś wrócę to między innymi dlatego, żeby być bliżej nich, żeby nie omijało mnie 80% spotkań, żebym nie miała co odpowiadać na pytania "Karol, co tam u Was?" bo od ostatniego spotkania minęło tyle czasu, że jedyną odpowiedzą jaka przychodzi na myśl jest "a po staremu".  I nie wierzę w żadne powiedzenia pokroju "umiesz liczyć - licz na siebie" i tym podobne farmazony. Trzeba jedynie umieć dobierać sobie przyjaciół, albo mieć szczęście na takich trafić i mieć szczęście posiadać rodzinę, która zawsze gotowa jest do pomocy. Człowiek jest istotą stadną i z samego przebywania z innymi czerpie moc i siłę. Koniec, kropka. 
A na osłodę niech będą dziś pralinki. 

30.3.18

Mazurek na migdałowym spodzie z bezą

To chyba już ostatni dzwonek na świąteczne wypieki. Mam więc nadzieję, że wbiłam się w tę porę doskonale. Musicie to zobaczyć i musicie tego spróbować! Jaram się strasznie, bo to moja pierwsza beza - wiadomo nie jest perfekcyjna bo trochę ściemniała, ale jest miękka w środku i krucha z zewnątrz. Kolejny bezowy poziom przede mną, tymczasem zapraszam na mazurka. Będzie idealny na świąteczny stół. 

29.3.18

Ciasto daktylowe

To jak szybko w tym roku nadeszły święta trochę mnie zaskoczyło. Nie było nawet czasu na cieszenie się wiosną bo taka ona nijaka w tym roku. Ledwo więc wyszliśmy z zimy, ledwo zmieniliśmy czas z zimowego na letni i już święta. Nie przygotowałam nic, nawet nie zrobiłam generalnych porządków. A to co zdążyłam posprzątać to i tak zdążyło się pobrudzić i nakryć kurzem. Nie mam też żadnego specjalnego menu. Jeśli zaś chodzi o słodkości to będzie mazurek, jak się uda to pod bezą, jak się nie uda, to z klapniętą bezą i to może jeszcze przed świętami będzie na blogu... O nie! jak chcę Wam pokazać go przed świętami to jutro muszę go upiec, a skoro tak to jednak odstanie swego w kolejce do kasy w Lidlu mnie dziś nie ominie... Oczywiście miałam jeszcze ambicje na babkę albo serniczek, ale po doświadczeniach z ciastem daktylowym - tym poniżej - wiem, że 3/4 tych wszystkich wypieków zjadłabym ja, więc podziękuje.  Bo za chwilę fałdki wrócą na miejsce, które sobie szczególnie upodobały - na plecy. A brzuch znów robi się nie taki jak powinien, więc w te święta nie kuszę losu. Lepiej milion razy sprawdzić puste szafki w poszukiwaniu czegoś do kawki, niż za każdym tym razem wrócić z kawałkiem ciasta, lub z czekoladą na brodzie. Bo jak zjem czekoladę, to nikogo nie oszukam, od razu widać. 
Okej, przejdzmy do tego co już udało mi się upiec i zjeść oczywiście. Ciasto daktylowe. Słodkie bardzo, ale rozkosznie słodkie, uzależniająco słodkie. Zbite, mokre, ciężkie - dla mnie idealne (skoro go tak szybko zjadłam). 
W przepisie, z którego korzystałam prócz słodkich daktyli było dodatkowe 200 g cukru!! Dodałam połowę tego i Wam też radzę tak zrobić :)

27.3.18

Domowy sos pieczeniowy jasny

Rodzinne obiady najczęściej charakteryzują się tym, że na stole ląduje mięso, ziemniaki i sos. U mnie też tak było. Kiedy wyprowadziłam się od rodziców zaczęłam jeść zupełnie inaczej niż jadało się u mnie w domu. Po kilku a może i kilkunastu latach (jak ten czas szybko mija) zatęskniłam za obiadem z sosem. Niemiecki sosy z torebki to jakaś masakra. W ogóle niemiecka kuchnia mnie nie przekonuje. Miliony gotowców, a wszystko bez smaku. Tradycyjny sos zagęszczany mąką to też niezbyt dobra opcja kiedy chce się jadać lżej. I tak drogą eliminacji innych opcji powstał ten sos. Okej, to nasz chyba czwarty raz z takim sosem. Ciemniejszy kiedy gotowany jest z ciemnym mięsem i jaśniejszy kiedy używamy białego mięsa. Sos jest gęściutki, jak zagęszczany ale nie jest taki ciężki, aromatyczny od mięsa i warzyw. Po prostu genialny. 

