Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez cukru. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez cukru. Pokaż wszystkie posty

15.1.23

Chlebek bananowy pszenno-owsiany

 Tego potrzebowałam! 3 dni urlopu, przymusowego bo auto u mechanika, ale jednak urlopu. Bez dziecka, bez presji, bez wyjazdu do Polski. Od 2,5 roku nie miałam takiej długiej chwili dla siebie. Słuchajcie, przez te trzy dni zrobiłam trzy przepisy - zapomniałam jaką frajdę mi to daje. Kiedy pierwszego dnia wymienialiśmy się z mężem wiadomościami na whatsaap zapytał czy słyszę jaki mam szczęśliwy głos. Na ten krótki moment zeszła ze mnie presja ciągłego pośpiechu, stresu czy nie zadzwonią znów ze żłobka, że mam odebrać dziecko, bo płacze, albo chore albo ma biegunkę. Stresu, bo rano przy odstawianiu młodego do placówki on płakał. Stresu bo między końcem mojej pracy a końcem pracy żłobka mam tylko pół godziny. Czy nie zatrzymają mnie w pracy, czy nie będzie korka na autostradzie, czy coś się nie schrzani. Nawet jak to piszę to czuję ścisk w żołądku. I ja tak funkcjonuję od połowy sierpnia! My tak funkcjonujemy! i pewnie znaczna część rodziców. To jest czarna strona rodzicielstwa i czarna strona emigracji. 

Ale zostawmy to bo to dłuższy temat - chcę Wam pokazać dzisiaj wybitny chlebek bananowy. Mięciutki i mokry w środku, z chrupiącą, cukrową górą. Tak się podekscytowałam tym, że mogę go zrobić bez pośpiechu, bez małego pomocnika, że całe to przedsięwzięcie nawet nagrałam (gorzej z montażem, ale może kiedyś dojdzie do skutku) 


14.3.21

Kawowy deser z owocami

Jak już wiele razy powtarzałam niedzielna kawa bez czegoś słodkiego się nie liczy. Miałam w planach ciasteczka, ale zbierałam się do nich chyba ze trzy dni. Najpierw chciałam je robić razem z dzieckiem, to znaczy nie tak, że ono mi pomaga, czy chociaż podaje składniki bo na to jest jeszcze zdecydowanie za młode, ale tak, że mam je w nosidle albo w wózku. No ale  jak nie spał i mogłabym wdrożyć w życie swój plan to zawsze było coś innego, niekoniecznie ciekawszego do roboty. A jak już poszedł spać to bałam się miksera włączyć. I pomyśleć, że jak był taki mikroskopijny to odkurzacz wlączalismy jak szedł spać, a teraz chodzimy na paluszkach. To znaczy ja chodzę, a mąż mój mam wrażenie za często się zapomina. Czy u Was tatusiowie też tak mają?  a to mu telefon zadzwoni, a to jakiś głupkowaty filmik za głośno włączy, albo kawę zacznie mielić 🤪  W każdym razie, ciastek nie upiekłam, bo coś za bardzo od tematu odbiłam. Na szybko zrobiłam inny deser, bo te deserki w szklankach nie dość, że się ładnie prezentują to jeszcze zazwyczaj szybko się je robi.

6.3.21

Cytrynowe babeczki bezglutenowe

 Od razu widać, że kuchnię w naszym domu przejął mąż, bo więcej tutaj warzyw w propozycjach obiadowych i śniadaniowych niż słodkości. No ale przy weekendzie nie mogę sobie darować i zrobiłam babeczki. A żebym nie musiała jeść ich sama, jak to było przy cieście marchewkowym Tutaj przepis to zrobiłam je w wersji bezglutenowej. Babeczki jak babeczki, ale ten krem pasuje do nich idealnie. Nie próbujcie więc robić ich solo! 


6.2.21

Fit dwukolorowe muffinki z kaszą manną

Odkąd urodziłam dziecko to mój trzeci wpis i trzeci przepis na babeczki.  Możliwe więc, że babeczki są najmniej skompliwanym deserem, na którego zrobienie może sobie pozwolić świeżo upieczona mama. Chociaż ja już mam za sobą półroczne doświadczenie to nadal czuję się jak pracownik na okresie próbnym - z każdej strony i niespodziewanie może mnie coś zaskoczyć. Jak nie dziecko, to ja sama i moje reakcje, że dałam radę albo kompletnie poległam (nie chcę pisać, że dałam dupy, bo można by to źle zinterpretować). Chociaż na najcięższe próby jeszcze nie zostałam wystawiona, więc oceniam siebie do tej pory dość dobrze - taka czwórka z plusem za matkowanie. 

