Po świątecznym poluzowaniu pasa nagle wszyscy szturmem wracają do diety. Jedni bardziej drastycznie, już od dzisiaj, mimo, że lodówka jeszcze wypełniona świątecznymi pysznościami, inni dopiero po zjedzeniu tych zapasów (osobiście wybieram zawsze opcję numer dwa. Przedłużam sobie w ten sposób przyjemności, a po drugie nie marnuję jedzenia). Tym razem jednak nie mam żadnych świątecznych zapasów, szczerze mówiąc podeszliśmy do świąt tak, że jedyną kuchenną ich oznaką był żurek i sernik, ale sernik zaczęliśmy jeść już w piątek, więc chyba nie mogę nazwać go świątecznym. Ale ja nagrzeszyłam przed świętami, bo opętały mnie jakieś czekoladowe moce, które kazały mi te czekolady najpierw kupować a później zjadać i to całe!! Najgorsze w tej historii jest to, że za niecałe już dwa tygodnie jadę na wakacje, więc mam ostatni dzwonek, a w zasadzie już prawdziwy deadline na lekką poprawę swojej sylwetki. Nie wiem czy cuda się zdarzają, ale zaryzykować nie zaszkodzi.
A wszystkim którzy czują się po świętach jak małe kuleczki, polecam na pierwsze i drugie śniadanie jaglany koktajl. Bo nie wiem czy wiecie, ale kasza jaglana ma właściwości oczyszczające i odtruwjące organizm z toksyn. Po konkretnym ucztowaniu będzie dobrym wstępem do powrotu do lżejszej diety.