24.3.18

Zdrowy i odchudzony TWIX

Ciastko - karmel - czeeekolada! Pamiętacie tę reklamę twixa ? Zrobiłam zdrowszą wersję, z minimalną ilością cukru, a mimo to słodką. Na przepysznym kruchym spodzie z dodatkiem masła orzechowego, daktylowy karmel i czekolada. 

Pierwszy zamysł był taki, żeby ciastko nie było pieczone, tylko takie z lodówki, ale nie wyszło; rozjeżdżało się i dosłownie topiło w dłoniach. Z perspektywy czasu i tego co wyszło za drugim razem, dobrze się stało, że ten pierwszy to niewypał. Nie często się zdarza, żeby zaskoczył mnie smak tego co upiekłam czy usmażyłam, ale tym razem było inaczej. Nie myślałam, że to będzie twix. Chciałam zrobić coś innego niż ciasteczka, a efekt przerósł moje oczekiwania. Żyłam tymi batonikami cały miniony tydzień. Popełniłam jednak jeden błąd. Czekolady nie zmieszałam z masłem czy śmietanką przez co była zbyt twarda, ciężko się kroiło bo łamała się na tafle. Wam więc podaję lepszą wersję czekoladowej góry. 
Mam nadzieję, że jeżeli zdecydujecie się na wypróbowanie przepisu będziecie tak samo zaskoczeni smakiem i podobieństwem do oryginalnego twixa jak ja. 

21.3.18

Placki z cukini na słodko

Jestem produktywna tylko wtedy kiedy mam mało czasu. Paradoksalnie więc w tym tygodniu (mam drugą zmianę) jestem super zorganizowana, gary są pomyte, co drugi dzień poodkurzane, podłogi pomyte a i zdarzy się coś na bloga przygotować. Kiedy wracam też jest trochę czasu, np na pomalowanie paznokci za co zabierałam się cały miniony tydzień a co udało mi się zrobić w poniedziałkowy wieczór, po pracy. Co najważniejsze zawsze znajdę czas na dobre śniadanie. Jogurty zostawiam sobie na tydzień porannych zmian, jajecznicę, omlety czy placuszki mogę zrobić tylko przy popołudniówkach, nie licząc weekendów oczywiście. 
Te placuszki to kolejny wyrób bez cukru, czy nawet miodu. Mam z tym jednak pewien problem. Nie wiem czy przez cukrowy detox nie potrzebuję dosładzać takich rzeczy i wystarczy mi jedynie słodycz owoców, czy faktycznie te owoce są tak słodkie, że w pełni zaspokajają potrzebę na cukier również Wam. Na przyszłość, pamiętajcie, że każdą masę; na placki czy ciasto przed upieczeniem możecie spróbować a jeżeli będzie mało słodka - dosłodzić. A jeżeli nie dosłodzicie to placuszki zawsze można zjeść ze słodkim dżemem, bitą śmietaną, mascarpone czy porcją owoców. 

