Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naleśniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą naleśniki. Pokaż wszystkie posty

26.6.20

Naleśniki bananowe

W te gorące dni mam problem z jedzeniem. Z jednej strony powinnam dostarczać dziecku witamin i minerałów z dobrze zbilansowanych produktów, a z drugiej nie mam apetytu. To znaczy ten apetyt to bardziej zawiła kwestia, bo jestem głodna i ciągle bym coś jadła ale to musi być zimne i mieć dużo wody. Więc wybieram owoce, których jem nieco za dużo. Wiadomo, że cukier z owoców lepszy niż z batonika, ale mimo wszystko to cukier. Unikam jednak bananów i winogron, tego drugiego nie zjadłam ani razu od połowy kwietnia a banana może dwa razy, trzeci raz jest dzisiaj w tych naleśnikach. Jak one bosko pachną a i smakują banankiem, naprawdę wow!

23.4.20

Naleśniki z kaszy gryczanej

Przed świętami wielkanocnymi zadzwonił do mnie lekarz, że pierwszy test na cukier wyszedł trochę słabo, tzn że mam podwyższony cukier i lepiej, żebym go odstawiła a przy kolejnej wizycie będziemy powtarzać test tym razem z obciążeniem glukozy 75 g (w Polsce to wygląda trochę inaczej, więc nie sugerujcie się). No świat mi się zawalił, to znaczy na początku to się wystraszyłam wizją diabetologa, ścisłej diety i ewentualnych powikłań dla maluszka. Dojadłam w ten dzień jeszcze czekoladowe płatki z mlekiem na kolację - bez komentarza - żeby nowy dzień zacząć z czystą kartą. Pierwsze trzy dni to była masakra, jak odwyk - ciągle byłam głodna i ciągle myślałam o czekoladzie. Oszukiwałam się kolejnymi kubkami herbaty i próbowałam zająć czymś myśli. Po tych mniej więcej trzech dniach się uspokoiło i wtedy zrozumiałam, że dostarczałam sobie dziennie ogromne ilości cukru. Na dzień dobry naleśniki z dżemem albo jogurtem i owocami, na podwieczorek wspomniane już płatki z mlekiem a do tego w międzyczasie tu kosteczka czekolady, tam kilka łyżek lodów, ciasteczko do kawy - żeby tylko jedno i koniecznie codziennie banan , jak nie  w placuszkach na śniadanie to później z jogurtem na drugie śniadanie. Święta więc przeszły bez czekoladowych jajek i zajączków, z cukrem nie ma żartów, a w ciąży szczególnie. Bo jak to wszyscy lubią ciągle powtarzać, w różnych konfiguracjach i kontekstach "musisz myśleć nie tylko o sobie"
Teraz moją jedyną słodkością są owoce na drugie śniadanie, trochę mascarpone od czasu do czasu i bita śmietana do kawy - tłuste w cholerę, ale cukru ma tylko 7/100 g ;) 

I wszystko jest fajnie i super, jestem na tym etapie, że bez słodyczy da się żyć, ale zaczęło mi trochę brakować pomysłów śniadaniowych - bo poza krótkim epizodem na początku ciąży kiedy nie byłam nawet w stanie patrzyć na coś słodkiego to uwielbiam te wszystkie placuszki i naleśniki, smarowanie ich kremami i dorzucanie owoców. Wygrzebałam gdzieś w Internecie przepis na nalesniki z kaszy gryczanej - kasza, woda, blender i gotowe. I ten bezcukrowy czas to idealny moment na testowanie takich wynalazków. Od razu trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że nie są to naleśniki pszenne czy orkiszowe i to nie będzie ten smak. Ale te naleśniki to namiastka "lususu" dla tych, którzy z różnych względów muszą unikać mąki, jajek czy nabiału. Zadziwiające jest to, że sama kasza wymieszana z wodą daje się wykorzystać w ten sposób. 

UWAGI: Masę dobrze jest lekko posolić lub dosłodzić np erytrolem,bo bez tego naleśniki po upieczeniu są bez smaku. 