Gorzej za powrót do formy. Ni cholery nie mogę ruszyć! Kojarzycie taką akcję, że całe życie byłyście przy kości i nagle schudłyście powiedzmy 15 kg. W lustrze jest super laska ale głowa podpowiada, że balast kilogramów nadal obecny. To ja teraz mam tę sytuację, tylko w drugą stronę. Głowa mówi, że jest spoko, ale lustro nie potwierdza. Jak mówię o swojej wadze to nawet nieświadomie ucinam sobie 10 kg bo nie mogę uwierzyć, że tyle ważę.  Ostatni raz ważyłam tyle, hmm...nigdy! Jeszcze cały grudzień spędziliśmy w Polsce, a tam to wiadomo - rozpusta - i na liczniku 3 kg więcej. I tak się bujam, jak idiotka, raz góra, raz dół. Chociaż, jest pewien postęp, mianowicie w styczniu udało mi się te 3 kg przywiezione z Polski a zrobione na krówkach, cukierkach na wagę z Biedronki, drwalu z żurawiną z Maca i domowych obiadkach - pokonać! Wielkie brawa, dziewczyno! Do wagi sprzed ciąży brakuje mi 8 kg, ale że przed ciążą też trochę kilogramów (powiem brzydko) przyjebałam to do pełnej satysfakcji brakuje kolejnych ośmiu. Tak więc zapowiada się naprawdę dłuuuga i ciężka droga. Tym bardziej, że obiecałam sobie te szesnaście kilo do lata (można się śmiać, oczywiście)  To nie jest niemożliwe, tylko weźcie ode mnie słodycze! 



Bezcukrowe muffinki z kaszą manną

Składniki (7 sztuk):

  • 80g mocno dojrzałego banana (waga po obraniu)
  • 1 jajko
  • 50g jogurtu naturalnego
  • 70ml oleju rzepakowego
  • 80g kaszy manny
  • 60g mąki orkiszowej
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 płaska łyżeczka gorzkiego kakao
Przygotowanie:
  1. Piekarnik rozgrzać do 180*
  2. Banana rozgnieść dokładnie widelcem. Dodać jajko i jogurt - wymieszać. Dodać olej i ponownie dokładnie wymieszać. 
  3. W osobnym naczyniu połączyć ze sobą kaszę, mąkę i sodę. 
  4. Mokre składniki dodać do suchych i wymieszać do połączenia. 
  5. Połowę masy odłożyć, dodać do niej kakao i wymieszać.
  6. Do papilotek nakładać po 1 łyżce jasnego, później ciemnego ciasta (lub odwrotnie).
  7. Piec około 20 minut, lub do suchego patyczka.

Wartość odżywcza dla 1 porcji 58g (całość 7 sztuk)
kalorie: 189
B: 3,84
T:  11,43
W: 17,53

10.11.20

Babeczki jogurtowe

To nie tak, że przy małym dziecku nie mam na nic czasu. Mam czas, ale muszę wybierać na co go przeznaczyć. Czy wolę odkurzyć mieszkanie, pozmywać czy upiec ciasto. Bywają też takie dni, że czas jakoś się kurczy i wybieram pomiędzy zjedzeniem jogurtu a zrobieniem siku. Czasami po prostu jestem padnięta i wybieram drzemkę albo bezinteresowne przeglądanie Instagrama. Najlepiej kiedy jesteśmy w domu oboje, bo zawsze jedno może skoczyć do kuchni wyłączyć w porę piekarnik czy zdjąć ziemniaki z gazu. I podczas któregoś wspólnego dnia, których teraz w czasie pandemii i kryzysu w gastronomii mamy naprawdę sporo, upiekłam babeczki. Wszystko co wymaga jedynie wymieszania składników, poporcjowania i czekania aż się upiecze jest teraz w cenie. 

Babeczki jogurtowe

Składniki (12 sztuk):

❌200g mąki orkiszowej

❌70g płatków owsianych 

❌80g erytrolu 

❌1,5 łyżeczki proszku do pieczenia lub sody 

❌2 jajka 

❌250 ml jogurtu naturalnego 

❌125 ml oleju rzepakowego 

Przygotowanie

💛W misce wymieszać erytrol, jogurt, jajka i olej. 

💛Dodać do nich mąkę, płatki i proszek/sodę 

💛Wymieszać tylko do połączenia się składników. 

💛Ciasto nakładać do foremek około 2/3 wysokości. 

