Najnowsze wpisy

25.8.16

Hiszpańska tortilla

Stałam się właścicielką nowej patelni. W przygotowaniu jest jej recenzja, ale żeby była dobra muszę przygotować kilka potraw. Zaczęłam od hiszpańskiej tortilli. Dawno nie jadłam czegoś tak dobrego i prostego zarazem. Doprawdy nie wiem jak to możliwe, że nigdy wcześniej jej nie robiłam, bo ochotę na nią miałam za każdym razem kiedy gdzieś zobaczyłam zdjęcie. Kolejny przykład pysznej prostoty. Z racji tego, że moja patelnia ma odczepianą rączkę, tortillę zapiekałam w piekarniku, ale jeżeli nie macie takiej patelni to nic nie szkodzi. Tortillę można też przygotować na normalnej patelni, na palniku. Kwestia dodatków zależy od wyobraźni, ewentualnie od zawartości lodówki. My do podstawy, którą tworzą jajka i ziemniaki dodaliśmy w zasadzie tylko cebulę i szynkę. Kompozycja smakowa wyszła rewelacyjna, uwielbiam takie smaki. 


21.8.16

Drink hugo

W ciągu roku mamy dwa okresy obfitujące w świętowanie. Pierwszy to przełom października-listopada. Końcem października obchodzimy rocznicę poznania się (w tym roku to już 7 lat), a 2 tygodnie później świętujemy urodziny męża. Drugim takim gorącym okresem jest sierpień. Najpierw moje urodziny, a za 2 tygodnie rocznica ślubu. W sumie ciekawie się to rozłożyło, z punktu widzenia astralnego, karcianego, magicznego to zapewne ma jakieś ciekawe znaczenie. Liczby i daty chyba w ogóle dużo znaczą...Ok, od moich urodzin mijają właśnie 2 tygodnie a to znaczy, że na dniach, a właściwie jutro obchodzimy pierwszą rocznicę ślubu. Dopiero co załatwialiśmy wszystkie świstki i papierki, wybierałam suknię i dodatki, planowaliśmy listę gości i nie dość, że ten dzień tak szybko minął, to minęło też kolejnych 365 dni. I mimo tego, że dla mnie ważniejszą datą jest data naszego spotkania - bo przecież bez tego z pewnością nie byłoby TEGO ślubu - to jest to dobry powód do świętowania. Bo każdy pretekst jest dobry, żeby powspominać miłe chwile, żeby pooglądać piękne zdjęcia i filmy video popijając dobrego drinka. 



20.8.16

Placki śniadaniowe z malinami

Ostatnimi czasy jestem tak umęczona, że bez popołudniowej drzemki nie funkcjonuję. Zastanawiam się co jest tego przyczyną, czy wzmożona ilość cukru jaką ostatnio sobie dostarczam - tak, nadal od urlopu nie umiemy wziąć się w garść i tak, wiem, że 7 sierpnia zapowiadałam powrót do diety i ćwiczeń, ale okazało się, że moja silna wola jest słabsza niż przypuszczałam i ciężko nam się porozumieć - albo jestem już tak zmęczona wstawaniem niemal od roku o 4.30, gdzie ewidentnie jestem typem sowy a nie rannego ptaszka, czy różnica temperatur - w pracy +5, na zewnątrz +24, a może jeszcze coś zupełnie innego. W każdym razie przez te drzemki kuleje wszystko inne. Systematyczność dodawania postów na bloga, a nawet zdjęć na facebooka i instagram poleciała na łeb, na szyję. Nauka języka kończy się tylko na codziennym wmawianiu sobie, że dzisiaj to już muszę, że dzisiaj to już na pewno do tego usiądę. No i siadam, a nawet się kładę ale powieki są tak cieżkie, że odpływam. Jak niesamowicie wtedy uciekają dni i tygodnie, mam ogromne poczucie zmarnowanego czasu. A gdyby tego było mało, że roztrwaniam czas na drzemki to resztę z tego wolnego czasu spędzam na oglądaniu youtuba, te "tutoriale" o malowaniu są czasami takie dłuuugie. Ale przynajmniej będę pięknie pomalowaną, drzemkowo-śpiącą królewną. 