26.2.20

Omletowa tortilla

Pomarudziłam w poniedziałek, że deszczowo i we wtorek obudziło mnie słońce. Co prawda wiało i to przeokropnie, ale deszczu nie było. Wygląda więc na to, że pomarudzić czasami nie zaszkodzi, a wręcz coś dobrego może z tego wyniknąć. Pomijając już aspekt ulgi jaką człowiek narzekający odczuwa. Bo przecież współczesna nauka mówi, że negatywne emocje trzeba z siebie wyrzucać, ale równocześnie obecni ludzie świata Internetu, czyli znawcy wszystkiego; takich co to tymi emocjami się dzielą nazywają słabeuszami albo pesymistami. Cieżko jest żyć we współczesnym świecie, gdzie każdy ma w stosunku do Ciebie jakieś wymagania i to nierzadko te wymagania ni cholery się ze sobą nie pokrywają. Dostosowywać się do ich życzeń byłoby głupotą, najlepiej więc pozostać sobą. Ale bardzo ciężko jest w tym wirtualnym świecie pozostać sobą bo i tak jeden z drugim udzieli Ci życiowych rad i wskazówek, o które wogóle nie prosiłeś i oceni Cię na podstawie kilku zdjęć czy zdań, nie znając Cię przy tym w ogóle. 


Mam takie spostrzeżenie, że w danej chwili wydaje nam się że żyjemy w idealnych czasach, mamy media społecznościowe, jest fajnie. Bo jest szybki kontakt, można poznać wielu twórców, podejrzeć życie innych, ale za pięć czy dziesięć lat zaczniemy wszyscy chodzić na terapie leczyć się ze skutków tego idealnego, jak się nam wtedy wydawało życia. 
Kilkanaście lat temu też wydawało mi się, że post-millenialsi mają lepsze życie, bo od razu mają powszechny dostęp do Internetu, a tablety dostają już na drugie urodziny. Kilka lat temu okazało się, że te niby dobra prowadzą do poważnych problemów psychicznych nastolatków, bo presja zdobywania lajków, bo życie przeniosło się do sieci, bo inni mają lepiej i więcej, a jak grupka znęca się nad jednostką, to wie o tym duuużo szersze grono w Internecie, a co najgorsze - to co raz dodane, z Internetu nie znika. Poza tym do czego dobrego może doprowadzić dorastanie z telefonem (internetem) w ręku. Podłączenie do sieci powinno odbywać się po przekroczeniu przez dziecko 16 lat i być odpowiednio dawkowane. Wiecie, tak jak alkohol - "dzieciom i młodzieży do lat 18 alkoholu nie sprzedajemy". 

A teraz chodźmy coś zjeść, bo przy jedzeniu lepiej się myśli i analizuje. Tego omleta można zrobić na dwa sposoby. Można go zawinąć jak tortillę i zabrać ze sobą na drugie śniadanie, a można też złożyć jak naleśnika i zjeść w domu. Ja jadłam dzisiaj w tej drugiej opcji. 

30.6.19

Naleśniki owsiane

Mój dzisiejszy dzień zaczął się już o 5.30 od delikatnych dźwięków budzika. Jak ja dawno nie wstawalam o tak nieludzkiej porze, zwlaszcza w niedzielę. Ale praca mnie potrzebuję, więc wstałam i idę. Nie zdążyłam dobrze odpocząć po minionym naprawdę mega ciężkim tygodniu a już rozpoczynam kolejny i to sześciodniowy. Bez żadnego wakacyjnego urlopu na horyzoncie i w te ogromne upały praca to spore wyzwanie. Zwłaszcza taka jak moja - nie dość, że fizyczna to jeszcze w temperaturze do 5*. Nie chcecie sobie wyobrażać jaki szok termiczny przeżywa moje ciało kiedy w ciągu kilku sekund zderza się z różnicą prawie 30 stopni Celcjusza i jak wygląda kolejnych kilka godzin zanim dojdę do siebie. Uprzedzam więc, że w okresie letnim może pojawiać się mniej wpisów, bo moje ciało na dłuższą metę może nie ogarnąć tego bajzlu i z niektórych dodatkowych obowiązków będę zmuszona rezygnować. Ale póki co mam coś dla Was - porcja śniadaniowa dla jednej osoby - trzy sztuki pysznych, owsianych naleśników. Elastyczne, dobrze współpracują- można rolować, robić trójkąty, koperty czy co kto lubi 🙂