💛Piec 20 minut w 180* lub do suchego patyczka 


27.9.20

Babeczki orkiszowo-owsiane

Pierwszego sierpnia, w bólach i mękach nie większych niż znawcy tematu opisują, na świat przyszedł nasz chłopczyk. Dzień był z tych raczej ciepłych i spokojnych. To miało być tylko zwykłe, kontrolne KTG, chociaż w głębi serca liczyłam na to, że zaproponują wywoływanie. Byliśmy pięć dni po terminie a i dziecię nie było małe. I chociaż obraz całej sytuacji zaczyna w mojej głowie blaknąć to znam te podstawowe prawdy, które przekazywałam w opowieściach dziesiątki razy - przyjęli mnie na oddział, dali do wypicia koktajl i kazali czekać na rozwój sytuacji. Po 2,5 godzinie od pierwszego skurczu przecinałam pępowinę dziecka, które leżało na mojej piersi. To było tak dziwne i odmienne od wszystkich innych wydarzenie, mieszanka wielu pozytywnych emocji na czele z wielką ulgą - że oto mój syn jest już ze mną i mogę go tulić bez końca. 

Ten entuzjazm i wybuch miłości szybko wylały mi kubeł zimnej wody na głowę kiedy okazało się, że najnormalniej w świecie boję się własnego dziecka. Jak podnieść, żeby nie uszkodzić, jak przebrać, jak zmienić pozycję i jak uspokoić kiedy nie daj Boże zacznie płakać. Ten strach sprawił, że ograniczałam się niemal wyłącznie do roli matki-żywicielki, a całą resztą zajmował się tata. Chociaż nie szczędziłam mu porad i wskazówek, bo jak wiadomo najlepiej robić coś czyimiś rękoma a wymądrzać się wtedy kiedy coś nie dotyczy nas w danej chwili.

Po miesiącu tata-mąż wrócił do pracy, a my zostaliśmy sami, skazani na naukę siebie nawzajem, na dojście do porozumienia i na pokonanie strachu. W pierwszy dzień gdy mąż wychodził do pracy płakałam jakby wyjeżdżał w długą delegację, niepewna tego czy dam radę zająć się tym małym okruszkiem śpiącym obok w łóżeczku. A kiedy kilka godzin później obudził mnie jego płacz, z mocno bijącym sercem zaczęłam realizować plan naszego oswajania się. Za radą położnej mówiłam do niego, tłumaczyłam mu co robię, mimo że przy zmianie ubrań byłam niemało zestresowana i przejęta kiedy brałam go na ręce. Tak mijał nam dzień za dniem. Ja nie przestawałam mówić, opowiadać i śpiewać, a on słuchał, pomagał mi i współpracował. Z czasem zaczął reagować zaciekawionym spojrzeniem, skromnym uśmiechem, a teraz prowadzimy żywe rozmowy w bobasowym języku z gestykulacją jakiej nie powstydziłby się nawet Włoch.

Dziś nasz syn ma prawie dwa miesiące i żadne z nas nie wyobraża sobie już dnia bez niego. Wsiąknął w nasz świat na dobre, zostawiając przy tym skrawek chwili na nasze dotychczasowe przyjemności i tak oto powoli wracam do pieczenia. Wybieram przepisy szybkie do przygotowania - jak te babeczki - bo nigdy nie wiadomo kiedy znudzą się kręcące się nad łóżeczkiem króliczki albo kiedy głód czy tęsknota zawita do małego człowieka.


2.7.20

Fit mleczna kanapka

Zawsze mnie kusiły te wszystkie domowe i oczywiscie fit wersje maxi kingów, monte, oreo i wszystkich innych najpyszniejszych sklepowych słodyczy. Większość z nich patrząc na skład to tylko wizualnie przypomina oryginał, bo ciężko żeby jogurt naturalny nawet z super aromatem zastąpił śmietankę w Monte. No w to nie uwierzę, ale są też dobre rozwiazania i zamienniki. Prócz tej mlecznej kanapki, mam ochotę przetestować jeszcze kilka, ale zobaczymy co mi z tego wyjdzie. 

21.6.20

Truskawkowy deser w szklance z biszkoptami

W tym roku jestem truskawką. Pożarłam ich już naprawdę sporo i wcale mi się nie nudzą. Wymieniam je czasami na czereśnie, a najczęściej wygląda to tak, że truskawkowy koktajl przegryzam słodkimi czereśniami. I te dwa owoce to 'must have' w mojej lodówce. Pewnie za chwilę zacznę wymieniać je na morele i porzeczki, ale to jeszcze chwilka. Póki co na salony wjeżdża truskawkowy deser. 
UWAGA: Miała być z tego bardziej pianka, a wyszła taka prawie galaretka, więc jeśli chcecie mus, proponuję dać 2g żelatyny i 1 łyżkę wody mniej. 