W weekend już jestem bardziej zregenerowana i jestem w stanie ogarnąć lepsze śniadanie niż jogurt z musli plus kawa. Placuszki z malinami to super propozycja zarówno na ciepło jak i zimno (kilka sztuk wzięliśmy na drugie śniadanie do pracy). Maliny do ciasta wrzuciłam całe, ale przy mieszaniu rozpadły się na kawałeczki, co nawet lepiej wpłynęło zarówno na smak, wygląd i konsystencję placków. Jakby ktoś był uczulony na jajka, albo ich unikał to w przepisie zastępuje je zblendowany banan, istostne żeby był zblendowany a nie rozgnieciony widelcem. Mleko krowie i jogurt również można zastąpić produktami bez laktozy, pochodzenia roślinnego i jest przepis na wege śniadanie!



13.8.16

zdrowe ciasto z porzeczkami

Od kilku godzin siedzę nad tą niby kartką i chcę coś napisać. Mam dobry przepis, mam zdjęcia, ale ni cholery nie wiem jak to powiązać z tekstem. Z każdej strony coś mnie rozprasza, to film lecący gdzieś w tle, w którym co jakiś czas zaciekawiają mnie dialogi, to mąż, który właśnie teraz ma najwięcej do powiedzenia a w końcu pies, który nie może znaleźć swojego miejsca. I tak sobie myślę, że gdybym była wolnym strzelcem, samotnikiem, singielką czy kimkolwiek żyjącym w pojedynkę to z pewnością płodziłabym piękne, długie i mądre blogowe teksty. A jestem żoną, psią matką, pracującą, leniwą, potrzebującą popołudniowej drzemki kobietą, która jest w stanie coś napisać tylko wtedy kiedy cały dom już śpi albo kiedy reszta domowników szuka rozrywki poza domem.  Ze względu na moje rozproszenie i gwałtownie zmieniający się nastrój, przejdźmy do przepisu...

Szczerze mówiąc tak dawno nie jadłam porzeczek, że zapomniałam jakie one potrafią być kwaśne. Cukru użyłam jedynie w cieście, nie posypywałam nim owoców i całość była bardziej kwaśne niż gdybym użyła kilograma cytryn. Pierwszy gryz jest szokiem, ale kolejne pozwalają się przyzwyczaić. W sumie taka mocno kwaskowa opcja jest dobra na upalne dni, których w sumie chyba każdemu z nas brakuje. Druga wskazówka dotyczy rodzaju użytej mąki. Składniki na ciasto są mocno zbliżone do tych z przepisu na owsiane z pianką i truskawkami ale makę pszenną pełnoziarnistą zastąpiłam mąką orkiszową i ciasto od razu jest bardziej miękkie i kruche. Dlatego mąka orkiszowa jest moim numerem jeden.


10.8.16

Owsiana tarta ze szpinakiem i serami

Nowe przepisy zwykle powstają przy okazji weekendu, a w okolicach czwartku-piątku zastanawiam się czego jeszcze na blogu nie było. Czegoś co wymaga większej uwagi i ciut więcej pracy a w tygodniu nie chce mi się temu poświęcać. Od dłuższego już czasu w tych rozmyślaniach nad przepisami pojawiała się tarta i koniecznie tarta na słono. Nie żeby tych słodkich było dużo, w zasadzie są chyba tylko dwie. Ale to i tak całe dwie więcej niż wersji wytrawnej. W końcu nadszedł ten dzień, w lodówce było wszystko co potrzebne. Największym wyzwaniem było zrobienie spodu, żeby byl możliwie jak najbardziej zbliżony do spodów 100% mącznych. Strzałem w dziesiątkę było dodanie do ciasta 1 łyżki gęstego jogurtu naturalnego, związał wszystko i nadał odpowiednią formę. Farszem zajął się mąż, a więc to nie mogło się nie udać. Przy okazji zbliżyliśmy więzy, kurczę jak my dawno razem nie gotowaliśmy. Bo tak, że on gotuje ja zmywam to i owszem. Mimo, że ja jestem autorem tego bloga, notabene kulinarnego mogłoby się wydawać, że to ja gotuje obiadki. Nic bardziej mylnego, ja jestem tylko od zmywania i...od deserów. Ewentualnie coś zamieszam, obiorę, podam przyprawy. Uzupełniamy się idealnie i dlatego stworzyliśmy tartę perfekcyjną. Już po pierwszym kęsie wiedziałam, że to ideał. Pozwoliliśmy sobie na podbicie nieco kaloryczności i użyliśmy kilku rodzajów serów, szpinak dla balansu, żeby wyglądało lekko i zdrowo. A tak zupełnie poważnie, rezultat przeszedł moje oczekiwania, do tego stopnia, że powtarzaliśmy ją już wielokrotnie. 