25.4.19

Naleśniki kukurydziane, bezglutenowe 

Święta są fajne. Można dużo zjeść bez wyrzutów, rozciągnąć znów ten żołądek, który starałam się od dwóch miesięcy skurczyć, przyzwyczaić się znów do słodkiego smaku i wyrobić sobie ponownie nawyk ciągłego mielenia czegoś w buzi. Jakie to przyjemne kiedy można obarczyć winą cokolwiek za świadome popełnianie jednego z siedmiu grzechów głównych. Ale zanim te przyjemności to się człowiek umęczy strasznie. W pracy istny młyn - branża spożywcza, niezależnie od tego na jakim jej szczeblu się jest, to przed każdymi świętami, każdym dniem wolnym od pracy - istna masakra. Strach pomyśleć co by się działo gdyby ogłosili alarm wojenny i ludzie zechcieli by poczynić zapasy żywności na jakiś miesiąc. No więc przed świętami w pracy standardowo: większa presja, szybsze tempo, nawał pracy i obowiązkowo nadgodziny. A później jest powrót do domu i tutaj są dwa scenariusze. Albo po przekroczeniu progu mieszkania taka niewidzialna igiełka przebija balon, który nadmuchiwał się cały dzień i w końcu uchodzi z nas powietrze (i przy okazji też życie). Jedyne na co nas stać to kawka, serialik, przekąseczki (zmęczony człowiek lubi takie zdrobnienia, prawda?). Byle do wieczora, byle by można przenieść się z pozycji półleżącej na kanapie do pozycji leżącej w łóżku. Albo opcja numer dwa: tempo po przekroczeniu progu mieszkania nie maleje. Robimy obiad, drugą ręką pieczemy ciasto i w międzyczasie jeszcze sprzątamy. A i zapomniałam, są jeszcze zakupy, bieganie, basen, spacer z psem, kolacja, poprzytulać się i spać. Bo od rana najwyższy bieg. I niezależnie od tego który scenariusz się wybiera to i tak każdy tymi świętami jest zmęczony. To chociaż sobie poje zacnie w nagrodę za trudy i pot z czoła. Co nam innego pozostaje jak nie kawałek serniczka czy babki 😉 ale dziś dla odmiany, chociaż ja serniczka mogłabym codziennie - naleśniki kukurydziane. U nas były w wersji wytrawnej, chociaż na słodko też już wypróbowaliśmy i dają radę (ale w słodkiej wersji najlepiej dodać do ciasta trochę cukru). 

8.2.19

Pieczony naleśnik bezglutenowy

Na diecie bezglutenowej nie jest tak źle, o ile samemu się piecze i gotuje. Do smaku nowych mąk można się przyzwyczaić i szczerze mówiąc dla mnie nie ma już różnicy w smaku. Dziwne wydaje mi się, że ktoś wyczuwa w naleśniku czy cieście mąkę gryczaną, owsianą czy jakąkolwiek inną. Dla mnie to codzienność więc i normalny, codzienny smak. Są jednak takie smakołyki, które z pszenną mąką są po prostu łatwiejsze do wykonania, nie wspominając już o zwykłej pszennej bułce z masłem, która smakuje jak złoto. Podobnie rzecz ma się z chałką (Na bezglutenową wersję mam kilka przepisów, ale jakoś nie mogę się do niej zebrać), śniadaniowymi plackami czy pieczonym naleśnikiem. Ten ostatni w wersji z glutenem wygląda spektakularnie, pięknie wyrośnięty placek, który później opada robiąc miejsce na cukier puder i owoce. Odwzorowałam to w wersji bezglutenowej, chociaż bez tego spektakularnego wklęśnięcia. Jednak to co wyszło zasługuje na to, żeby ujrzeć światło dziennie, zatem voilà - podano śniadanie. 