18.6.20

Placuszki jabłkowe, bez cukru i zamienników

Przyszło lato i wywindowało mocno temperatury. U mnie, ciężarnej oznacza to, że zaczynam mieć opuchnięte nogi i niewidoczne kostki, większą zadyszkę po krótkim spacerze z psem, a bardziej to nie po spacerze a po wyjściu na trzecie piętro po tym spacerze. Od 15 kiedy w mieszkaniu już się porządnie nagrzeje, męczy mnie samo siedzenie na kanapie i czytanie książki. A do tego wszystkiego straciłam niemal całkowicie apetyt i pomysły na posiłki. Jem więc w zasadzie tylko to co mam w lodówce, żeby się schłodzić i najlepiej coś co nie wymaga żadnej obróbki. Więc można śmiało powiedzieć, że w taką pogodę jem w zasadzie tylko przekąski, a truskawki i czereśnie to  niekwestionowani faworyci. Ale żeby zjeść już coś bardziej pożywnego i dostarczyć sobie chociaż trochę kalorii na start usmażyłam placki. Bez cukru, ani zamienników, słodkie od jabłka, idealne na dzieci (bo mnie już świat nie interesuje, tylko dzieci). 

Placuszki jabłkowe, bez cukru i zamienników

13.6.20

Owsiane z truskawkami bez glutenu

Blog, Instagram i jeszcze Facebook to teraz dla mnie zbyt wiele. Zwłaszcza, że w przypadku mediów społecznościowych korzystam z tableta lub telefonu, a żeby napisać notkę na bloga muszę odpalać laptopa. Jest to kłopotliwe z dwóch powodów, po pierwsze muszę faktycznie wygospodarować sobie czas, żeby usiąść przy stole z tym laptopem, czego ostatnimi czasy nie potrafię, a po drugie mój laptop to trup. Włącza się strasznie długo a wyłącza znienacka, nawet w połowie słowa. Po czym znów się długo ładuje i nie ma gwarancji, że zapisane wcześniej słowa nie zniknęły na zawsze. Nowy sprzęt jest daleko, daleko na liscie rzeczy, których niezbędnie potrzebuję, na przykład daleko za nowymi oprawkami, które "wymieniam" już dobre trzy lata. Tak, do wszystkiego mam tak słomiany zapał, na ten przykład od trzech dni zabieram się za upieczenie ciasteczek i zrobienie jakiegoś prawdziwie letniego i orzeźwiającego deseru, bo tylko tego szukam z każdym otwarciem lodówki. Dziwne, że z tym ciastem poszło mi tak łatwo. Weszłam do kuchni, przygotowałam składniki, wymieszałam i upiekłam. To musiał być jakiś nadzwyczajny dzień, w którym wszystkie moje algorytmy osiągnęły epicentrum. 

5.6.20

Odwrócone ciasto gryczano-owsiane z rabarbarem

Gdybyście mnie zapytali co wypełnia obecnie moje dni, to bez chwili zastanowienia odpowiedziałabym Wam, że czekanie na kuriera. A wiecie jak to jest na kogoś czekać - najgorsze zajęcie świata! Bo tak, po pierwsze trzeba być przygotowanym, że on zadzwoni do drzwi, więc trzeba być ubranym, a mi jednak najwygodniej, zwłaszcza odkąd temperatury poszybowały w górę, jest w majtkach. Bo drugie trzeba siedzieć w domu, bo wiadomo, że nawet szybkie zakupy albo wyjście z psem na 5-minutowe siku może skończyć się awizem w skrzynce. I w końcu po trzecie, czekanie na kogoś to takie zawieszenie w czasie. Niby coś by można było zrobić, ale jednak nie za wiele. Posprzątać okej, ale już bez odkurzania, prysznic też odpada, jakby przyszedł w połowie ćwiczeń to też krucho. No i tak zostają mi książki, pieczenie i niezawodne skrollowanie Instagrama ;) Co do książki to właśnie skończyłam "Małe życie" - grubas, 800 stron, ale opowieść zawarta w środku też jest mega gruba. Serdecznie polecam bo czyta się naprawdę szybko. Teraz zasiadam do mniej ciekawych lektur, tzn dla mnie ciekawych, bo ciążowych, ale ich już wszystkim nie mogę polecić. 
Co do ciast, to pewnego popołudnia upiekłam ciasto gryczane z resztką rabarbaru, którą miałam na stanie i wyszło z tego całkiem fajnie połączenie. Mówię całkiem tylko dlatego, że mąka gryczana jest specyficzna w smaku, zwłaszcza dla podniebienia, które jest przyzwyczajone do mąki pszennej i nie kązdy może być z takiego ciasta zadowolony. W każdym razie my byliśmy, dlatego przepis ląduje na blogu :)