17.3.18

Ananas w cieście kokosowym

Już witałam się z wiosną. Już nie tylko wyciągnęłam wiosenną, różową kurtkę z szafy, ale nawet miałam ją na sobie podczas zeszłotygodniowych zakupów. W minioną sobotę zamówiliśmy też kawę na wynos i wypiliśmy ją otuleni ciepłem wiosennego słoneczka. A w tygodniu dwa razy poszłam do pracy bez kurtki. Tymbardziej więc boli to co pokazuje dziś termometr, jak bardzo ruszają się gałęzie od zimnego wiatru i jak bardzo nieprzyjemny potrafi być spacer z psem kiedy zapomni się rękawiczek. Jak żyć kiedy wiosna dała nadzieję, już była tutaj jedną nogą ale się rozmyśliła. Przebiśniegi i krokusy przed moim blokiem po raz już chyba piąty przeszły w stan hibernacji. Biedne dały nabrać się na te wiosenne obietnice, podobnie zresztą jak ja. Nie poddaję się jednak i kuszę tą cholerę słonecznym śniadaniem. Żółciutkim, słodkim ananasem o zapachu kokosa. 


14.3.18

Domowe bounty fit

14 marca to w zasadzie połowa mojego słodyczowego wyzwania. Tak naprawdę jego główną ideą nie jest wytrzymać miesiąca bez kupowania wszystkiego co czekoladowe. Traktuję ten miesiąc jak terapię. Kiedy skończy się marzec i teoretycznie będę mogła wykupić wszystkie czekolady ze sklepu nie chcę tego robić. Chcę na nie spojrzeć i powiedzieć, że nie mam na nie ochoty i że ich nie potrzebuję. Nie potrzebuję wrócić do domu i zjeść pół tabliczki czekolady, nie potrzebuję na samotny wieczór kupić sobie paczki rodzynek w czekoladzie czy ciepłych lodów, a w zasadzie jednego i drugiego. Nie poprawia mi to nastroju, nie rozwiązuje problemów, nie wnosi nic pozytywnego. Równocześnie jednak lubię słodki smak, ale ze słodkością, którą sama sobie odmierzam, która nie szkodzi i która nie uzależnia na powrót. Bo tu się cały czas o to uzależnienie rozchodzi.

Kiedy brakuje Wam słodkiego smaku najlepszą alternatywą są domowe łakocie. A domowa, odchudzona wersja bounty to prawdziwy sztos! Od sklepowej wersji w zasadzie się nie różni, jedynie tym, że ta na sklepowych półkach ma zdecydowanie więcej cukru i tłuszczu. W tej wersji wykorzystane jest tylko to co w tym batonie najlepsze, bez zbędnych dosładzaczy i upiększaczy!

9.3.18

Omlet z odżywką białkową

Ciągle słyszane slogany - dla chcącego nic trudnego okazały się prawdą! Nie doszłam jeszcze do perfekcji, bo gdyby tak było miałabym czas na pracę, zajmowanie się domem, spędzanie czasu z mężem i jeszcze poczytanie książki każdego dnia; ale małymi kroczkami. 
Dotychczas żyłam w przeświadczeniu, że popołudniowe zmiany w pracy to zmarnowanie dnia. Ich jedyny plus to możliwość dłuższego spania i poleniuchowania w łózku przewijając palcem newsy na facebooku czy zdjęcia na instagramie. Od tego poniedziałku postanowiłam to zmienić. 
Wstaję wcześniej, budzik nastawiam na 7, ewentualnie jedna drzemka 20 minut, nie więcej. Do wyjścia z domu mam więc 3, 5 godziny. Nagle okazało się, że to kupa czasu, podczas których mogę zrobić sobie dobre śniadanie, upiec szybkie ciasteczka, odkurzyć, umyć podłogi, pozmywać z poprzedniego dnia, wyjść z psem, wyprostować włosy, pomalować się, dodać coś na Instagram a i tak zostaje mi chwilka na poleniuchowanie. Może to nadchodzi wiosna, że więcej życia we mnie, może to efekt odstawienia słodyczy a może fakt trzydziestych urodzin w tym roku ? Co by to nie było, niech trwa jak najdłużej. 

Jedno z tych pysznych śniadań, które sobie serwuję w popołudniowe zmiany. Marzył mi się omlet z roztopioną czekoladą, ale mierząc cele na zamiary stwierdziłąm, że za dużo z tym roboty, za dużo garów do mycia więc sobie ją starłam na jeszcze ciepły omlet i troszkę się roztopiła :) 

Top Blogi
TOP