31.12.18

Gryczane krokiety z mięsnym farszem:

Z rosołu z wczoraj można zrobić pomidorową i zresztą taka pomidorowa jest najlepsza, a mięso można użyć do farszu na krokiety. Nieskromnie powiem, to jest najlepszy farsz z jakim miałam do czynienia, ale nie od dziś wiem, że mój mąż potrafi czarować w kuchni i z niczego zrobić coś najpyszniejszego. Ledwo się powstrzymałam, żeby nie wejść tego farszu solo, a co do samych krokietów to nasze trzecie podejście do wersji bezglutenowej, o ile z naleśnikami od początku nie mieliśmy problemu, o tyle schody zaczynały się przy panierce. W końcu ta wyszła idealna i wizualnie i smakowo. 
To co, po krokieciku na Sylwestrową imprezę?  

11.9.18

Gryczane gofry

Nie od dziś wiadomo, że czas strasznie zapierdziela. Chciałam go oszukać i też przyspieszyłam. Jakby mi było za mało zajęć to znalazłam sobie ich jeszcze trochę i upchałam w ten i tak już napięty harmonogram dnia. Myślałam, że dzięki temu ze wszystkim zdążę zanim nadejdzie mrok, zanim przywitam kolejny dzień, zanim skończy się tydzień i zanim pojadę na urlop. Czas okazał się sprytniejszy, bo ten skurczybyk też zwiększył tempo. Im więcej robię ja, tym szybciej mija on. Idę do pracy w poniedziałek, wracam w piątek. Nim zdąże się ucieszyć z kolejnego weekendu już mamy niedzielny wieczór. Godzina za godziną, dzień za dniem, miesiąc za miesiącem i już mamy końcówkę lata. Zaraz będą święta, Sylwester i kolejny rok. Kolejny pełny obrót, kolejne 360* tego koła, które już chyba nigdy nie zwolni, żeby chociaż zechciało utrzymywać stałe tempo, żeby mi tak życie nie migało przed oczami jak kolorowe obrazki z filmów.

Gryczane gofry

Składniki (2 serduszka, 1 porcja):
  • 50 g mąki gryczanej
  • 70 ml mleka
  • 1 jajko
  • 30 g serka homo naturalnego
  • 1 łyżeczka ksylitolu lub więcej według upodobań
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 0,5 łyżeczki cynamonu
Przygotowanie:
  1. Wszystkie składniki umieścić w misce i wymieszać trzepaczką do powstania jednolitej masy (ciasto będzie dość gęste).
  2. Chochelką nakładać na rozgrzane i natłuszczone płytki gofrownicy. Smażyć około 4-5 minut.

Wartość odżywcza dla 1 porcji, bez dodatków 213 g 
kalorie: 323
B: 17,74
T:  8,39
W: 46,62


14.8.18

Zielone, szpinakowe nalesniki

Po fali dziwnych, niespotykanych upałów nadeszła chwila na zaciągnięcie się bardziej rześkim powietrzem. Cieszymy się my i cieszy się nasz pies, a może nawet on bardziej. Afrykańskie upały dla naszych futrzanych przyjaciół to nic dobrego i przyjemnego. Jedyny przyjemny spacer to ten poranny kiedy jeszcze słońce nie rozgrzewa sierści, a nagrzany asfalt nie parzy łapek. Nie trzeba szukać cienia i wentylować się przez pół godziny po 15 minutach spędzonych na zewnątrz. Zresztą w mieszkaniu temperatura była mocno zbliżona do tego co działo się za oknem. Szukanie zimnego miejsca graniczyło z cudem, a jak się już znalazło (zimne płytki w łazience, chłodząca mata, czy podłoga w przedpokoju) to po leżeniu tam 5 minut znów robiło się ciepłe i trzeba było przemieszczać się dalej. Nie wiedziałam jak mu ulżyć w tej duchocie; otwierać okna i starać się robić chociaż minimalny przeciąg czy wręcz przeciwnie, okna zamykać, żeby gorące powietrze nie wpadało do środka. Patrząc ne to jak się męczy przeszła mi przez głowę myśl, żeby zawieźć go na wakacje do "dziadków". Może w Polsce było chłodniej, a jak nie chłodniej to rodzice nie mieszkają na poddaszu i mają balkon. My nie mamy, nie mamy nawet wiatraka, bo wszystko co daje ukojenie w taki ukrop ludzie zaczęli masowo wykupywać ze sklepów. W akcie desperacji zakleiliśmy okna kartonami i tak nasze mieszkanie wygląda jak żywcem wyjęte z jakiegoś filmu o wampirach. Boję się jednak tych kartonów ściągać, że 36* znów wróci, dlatego nadal chronimy się przed inwazją obcych, nalotem dzikich wampirów tudzież epidemią dżumy. Nie boję się za to włączyć piekarnik czy nawet palnik w kuchni bo wiem, że przy obecnych 26* nie rozpłynę się i nie zmienię w gorącą plamę na podłodze. To jak już ten palinik odpalamy, to robimy naleśniki - intensywnie zielone, piękne, zwracające uwagę. 