14.5.20

Budyniowiec, bezglutenowy

Jestem z siebie dumna, mija właśnie miesiąc bez słodyczy. Dla mnie to jest mega wyczyn, zresztą pisałam jak przeżyłam trzy pierwsze dni po odstawieniu cukru. Ciągły głód i wędrówki do kuchni, otwieranie lodówki tylko po to, żeby ją zaraz zamknąć i zaglądanie do szafek, w których były schowane łakocie, a które teraz świeciły pustkami. Zrezygnowałam z moich ukochanych słodkich śniadań, które nakręcały mi chętkę na cukier na resztę dnia. Teraz już nie tęsknię, bo gdybym zjadła takiego snickiera to z poziomu cukru mogłabym wyskoczyć z butów. Lubię się jednak napić "kakałka" do którego daję mleko, gorzkie kakao i pół łyżeczki erytrolu, tyle mi wystarcza to jest dla mnie odpowiednio słodkie, tak jak wcześniej mleko po płatkach czekoladowych, bo nesquik to zawsze był cukrowy ulepek (70/100g cukru) i nie byłam jego super fanką. Lubię też mieć coś dobrego do kawy - to po tatusiu. Niestety wydaje mi się, że w Niemczech jest zdecydowanie mniej bezcukrowych produktów, których widzę nawał w Polsce. Mam jedne ciastka, które mogę sobie od biedy kupić, a poza tym zostaje mi samodzielne pieczenie. I w sumie tak jest najlepiej, wiadomo, że nie najłatwiej, bo to jednak zawsze więcej roboty niż pójście do sklepu i wybranie ciasteczek z półki, ale co zrobić. Mam tylko taki problem z moimi wypiekami, że one dla innych nie są słodkie. Dla mojego męża są, bo on nie jest żadnym fanem słodkości, ale już dla postronnych to tam nie ma cukru w ogóle. Więc nie lubię piec dla kogoś, a kiedy podaję przepis na bloga, muszę pamiętać żeby zaznaczać, że substancji słodzących lepiej dać więcej. To działa też w drugą stronę - upiekłam kiedyś sernik z białą czekoladą, który był boski, ale przy tym tak słodki, że jeden kawałek niemal usypiał. Każdy ma inne kubki smakowe, inaczej wyczulone. Jak w reklamie "po ilu kostkach czekolady Ty się uśmiechniesz"? Obecnie ja bym się uśmiechnęła już po jednej i to na dodatek gorzkiej. 

Z racji chętki na coś słodkiego do kawy i pomysłu męża na budyniowiec, powstało to cudeńko. Przyznam szczerze, że nie przypominam sobie, żebym kiedyś jadła budyniowiec, w każdym razie u mnie w domu takiego ciasta się nie robiło. Zresztą nie wiem czy można go nazwać ciastem czy deserem. Pamiętajcie - ilość erytrolu, ksylitolu czy cukru - cokolwiek używacie zależy od Was. Ja standardowo dałam nie wiele, ale herbatniki były na tyle słodkie, że całość też wydawała się odpowiednio posłodzona. 

9.5.20

Drożdżówki twarogowe na słodko

Nawiązując do wcześniejszego wpisu O, TUTAJ, chciałam powiedzieć, że zdarzają mi się jednak wzloty. Zazwyczaj świeci wtedy słońce, od rana nie miałam telefonu w ręce a przynajmniej nie robiłam na nim nic co pochłonęłoby mnie na kilka godzin, dzień zaczęłam dość wcześnie, czyli w okolicach godziny dziewiątej jestem już po śniadaniu. I wtedy mam w sobie energię, bo powiedzieć, że energia mnie rozpiera to zdecydowanie za dużo, po prostu mam chęci. Żeby jeszcze się szczęśliwie ułożyło, że w lodówce albo w szafkach mam wszystko co potrzebuję do danego przepisu to zaczyna się dziać. Tym razem gotowy przepis podesłał mi mój brat, że podobno sztos i żebym sobie spróbowała. Wiedząc mniej więcej co mam w szafkach zaczęłam robotę. Moja pamięć nie była jednak zbyt dobra i tak zaczęło m brakować dość istotnego składnika, na szczęście zamiennego. Więc od razu tutaj Wam powiem, że mąkę ryżową można zastąpić kaszą manną w tej samej proporcji i podobno też wychodzi. Zanim przejdziemy do konkretów to jeszcze Wam powiem, że ciąży nad tymi bułeczkami trochę fatum, bo owoce w nich wyglądają na warzywa. Mój brat zrobił wersję z jabłkiem i kiwi, a kiedy zobaczyłam zdjęcie byłam przekonana, że to feta i cebula. Natomiast moje są z mascarpone zmiksowanym z borówkami a mój mąż chciał polewać je ketchupem bo wyglądało mu to na pieczarki. Poza tym jednym wizualnym "mankamentem" są naprawdę mega.