8.8.16

Orzechowo-czekoladowy tort bezglutenowy

Wczoraj miałam urodziny. Mimo, że moja teściowa uważa, że mam 30 lat, zupełnie nie wiem dlaczego to urodziny obchodziłam 28. Czy w związku z tym mam jakieś refleksje ? Żadnych większych. Niedawno zaczęłam swoje życie na nowo, bo uważam, że decyzja o wyjeździe na obczyznę zawsze otwiera zupełnie nowy rozdział w życiu każdego kto się na to zdecyduje. Mam męża, nie mam dzieci ale nie czuję się z tym źle. Nie wydaje mi się, żebym odstawała od tłumu. Jeszcze mam trochę czasu, żeby zostać mamą przed trzydziestką. I tego bym chciała i w sumie to nawet może być jedno z życzeń urodzinowych ode mnie dla siebie. 

Za to dla Was mam pyszny tort orzechowo-czekoladowy, bez mąki. Zapach podczas pieczenia jest obłędny, a najgorsze że po upieczeniu trzeba wystudzić żeby polewę można było wylać. Dla bardzo zniecierpliwionych lepszą opcją może okazać się po prostu cukier puder u góry, albo tylko owoce bo tak też smakuje rewelacyjne. Tort jest bardzo, ale to bardzo czekoladowy, więc dla przełamania słodyczy polecam jakieś kwaśne, orzeźwiające owoce. Przepis znalazłam w książce Moje wypieki i desery, zmniejszyłam jedynie ilość i gatunek cukru. W oryginale cukru jest 150-180 g i nie jest to cukier brązowy a drobny biały cukier. Polewy zaś zrobiłam połowę - w oryginale 100 g czekolady na 40 g masła. 


7.8.16

Odchudzone ciasto kubeczkowe

To był bardzo ciężki ale i bardzo szybki tydzień. Mój mąż został bohaterem domu skręcając w ekspresowym tempie ikeowskie meble, a ja z psem nadzorowaliśmy jego poczynania. Pamiętajcie jednak, że nadzór to też praca, podobnie jak testowanie nowego sprzętu. Dlatego w nagrodę za ciężką pracę poluźniliśmy troszkę pasa... no dobra nie troszkę, a bardzo. Wlaściwie to obdarowaliśmy się tą nagrodą zanim jeszcze kupiliśmy meble a nawet zanim jeszcze mieliśmy w planach ich zakup. Tak po prawdzie to od ostatniego powrotu z Polski żywimy się raczej kiepsko, a do tego w jednym ze sklepów znów była promocja na "ritter sport'y" przy których moja silna wola dziecinnieje. Przy tak dużej liczbie słodkich i słonych przekąsek udało nam się chociaż utrzymać odpowiednią jakość pozostałych, głównych posiłków - ostatnie zdanie brzmi jak usprawiedliwienie i rozgrzeszenie w jednym, więc zapowiadam tylko kolejny, kilkutysięczny już pewnie powrót do diety i ćwiczeń.

Słyszeliście może o kubeczkowym cieście jogurtowym. Używa się do niego małego jogurtu, a później tym kubeczkiem odmierza miarę pozostałych składników - mąki, cukru, oleju. Zrobiłam to ciasto, ale standardowo już zmniejszyłam ilość mąki, dodając płatki owsiane i tarte orzechy. Zamiast oleju użyłam masła klarowanego i ograniczyłam ilość cukru. Ciasto wyszło rewelacyjne, zdecydowanie warto spróbować.


31.7.16

Fit batony z kaszy jaglanej

Nie ma nic gorszego niż przerwany weekend. Czekam i czekam na dwa dni kiedy pośpię minimum do 10, zjem najbardziej leniwe śniadanie i wypiję jeszcze bardziej leniwą kawę a później będę się snuła w pidżamie gdzieś do południa. Ewentualnie z tych nudów już gdzieś wyjdziemy, na dłuższy spacer z psem, przynajmniej jest pretekst żeby się przebrać i pomalować. Tym razem w sobotę zaplanowany był wyjazd do Ikei, a żeby uniknąć korków i tłumów trzeba się tam dostać zaraz po otwarciu, to znaczy, że przed 9 padły te okropne słowa "wstań już" (czy jakoś tak, w sumie nie do końca przyswajam co do mnie mówi kiedy mnie budzi). Kawy nie wypiłam, żeby nie biegać co chwila do toalety, a na śniadanie zjadłam banana i dojadłam jakieś resztki z wczoraj. Mało weekendowy początek dnia. Później przyszła wiadomość, która zepsuła mi szansę na niedzielny slow poranek - o 6 rano trzeba się stawić w pracy. O matulu! W związku z tym pojawiają się dwie złe wiadomości - w niedzielę się nie wyśpię a mój tydzień roboczy będzie trwał aż 6 dni. Może już powinnam zacząć zastanawiać się nad nagrodą, jaką sobie zaserwuję w kolejny weekend - za trud, poświęcenie i niewyspanie, zwłaszcza, że niewyspanie. 

