1.8.18

Ronic Led Zyle II - Recenzja

Przez ostatni długi, długi czas testowałam nowy sprzęt w mojej kuchni, a Wy mogliście podziwiać przepisy, które dzięki niemu powstawały. Teraz, wszystkim łącznie ze mną i firmą, która zdecydowała się oddać w moje ręce  ten magiczny sprzęt, jestem dłużna recenzję. I o ile użytkowanie sprzętu było miłe i przyjemne o tyle ta recenzja sprawia mi niemały kłopot. Dlaczego ? a no dlatego, że najchętniej użyłabym tylko słowa "wspaniały, jesteście na kupnie takiego blendera, bierzcie ten, który mam ja, gwarantuję satysfakcję". Z drugiej zaś strony co by to była za recenzja. Do kitu, po łebkach i w ogóle ehh, szkoda słów. 





Okej, zacznijmy od początku.
Proszę Państwa, koleżanki i koledzy przedstawiam Wam blender molekularny Led Zyle II marki Ronic (tutaj macie do niego link: KLIK ). Blender, o którym z pełną powagą i 100-procentowym przekonaniem mogę powiedzieć, że spełnił moje kulinarne marzenia i sprzęt, dzięki któremu moje potrawy nabrały koloru. Używając bardziej fachowego języka mamy tu do czynienia z silnikiem o mocy do 2,5K i do 30 tyś obrotów na minutę!  z laserowo szlifowanymi nożami japońskimi, które potrafią rozdrobnić surowe produkty do postaci nanocząsteczek (zwolennicy ruchu raw food - to coś dla Was!). Moc urządzenia 1800W, woltaż 220-240V, pojemność kielicha - 2L Kielich wykonany jest z tritanu, czyli materiału, który zapewnia odporność na pęknięcia, wysoką temperaturę i nie uwalnia szkodliwych toksyn. 

Co on potrafi 

Dla mnie, czyli dla osoby, która pierwszy raz miała do czynienia z takim kolosem jeśli chodzi o moc i prędkość bardzo pomocne były klawisze funkcyjne podpowiadające jak długo i z jaką mocą blendować dany produkt w zależności od oczekiwań. I tak mamy tutaj program do przerabiania świeżych warzyw i owoców, program do rozdrabniania suszonych owoców i namoczonych wcześniej ziaren, zrobienia smoothies i milkshake'ów z użyciem kostek lodu, zup-kremów, czy masła orzechowego (wszystkie tryby, łącznie z przykładowymi przepisami opisane są w dołączanej do blendera instrukcji obsługi).  
Co ja zrobiłam w tym blenderze ? Używałam go naprawdę często, nie tylko do przepisów, które pojawiały się na blogu, a które Wam zaraz podlinkuję, ale zaczęłam w nim też przygotowywać ciasto na naleśniki i omlety. Robiłam wszelkie koktajle, z kostkami lodu i bez kostek. Zblendowany szpinak czy borówki w końcu miały intensywny kolor dzięki tak dokładnemu rozdrobnieniu. 
Największym testem było zrobienie masła orzechowego (PRZEPIS). Jak już udało się masło to wiedziałam, że uda się wszystko inne.
JAGIELNIK - Zazdrościłam tych kremowych w konsystencji jagielników, bo mi nigdy kasza jaglana nie chciała taka wyjść. Przy okazji robienia jagielnika wyjadłam sporą cżęść tej budyniowej masy łyżką prosto z kielicha blendera. 

Krem z białych szparagów

wegaśkie lody truskawkowe

Kawowy jogurt pitny

pasta z buraka i słonecznika
  
Masa na pieczony falafel
  
masło z nerkowców w trakcie blendowania


czereśniowe smoothie

fit mrożona kawa z pianką




i wiele innych, które nie doczekały się zdjęć i publikacji jak słonecznikowa chałwa, ptasie mleczko jagodowe, szpinakowe naleśniki i babeczki (na szpinakowe mam przepis) czy koktajle zabierane do pracy. 


Jaka jest moja opinia i dlaczego taka dobra
Bez zbędnego podkolorowania - zakochałam się w tym blenderze. To taki sprzęt, którego zawsze brakowało w mojej kuchni, a jak już się w niej znalazł nadał nową formę moim potrawom. Do tej pory podziwiałam idealne serniki jagodowe o bardzo intensywnym kolorze i dziwiło mnie, że mi tak nigdy nie wychodzi przy ręcznym blenderze. Nie wychodziło bo borówki nie były tak dokładnie zblendowane. Podobnie jest ze szpinakiem (szpinakowymi przepisami jeszcze się będę chwalić).
Używam go naprawdę kilka razy dziennie, bo użytkowanie nie jest trudne a jego mycie to pestka.  Powracjąc do wątku spełnionych kulinarnych marzeń - dzięki niemu zrobiłam a później zjadłam super kremowy jagielnik, który sprawił, że odkryłam kaszę jaglaną na nowo. 
Czyli tak jak powtarzam od początku moja kuchnia przeżyła prawdziwą metamorfozę, o której od dłuższego czasu marzyłam. Jeżeli więc faktycznie chcecie zakupić taki sprzęt do swojej kuchni to z całego serca polecam przyjrzeć się temu modelowi. Cena nie jest mała, ale warto śledzić ofertę sklepu bo pojawiają się niemałe promocje. 

7 komentarzy:

  1. Anonimowy8/03/2018

    ooo tak opisany sprzęt, że ma się ochotę go od razu zamówić :D mnie to przekonuje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się! :)
      naprawdę mnie zachwycił więc cieszy mnie to podwójnie, że w tej recenzji to widać :D

      Usuń
  2. a czy trzeba wrzucać duże ilości produktów, żeby ostrza załapały i w ogóle cos zrobily?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, ostrza są dość nisko, poza tym są jakby dwupoziomowe, co widać na jednym ze zdjęć. Ja robię w nim np ciasto omletowe na jedną porcję i rozdrabnia idealnie.

      Usuń
  3. Wow, z takim sprzętem w kuchni gotowanie to pewnie sama przyjemność! To już wiem, co chcę dostać na urodziny, ten Ronic musi byc mój!

    OdpowiedzUsuń
  4. no i kupiłam go... Jeszcze nie do końca stestowałam, bo jestem na diecie. Czy probowałaś kiedys zrobic pure z marchwi? Mi nei chce załapać tych marchewek i muszę się postarać różnymi programamia, pulsem a nawet ręcznym zamieszaniem...

    OdpowiedzUsuń
  5. To właśnie na diecie najlepszy przyjaciel 😉
    Do koktajli chociażby czy zup-kremow. Pure z marchwi nie robiłam ale blendowalam np ciecierzycę i wyszło super

    OdpowiedzUsuń

Będę wdzięczna wszystkim anonimowo komentującym za podanie imienia, albo chociaż pseudonimu. Dziękuję.

Top Blogi
TOP