6.5.20

Gofry z kaszy gryczanej

Jak wygląda sytuacja z wirusem moimi oczyma ? Zmiany odczuwam w zasadzie tylko wtedy kiedy wychodzę na zakupy bo muszę założyć maseczkę. I teraz dostrzegam inny minus, dla innych banalny, ale ograniczony dostęp do odzieżowych sklepów stacjonarnych. Gdybym nie była w ciąży to żaden problem, ale rozmiar zmienił mi się znacząco, a nie lubię kupować w ślepo. Po pierwsze kwestia rozmiaru a po drugie kroju - ja chcę to zobaczyć na sobie. Pewnie, że można odesłać ale to znów jest niepotrzebny problem i zamieszanie. I to w zasadzie tyle, siedzenie w domu i ograniczony kontakt z ludzmi to akurat dla mnie żaden problem - jestem domatorką, introwertyczką i lubię spędzać czas z samą sobą. Myślałam jednak, że wykorzystam ten czas bardziej kreatywnie, ale jakoś się nie składa. Rzadko robię nowe przepisy, a jak robię to odwzorowuję już istniejące, a później nawet nie chce mi się robić im zdjęcia i puszczać w świat Internetów, nie mówiąc już o robieniu wpisów na bloga. Trochę przeszkadza mi w tym fakt, że mój mąż więcej czasu spędza w domu niż w pracy, a ja niestety do pisania potrzebuję pełnego skupienia i kompletnej ciszy. Poza tym jednym minusikiem bardzo się cieszę z jego obecności. Początek był ciężki bo po pierwszych trzech współnych godzinach zaliczyliśmy kłótnię z trzaśnięciem drzwiami, ale teraz przyzwyczailiśmy się do nowej sytuacji ;) A propo nowych sytuacji i nowości to mam dla Was coś równie zaskakującego jak naleśniki z kaszy gryczanej (TUTAJ przepis) gryczane gofry. Moim zdaniem zdecydowanie lepsze niż naleśniki, musicie tego spróbować. 
UWAGI: W oryginalnym przepisie jest mowa o tym, że napęczniałą kaszę należy przecedzić, zmiksować z czymś słodkim i odstawić do fermentacji na 8-12 godzin. Gdyby tak musiałabym gofry jeść na kolację, więc pomnęłam ten krok a i tak wyszło wspaniale. 

23.4.20

Naleśniki z kaszy gryczanej

Przed świętami wielkanocnymi zadzwonił do mnie lekarz, że pierwszy test na cukier wyszedł trochę słabo, tzn że mam podwyższony cukier i lepiej, żebym go odstawiła a przy kolejnej wizycie będziemy powtarzać test tym razem z obciążeniem glukozy 75 g (w Polsce to wygląda trochę inaczej, więc nie sugerujcie się). No świat mi się zawalił, to znaczy na początku to się wystraszyłam wizją diabetologa, ścisłej diety i ewentualnych powikłań dla maluszka. Dojadłam w ten dzień jeszcze czekoladowe płatki z mlekiem na kolację - bez komentarza - żeby nowy dzień zacząć z czystą kartą. Pierwsze trzy dni to była masakra, jak odwyk - ciągle byłam głodna i ciągle myślałam o czekoladzie. Oszukiwałam się kolejnymi kubkami herbaty i próbowałam zająć czymś myśli. Po tych mniej więcej trzech dniach się uspokoiło i wtedy zrozumiałam, że dostarczałam sobie dziennie ogromne ilości cukru. Na dzień dobry naleśniki z dżemem albo jogurtem i owocami, na podwieczorek wspomniane już płatki z mlekiem a do tego w międzyczasie tu kosteczka czekolady, tam kilka łyżek lodów, ciasteczko do kawy - żeby tylko jedno i koniecznie codziennie banan , jak nie  w placuszkach na śniadanie to później z jogurtem na drugie śniadanie. Święta więc przeszły bez czekoladowych jajek i zajączków, z cukrem nie ma żartów, a w ciąży szczególnie. Bo jak to wszyscy lubią ciągle powtarzać, w różnych konfiguracjach i kontekstach "musisz myśleć nie tylko o sobie"
Teraz moją jedyną słodkością są owoce na drugie śniadanie, trochę mascarpone od czasu do czasu i bita śmietana do kawy - tłuste w cholerę, ale cukru ma tylko 7/100 g ;) 

I wszystko jest fajnie i super, jestem na tym etapie, że bez słodyczy da się żyć, ale zaczęło mi trochę brakować pomysłów śniadaniowych - bo poza krótkim epizodem na początku ciąży kiedy nie byłam nawet w stanie patrzyć na coś słodkiego to uwielbiam te wszystkie placuszki i naleśniki, smarowanie ich kremami i dorzucanie owoców. Wygrzebałam gdzieś w Internecie przepis na nalesniki z kaszy gryczanej - kasza, woda, blender i gotowe. I ten bezcukrowy czas to idealny moment na testowanie takich wynalazków. Od razu trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że nie są to naleśniki pszenne czy orkiszowe i to nie będzie ten smak. Ale te naleśniki to namiastka "lususu" dla tych, którzy z różnych względów muszą unikać mąki, jajek czy nabiału. Zadziwiające jest to, że sama kasza wymieszana z wodą daje się wykorzystać w ten sposób. 