Skoro już jesteśmy przy temacie pracy, a jutro Wy najprawdopodobniej macie wolną niedzielę możecie wykorzystać ją na przygotowanie batoników jaglanych. Super pomysł na poniedziałkową przekąskę w pracy, a dla urlopowiczów przekąska na plażę, albo wycieczkę w góry. 

30.7.16

Gruszkowe martini z wódką

Jest lato, są wakacje, jest więcej okazji do świętowania. To znaczy teoretycznie, bo na przykład ja lato mam kiepskie, wakacje już minęły, a w zasadzie to nie były wakacje a załatwianie masy spraw w Polsce, no i imprez też za wiele nie mam. Chyba, że z mężem otworzymy wino do wieczornego filmu, a to i tak tylko w weekend, bo w tygodniu to oczy się same zamykają zanim jeszcze zdążymy powiedzieć sobie "dobranoc". W każdym razie dla Was mam pomysł na dobrego drinka. Nie trzeba dolewać do niego żadnego soku, czy słodkiej coli, ani krzywić się przy jego piciu ze względu na moc procentów. Chociaż wódka z martini może brzmieć nieco zabójczo, przy dobrych proporcjach jest bardzo na tak. Gruszka dodaje ciekawej nutki, a jej wyczuwalność zależna jest od tego na jak długo zostawicie alkhol w karafce/słoju. Moim zdaniem najlepiej smakuje po dwóch tygodniach, lekko schłodzone. 



27.7.16

Jogurtowy sernik truskawkowy na zimno

Czas truskawek powoli dobiega końca. Ja w tym roku nie zjadłam takich, które zachwycałyby swoją słodkością same w sobie, dlatego najczęśniej używałam ich do ciast, koktajli czy jako dodatek do naleśników. A tak swoją drogą to już drugie lato, w którym truskawki zatraciły gdzieś swoją słodycz. Tak długo na nie czekamy, śnimy o nich po nocach, o słodziutkich, czerwoniutkich truskaweczkach pod bitą śmietaną (na diecie bez śmietany, albo tylko troszeczkę kiedy organizm nie przyjmuje sprzeciwu) a kiedy już są to jedzenie ich solo nie daje wcale takich emocji na jakie się szykowaliśmy. Na całe szczęście truskawki idealnie dają się wykorzystywać w deserach. Zarówno pieczonych ciastach, ciasteczkach, jak i innych. Jednym z takich właśnie deserów jest sernik na zimno - ulubiony deser mojego męża. A że mojego męża kocham bardzo to i takie przyjemności lubię mu sprawiać (i tak odwdzięczyć się za jego zgadzanie się niemal na każdą moją zachciankę nie zdołam i dziesięcioma sernikami). 
Z tymi sernikami jest zawsze jeden podstawowy problem - żelatyna, ale nie przejmujcie się, wyliczyłam wszystko za Was! podaję Wam na gramy, nie na łyżeczki czy opakowania bo po pierwsze ostatnio stwierdziłam, że opakowania w Niemczech mogą różnić się gramaturą od tych w Polsce (i prawdopodobnie tak właśnie jest), po drugie łyżeczki też mają różną głębokość. Wolę unikać niedomówień, im ich mniej tym większe szanse, że Wasze serniczki pięknie stężeją. 
Do serników pieczonych w Niemczech używam quarków. Powiedzmy, że ich polskim odpowiednikiem są sery w wiaderku, ale te naprawdę zwarte i ciężkie. Do sernika na zimno użyłam gęstego jogurtu naturalnego (przy okazji ostatnich odwiedzin w domu zaopatrzyłam się w polską markę). 
Tak niewiele trzeba do szczęścia. Mam nadzieję, że zdjęcia sernika przekonają Was do zrobienia go u siebie. Truskawki zawsze można zamienić na inne, sezonowe owoce.

Top Blogi
TOP