10.7.18

Naleśniki budyniowe

Naleśniki zawsze jadłam na obiad, kiedy usłyszałam, że ludzie jedzą je na śniadanie byłam poważnie zdziwiona. W końcu i ja wprowadziłam je do swojego śniadaniowego menu. Tym razem naleśniki budyniowe. Tyle się naoglądałam i naczytałam o bezcukrowych budyniach, aż w końcu na ostatnim urlopie w Polsce w Lewiatanie je ujrzałam. Kupiłam od razu 10 paczek; śmietankowych i czekoladowych. Zróbcie porcję dla siebie, a ja swoją zabieram do pracy. 


30.10.17

Naleśniki z mąki ciecierzycowej

Po dwóch tygodniach wstawania o godzinie 4.50, przy cofnięciu zegara na czas zimowy, wczoraj przy niedzieli i dziś przy wolnym dniu obudziłam się o 5.30. Dziękuje Stwórcy za to, że zostałam obdarowana umiejętnością szybkiego, ponownego zasypiania, mimo, że wstając o tej 5.30 zdążyłam porozmawiać z mężem, który wstawał do pracy, a nawet wstać na siku. Ponowne zbudzenie nastąpiło o 8 i to już jest zdecydowanie lepszy czas na rozpoczęcie dnia. Pogoda jest sprytna - zachęca do działania, nęci i kusi promieniami słońca, ale kiedy zechce się z nią mieć bliższy kontakt niż przez szybę pokazuje swoje prawdziwe, mroźne już oblicze. Dziś wychodzę tylko kiedy muszę, czyli na spacery z psiną. Potrzebowałabym też na zakupy, ale w portfelu gotówki brak, moja karta do bankomatu jeszcze nie aktywowana, a mężową zabrał mąż. Cóż tam, będziemy improwizować :) Najlepszą wiadomością nie jest to, że dzisiejszy dzień mam wolny, a to, że jutrzejszy również! Zamieszkując północ Niemiec dostąpiłam przywileju obchodzenia (czyli wykorzystywania dni wolnych od pracy) świąt ewangelickich, a jutro właśnie jedno z nich. Dwa dni lenistwa, nadrabiania zaległości na bloga a i dobry czas powrotu do ćwiczeń. Wszystko co najlepsze zaczynamy poniedziałkowymi naleśnikami z ciecierzycy! 



5.8.17

Naleśniki kokosowe, bezglutenowe

Niby kilka dni temu pisałam, że jako kura domowa mam wiele czasu, a i tak zdarza mi się mało zrobić. Dziś stwierdzam dodatkowo, że te kolejne dni strasznie powoli mijają, a do tego rozciągają się jak sprężyna. Prócz zapału blogowego, nie mam w sobie żadnego innego, o 16 kiedy obiad już ugotowany a męża nadal nie ma z pracy ucinam sobie drzemki. Bo w tej właśnie, jednej chwili nie ma nic przyjemniejszego niż chłodna pościel i lekki powiew wiatru. Zamykam oczy i przenoszę się w lepszy świat. Lepszy świat kończy się z chwilą pobudki i wtedy jest jeszcze gorzej. Po pierwsze mam maksymalny spadek cukru i dostaję świra póki nie zjem odpowiedniej porcji. Po drugie nie mogę później zasnąć w nocy i w końcu po trzecie, mam poczucie zmarnowanego czasu. Nie wiem jak walczyć z tą kuszącą mnie popołudniami pościelą. Może powinnam w końcu skupić się bardziej na nauce niemieckiego...
Jest jeszcze jedna rzecz, z ktorą ciężko mi walczyć i są to naleśniki. Nie ważne ile usmażę, tyle zjem. Przy samym smażeniu zjem conajmniej dwa. Tego pierwszego, który zawsze słabo wychodzi; wyrzucać nie będę, a też nikomu go nie podam. Później jeszcze jednego ze środkowej partii, żeby się przekonać, że spełniają warunki i na koniec swoją rację obiadową. Tym razem byłam jednak o dziwo rozsądniejsza i mimo, że naleśniki były na obiad to rozdysponowałam je tak, że jeszcze dwa zostały na śniadanie następnego dnia. 