UWAGI: Masę dobrze jest lekko posolić lub dosłodzić np erytrolem,bo bez tego naleśniki po upieczeniu są bez smaku. 

18.3.20

Gryczany chlebek bananowy

Czekałam na to, aż Niemcy wprowadzą jakieś bardziej restrykcyjne zalecenia w związku z wirusem, niż tylko zamknięcie szkół (zamknęli szkoły, ale nie powiedzieli dzieciom, że ten czas powinni spędzić w domu). Na ten moment zarażonych jest 9360 osób, a jeszcze przed weekendem było lekko ponad 2000. Mimo wszystko restauracje tutaj nie są odgórnie zamykane, mają prawo być czynne od 6-18, chociaż wielu właścicieli zdecydowało się na zawieszenie działalności. Zaleca się pozostanie w domach, spotkania ewentualnie w małych grupach i co najlepsze cały ten dekret obowiązuje aż do 18 kwietnia. Ograniczenia weszły w życie przy ponad 6000 przypadkach zarażeń i ciekawe czy przyniosą jakieś efekty. Lepiej późno niż wcale, mimo wszystko. 
Śledziłam kilka stron, intensywnie sprawdzając aktualizacje. Teraz, kiedy wiadomo na czym stoję i że jednak Niemcy wykazali jakieś chęci działania w kierunku spowolnienia rozprzestrzeniania się tego świństwa, odpuszczam. Bo co za dużo to niezdrowo i doszłam do momentu, kiedy moją głowę zaczynają nachodzić różne teorie spiskowe, a nie chcę ich wpuszczać do środka, bo oszaleję. Nie mam telewizji, nie słucham radia, nie czytam artykułów z dziwnymi, krzykliwymi nagłówkami, które są tylko marnymi hipotezami, więc będzie mi łatwo się od tego odciąć. 
Wracam do swojej nudnej rutyny sprzed wirusa i piekę chlebek bananowy. Wygląda naprawdę jak chleb bo jest na mące gryczanej, do tego mało słodki; nie dawałam nic prócz mocno dojrzałych, słodkich bananów dlatego bez większych wyrzutów sumienia można go smarować masłem orzechowym lub dżemem. 

7.3.20

Lekkie sernikobrownie

Nie jestem perfekcjonistką. Nigdy nie byłam i nigdy nie żałowałam obranej ścieżki. Na co by mi było życie w ciągłym stresie, dążenie do wygórowanych celów. Może i ominęło mnie przez to coś wielkiego, chociaż gdyby los szykował dla mnie coś takiego znalazłby inny sposób, żeby do mnie dotrzeć ;) Gdybym była perfekcjonistką nie zamieściłabym tutaj połowy z zamieszczonych przepisów, bo to by mi smak nie odpowiadał, a to zdjęcie, albo wykonanie. W ogóle zdjęcia robiłabym tylko do folderu schowanego w "moim komputerze", bo daleko im do ideału, chociaż więszkość z nich mi się podoba - tutaj widać jak mało wymagająca bywam. A już na pewno nie zamieściłabym dzisiejszego przepisu. Bo ciasto chociaż pyszne, ma daleko idące zaburzenia symetrii. Gruby spód i zbyt cienka górna warstwa, Instagram może tego nie udźwignąć. Mi troszkę też jest ciężko na to patrzeć, ale nie miałam więcej sera, żeby zrobić drugi raz. I czasu jakoś też nie miałam. Więc jest co jest. Jedyna wskazówka, której mogę Wam udzielić to zwiększenie ilości twarogu i dodanie jeszcze jednego jajka. 
A gdyby tego wszystkiego było mało, to przez zupełny przypadek trafiłam dziś na bardzo, ale to bardzo podobny swój przepis. O tutaj, bardzo proszę: sernik na bananowym spodzie Nie dość, że nie jestem perfekcyjna, profesjonalna to jeszcze pamięć mi szwankuje. No cóż, powtórzę się - jest co jest. Najważniejsze, że jestem w grze.! Smacznego i przyjemnej soboty. 

5.3.20

Omlet bananowo-marchewkowy

Od dłuższego czasu nie pracuję. Za to poznaję Instagram wzdłuż i wszesz, a w czasach wielkiego kryzysu próbuję nawet odnaleźć koniec Internetu. Miałam, jak się teraz okazuje złudne przeświadczenie, że kiedy przestanę tracić 11 godzin doby na pracę zawodową to podbiję świat. Ni chuja. Jak ciężko jest o samodyscyplinę w tym czasie. Bo przecież jak czegoś nie zrobię dziś, to zrobię jutro, albo kiedyś, albo i wcale i nic wielkiego się nie wydarzy. A kiedy czasu miałam mało, to starałam się upchnąć w nim jak najwięcej rzeczy i byłam zdecydowanie lepiej zorganizowana. Teraz wszystko się ślimaczy i przelewa przez palce, a ja nadal jestem w tym samym punkcie. Dobrze, że nie podzieliłam się moimi ambitnymi planami na ten okres bez pracy bo ze śmiechu bolałyby Was brzuchy. Słodki Jezu! zabierz ode mnie ten Instagram!

22.2.20

Sernik bananowy, bezglutenowy

Żeby ponownie wyrobić sobie nawyk pisania i tworzenia nowych przepisów zwłaszcza na początku, trzeba podejść do tematu bardzo poważnie. A to oznacza, że przez pierwszy tydzień-dwa trzeba walczyć z samym sobą. Bo moje jedno ja chce zjeść na śniadanie kanapki i oglądać Instastory, do południa leżąc w piżamie, a to drugie ja, które chce się na nowo zdyscyplinować mówi, że trzeba upiec dziś jakieś ciasto, zrobić mu zdjęcia, a po szybkim zeskrollowaniu Instagrama zasiąć do roboty. 
Trzeba wyrobić sobie od nowa wszystkie utracone nawyki, a to w pierwszych dniach jest szalenie trudne. Wie o tym każdy, kto przechodził na dietę, rzucał palenie, czy zapisał się na siłownię-słowem, każdy kto postanowił zmienić tor swojego dnia. W trwaniu w nowych nawykach pomagają rezultaty, najlepiej żeby było to coś pozytywnego. No bo umówmy się, kto będzie trwał przy diecie, która nie daje mu efektów. Rezultatem, który ja chcę osiągnąć jest zadowolenie z tego co robię (a oglądając swoje obecne zdjęcia jestem w szoku jak można się tak cofnąć), przy uzyskaniu również Waszej aprobaty. Uogólniając chciałabym zadowolić wszystkich, co w praktyce wiem, że jest niemożliwe. Zacznę więc od zadowolenia samej siebie i bywania tutaj częściej, a reszta, mam nadzieję przyjdzie z czasem :)


20.2.20

Bananowe placuszki z tahini

Czasami fajnie jest zrobić sobie przerwę. Człowiek zyskuje wtedy więcej czasu, który może wykorzystać na rozwój w innej dziedzinie lub ten zdobyty czas przepierdalać  na Instagramach i Youtubach, tak jak robię to ja (nie polecam). A że uzależnić się jest łatwo; gorzej z tego gówna wyjść to dlatego nowy wpis pojawia się tutaj po czterech miesiącach przerwy. Wiadomo, że to nie jedyny powód zatracenia mojej systematyczności, ale umówmy się, że to jeden z tych, który skutecznie mnie hamował w robieniu czegokolwiek. Do tego doszły inne stresy, nieprzyjemne sytuacje, ciągłe napięcie, mieszkanie w rozsypce i coś co skierowało nasze życie na inne tory. Więc końcówka minionego roku i początek tego, to głównie niezbyt przyjemne rzeczy, a jak w życiu nie jest przyjemnie to człowiek się jakoś tak chowa w sobie. Buduje mur i nie chce się wystawiać na kontakt z ludźmi (nawet wirtualnie). Przynajmniej ja tak mam, bo nie jestem dobra w udawanie, a samej ze sobą mi tak dobrze. 
I może i bym już tutaj nie wróciła, ale w głębi serca jednak tęsknię i cholernie żal byłoby mi porzucić to miejsce i skreślić tyle lat starań i pracy. Przez te wszystkie lata zbudowałam wokół tego bloga małą społeczność i mam apetyt na więcej! Tak więc witajcie koledzy i koleżanki, jestem spowrotem :)

A czym innym mogłabym Was przywitać, jak nie słodkim śniadaniem. Dobrze wszystkim znane bananowe placuszki wzbogaciłam pastą tahini. Więc jest bez szaleństw, proste wykonanie i znany smak w nieco tylko innej odsłonie.


Durszlak.pl
zBLOGowani.pl
Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów
Top Blogi
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
TOP