23.3.17

Naleśniki w syropie pomarańczowym

I w końcu mamy wiosnę. Kolejną. W północnych Niemczech zima pożegnała się w jej stylu tzn wiatrem i deszczem, bo na szczęście na śnieg już nie było jej stać. Za to od 21 marca czyli kalendarzowej wiosny popołudniami mamy przepiękne słońce. Tak piękne, że wracając na rowerze z pracy, moje oczy łzawią okrutnie, nieprzyzwyczajone do tak jasnego światła. Do plecaka obok pompki, zdejmowanych świateł rowerowych, śniadania na wynos i zapięcia do rowera będę musiała wozić jeszcze przeciwsłoneczne okulary. A w przeciwsłonecznych okularach zawsze wygląda się ładnie. Tak więc to nic nie szkodzi, a tylko na urodę działa. A naleśnikom uroku dodaje pomarańczowy syrop. Ma co prawda trochę cukru, ale naleśniki puste w środku, więc słodycz zbalansowana. Mam nadzieję, że zdjęcia oddają ciut wiosennej radości. 
Naleśniki w syropie pomarańczowym

Składniki na naleśniki (4-6 sztuk):

  • 70 g mąki orkiszowej
  • 100 ml mleka
  • 50 ml wody
  • 1 jajko
  • pół łyżeczki brązowego cukru.
  • dowolny tłuszcz do smażenia
Na syrop pomarańczowy:
  • sok z dwóch małych pomarańczy
  • 1 łyżeczka masła
  • 2,5 łyżki brązowego cukru

Przygotowanie:
  1. Wszystkie składniki umieścić w misce i zmiksować lub dokładnie wymieszać. Jeżeli ciasto będzie zbyt gęste dodać więcej wody. Ciasto nakładać chochelką i wylewać na rozgrzaną i lekko natłuszczoną patelnię. Smażyć z obu stron.
  2. Patelnię przetrzeć. Wlać do niej wyciśnięty sok z pomarańczy, dodać masło i cukier; wymieszać. 
  3. Trzymać na ogniu do czasu aż sok się zagęści (od czasu do czasu zamieszać) i powstanie gęsty syrop. 
  4. Naleśniki złożyć w koperty i polać sosem (na zdjęciu naleśniki leżą w sosie na patelni). 

1.3.16

Naleśniki jaglane

Dzień wolny od pracy niemal w środku tygodnia to jak gratisowy mini weekend. Cudownie być o 9 rano wyspanym, być po porannym spacerze z psem, mieć zrobione pranie, zjedzone śniadanie, wymyślony obiad i muffinki w piekarniku. Do tego ogarnięte wszystkie maile, Brawo ja! Zachwycam się tym dlatego, że z reguły jestem wielkim śpiochem i jeszcze kilka miesięcy temu w dzień taki jak ten zwlekłabym się z łóżka conajmniej o 10. Wygląda na to, że ciężka praca fizyczna wyzwala mnie od lenistwa ? :) mąż będzie zadowolony jeszcze bardziej niż ja. 

Mimo wspomnianego dnia wolnego śniadanie dziś było standardowe - jogurt plus owoc. Przeszły mi przez myśl placuszki owsiane z gruszką, pojawił się też w pewnym momencie spory zapał do ich zrobienia, ale hmm...byłam zbyt głodna, żeby skomponować jakieś proporcje, a że mam zaplanowaną na dziś setkę innych rzeczy placuszki będą musiały poczekać do weekendu. Jednak mam dla Was inną, notabene weekendową propozycję śniadaniową, dla tych, którzy naleśniki smażą rano, lub obiadową, dla tych, którzy smażą je później. 

przy naleśnikach sugerowałam się tym przepisem: filozofiasmaku

Durszlak.pl
zBLOGowani.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Top Blogi
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
TOP